Lodzia Makówkówna – Rozdział XIX (cz. 6)

Pablo wsiadł do samochodu i uśmiechnął się do niej promiennie. W zapadającym zmroku widziała igrające w jego oczach wesołe ogniki.

– I widzisz, mała hochsztaplerko? – pokiwał głową. – Wszystko się wydało. Co powiesz na to, że twój idealny prawie-narzeczony tak perfidnie cię wykiwał? Jakoś nie kazałaś go bić…

– Draniu jeden! – roześmiała się Lodzia. – Upiłeś go pewnie albo dosypałeś mu czegoś do piwa, żeby wszystko z niego wyciągnąć! Widzę, że pięknie skumplowaliście się za moimi plecami…

– Owszem – przyznał swobodnie. – Miałaś rację, to bardzo fajny chłopak. Co prawda kompletny frajer, ale za to akurat jestem mu dozgonnie wdzięczny… W każdym razie rzucił cię, gwiazdeczko – zauważył z diabelskim błyskiem satysfakcji w oku. – I co teraz zrobisz, biedna, zdradzona kobieto? Założę się, że potrzebujesz pocieszenia.

– A ty chętnie podjąłbyś się tego zadania, co? – domyśliła się rozbawiona Lodzia. – Przecież gołym okiem widać, że umieram z rozpaczy… Ale nie martw się, aniele pocieszycielu, poradzę sobie jakoś z moim złamanym sercem.

Pablo oparł ramię o kierownicę i spoglądał na nią oczami roziskrzonymi radością.

– Od początku kantowałaś, mała naciągaczko. Ani przez chwilę nie miałaś zamiaru wyjść za mąż za Karola. Chciałaś mnie tym tylko nastraszyć!

– Nastraszyć? – zdziwiła się uprzejmie. – A cóż w tym takiego strasznego? No, ale dobrze, niech ci będzie – prychnęła śmiechem. – Blefowałam z tą jego ofertą, przyznaję. Za to cała reszta to była prawda, nie oszukiwałam!

– Cała reszta? – powtórzył Pablo, nie spuszczając z niej rozpromienionego spojrzenia.

– No tak, cała reszta. To, że miał iść ze mną na studniówkę i skręcił nogę… to, że jest moim prawie-narzeczonym… ten status oficjalnie się nie zmienił póki co – zaznaczyła, podnosząc w górę palec. – To, że nasze rodziny zaplanowały nam już daty zaręczyn i ślubu w tym roku… że wysłano mnie na kursy przedmałżeńskie… ta moja rodzinna tradycja dotycząca małżeństwa przed dwudziestką… wszystko to prawda, bandziorku.

– Wiem, kochanie – przyznał łagodnie. – To oczywiste, że nie wymyśliłabyś tego wszystkiego tak na poczekaniu. Ja sam przekonałem się zresztą, jakie masz umiejętności w zakresie opatrywania ran, gotowania, pieczenia ciast i tańca towarzyskiego… Cyganiłaś tylko trochę, ale za to w tej najważniejszej części – mrugnął do niej porozumiewawczo. – Tak czy inaczej powiedz mi, kociaku… i co teraz z tobą będzie?

– A niby co ma być? – uśmiechnęła się słodko Lodzia.

– Znalazłaś się przecież w traumatycznej sytuacji – zauważył z powagą. – Wszystko tak świetnie się układało, szczęście było na wyciągnięcie ręki… aż tu nagle taka katastrofa, taki cios! Ech, ciężko na to patrzeć…

– Oj tak, widzę, że bardzo mi współczujesz! – śmiała się Lodzia. – Jesteś prawdziwym altruistą o wrażliwym sercu, nie możesz znieść cierpienia bliźniego. Zaraz może nawet rozpłaczesz się z żalu nad moim ciężkim losem!

– Staram się jakoś powstrzymać od łez, ale rzeczywiście jestem na granicy… – westchnął. – Nie będę mógł spać w nocy, dopóki nie rozwiążemy tego w jakiś konstruktywny sposób. Wiesz… myślę, że najprościej będzie, jeśli uruchomisz wariant be. Zdawało mi się, że Karol ma zastępcę, który z chwilą, gdy zwalnia się stanowisko, wskakuje na pełny etat…

– Aha, jasne! – prychnęła znów śmiechem Lodzia. – O ile dobrze pamiętam, o żadnym etacie dla zastępcy nie było mowy!

– Ale chyba nie masz innego wyjścia – zauważył wesoło Pablo. – Taki świetny kandydat się wykruszył, tradycja zobowiązuje, a czasu diabelnie mało. Nie każdy poradzi sobie na tym stanowisku, trzeba mieć doświadczenie, które ja już zdobyłem w ciężkim boju, więc akurat dobrze się składa. Nie możesz przecież przy byle niepowodzeniu zrezygnować z takich ważnych planów, twoja mama by się załamała…

– Już jest załamana – zapewniła go Lodzia. – Ciocia i babcia też.

– A tata? – podchwycił z zaciekawieniem.

– Tata chce tylko mojego dobra – powiedziała ciszej, przypominając sobie dzisiejszą rozmowę z Tatusiem. – Dla niego najważniejsze jest to, żebym była szczęśliwa… Ale chyba mieliśmy jechać do Majka? – zmieniła skwapliwie temat.

– Tak jest – uśmiechnął się Pablo, wpatrując się z zachwytem w jej tonącą w półmroku twarz o lśniących delikatnym blaskiem oczach. – Ruszamy zgodnie z rozkazem mojej księżniczki.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5)

Dalsze części:

Rozdział XIX (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz