Lodzia Makówkówna – Rozdział XIX (cz. 9)

Kiedy stanęli u szczytu brukowanych schodów prowadzących stromo w dół do klubo-restauracji Anabella, serce Lodzi ogarnęło wzruszenie. Znów była tu z nim… znów razem spędzą wieczór, znów zatańczą… znów przez kilka godzin będzie mogła cieszyć się jego obecnością… Czyż obietnica szczęścia nie była już szczęściem samym w sobie?

Zerknęła ukradkiem na Pabla i napotkała jego uważne spojrzenie, które on również rzucił na nią ukradkowo. Oboje parsknęli śmiechem na ten zbieg okoliczności i dziarsko ruszyli w dół. Jednak ledwie pokonali kilka stopni, Lodzia poczuła ciepły, elektryzujący dotyk jego dłoni, którą jak kiedyś, na ulicy, ogarnął delikatnie jej dłoń. Zadrżała ze szczęścia i tym razem nie tylko nie cofnęła ręki, lecz odwzajemniła nieśmiało jego uścisk, splatając powolutku palce z jego palcami… Zejście po schodach trwało kilkanaście sekund, lecz jej wydawało się, że trwa długie wieki… miliony lat świetlnych… całą nieskończoność!

„Kocham cię, Pablo” – myślała na wpół przytomna ze szczęścia, jeszcze mocniej i odważniej odpowiadając na uścisk jego dłoni. – „Mój szachraju, lawirancie, bałamucie… mój łobuzie jedyny…”

Dopiero kiedy weszli na salę, wysunęła łagodnie swą dłoń z jego ręki i na chwilę podniosła na niego wzrok. Jego twarz była poważna, a wyraz jego oczu sprawił, że drgnęła i spłonęła rumieńcem… Ledwie zdążyła się opanować, dotarli do miejsca, gdzie przy dwóch zsuniętych stolikach bawiło się już całe znajome towarzystwo.

– No, nareszcie! – zawołał Kajtek, podając rękę Pablowi. – Dotarła nasza zakochana para! A już myślałem, że nas oleją i wybiorą słodkie sam na sam!

– Pewnie ciasno im było we dwójkę w tym schowku na szczotki i dlatego zdecydowali się przyjść do nas – zaśmiał się Maciek. – Pablo, ja ci mówiłem, że to jest kluczowy parametr, trzeba będzie zrobić szersze schody!

– Zgłupiałeś, co ty im tam projektujesz w tym schowku, całą sypialnię? – popukała się po głowie Asia, patrząc na niego z politowaniem.

– Dzisiaj Pablo ma przynajmniej jakiś ludzki humor – zauważyła Dominika, spoglądając na rozpromienioną twarz nowo przybyłego kolegi. – Nie będzie nas katrupił wzrokiem bazyliszka, to już coś… No, siadajcie! Wojtek właśnie nam tu opowiada ciekawe anegdotki, wszyscy boki zrywamy już od pół godziny!

– Lodziu, kochanie, jak ty się czujesz? – zapytała tymczasem Justyna, która na widok dziewczyny zerwała się z krzesła i ucałowała ją wylewnie w oba policzki. – Wyglądasz prześlicznie, chyba już wszystko dobrze?

– Tak, dziękuję – uśmiechnęła się Lodzia. – Już wyzdrowiałam całkowicie.

– Ależ się o ciebie martwiliśmy! – powiedziała Anita, obejmując ją serdecznie. – Czekaj, ty jeszcze nie znasz Jacka i dziewczyn… Pablo, chodź no tutaj, przedstawiłbyś Lodzi nowych znajomych!

Pablo, który podawał rękę po kolei wszystkim kolegom, odwrócił się i posłusznie podjął się prezentacji. Przedstawił Lodzi małżonkę Piotrka Martę, a także Jacka, nieznanego jej dotąd kolegę z kancelarii oraz jego żonę Ewę. Harmider przy stolikach był tak wielki, że towarzystwo szybko podzieliło się na mniejsze grupki, aby móc spokojnie w nich rozmawiać.

– Spóźniliśmy się trochę – mówiła Justyna – bo musieliśmy odwieźć młodego do babci, miał jeszcze niedzielny trening do osiemnastej.

– Mówisz o starszym czy o młodszym? – zagadnęła Asia.

– O starszym. Młodszy siedzi u babci od wczoraj.

– Czekaj, to ile ten wasz pierworodny ma już lat?

– Jedenaście – uśmiechnął się z dumą Wojtek.

– To już taki stary koń? – zdziwiła się Dominika. – No, czekaj, rzeczywiście, Justynka urodziła go przecież jeszcze na studiach… Pamiętacie, jak Wojtek chodził z głową w obłokach i chwalił się wszystkim, że ma syna? A potem na starówce oblewaliśmy młodego razem z jego dyplomem!

– To była niezapomniana impreza – przyznał Wojtek. – Majk i Pablo tak się wtedy wydurniali, że dostali bana od właściciela knajpy i musieliśmy się wszyscy zrzucać na łapówkę, żeby ich nie wywalił z lokalu…

Wszyscy roześmiali się na to wspomnienie.

– Tak… nawet Ania wtedy z nami była – dodała Dominika. – Pamiętasz, Wojtuś? Tańczyli z Majkiem na stole pijanego kankana na cześć waszego młodego. Myśleliśmy z Kajtkiem, że skonamy ze śmiechu! Właśnie wtedy Majk zapowiedział, że po studiach zakłada własną firmę i ma zamiar rozkręcić najlepszy klub w Lublinie… Kurczę, dziesięć lat minęło, ba, jedenaście… a ja mam wrażenie, jakby to było wczoraj!

– Ja też – pokiwała głową Justyna, wymieniając uśmiechy z mężem. – Łatwo wtedy nie było, nie mieliśmy nawet kawalerki i mieszkaliśmy we trójkę w jednym małym pokoju, kątem u teściowej… Ale i tak bardzo miło wspominam te czasy.

– I co trenuje ten wasz młody? – zaciekawiła się Asia.

– Karate, standardowo – wyjaśniła Justyna. – Ale te treningi robią im wieczorami, już mam tego trochę dość, szczerze mówiąc. Są dni, kiedy prawie nie wysiadam z samochodu…

W innych grupkach również toczyły się osobne wątki rozmowy, na stolikach stanęły butelki z piwem i zakąski, impreza zaczynała się rozkręcać. Kajtek i Maciek wciągnęli w rozmowę Pabla, po chwili dołączyła do nich Asia, natomiast Lodzia, odpowiedziawszy grzecznie na pytania dotyczące jej zdrowia, podeszła do Julki i Szymona, którzy siedzieli nieco na uboczu.

– Siadaj koło mnie, Lodźka – zażądała Julka. – Nie musisz ciągle kręcić się wokół Pabla, i tak pójdziecie pewnie razem tańczyć, jak tylko zacznie się muzyka. Majk już poszedł do tego swojego Antka i ustawiają dyskotekę, jakoś po dwudziestej mają zacząć grać. Zobacz, ilu ludzi już się naschodziło… A w ogóle to dlaczego przyjechałaś z Pablem, gdzie Karol?

– Karola nie będzie – uśmiechnęła się Lodzia, zajmując krzesło obok Julki. Korzystając z tego, że Szymona zaczepiła właśnie Dominika z propozycją dolania mu picia, pochyliła się do przyjaciółki i dodała poufnym szeptem: – Zdradził mnie i poszedł w długą z ukochaną!

– Co takiego? – zdumiała się Julka, wytrzeszczając na nią oczy.

– Zaraz wszystko ci opowiem – obiecała jej Lodzia.

W żartobliwych słowach zrelacjonowała Julce półgłosem najnowsze rewelacje.

– Ale numer! – parsknęła śmiechem Julka. – Patrz, jak się tajniaczył! A Pablo pewnie zadowolony, że wreszcie ma wolną rękę, co? Dzisiaj już nie ma takiej miny jak wtedy, przeciwnie, wygląda, jakby wygrał na loterii. Przyznaj się, czym go tak uszczęśliwiłaś?

Lodzia uśmiechnęła się tylko, wzruszając ramionami.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8)

Dalsze części:

Rozdział XIX (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz