Lodzia Makówkówna – Rozdział XV (cz. 1)

Tatuś przyszedł po siedemnastej. Godziny wizyt na oddziale były wyznaczone między szesnastą a osiemnastą i pielęgniarki bardzo skrupulatnie pilnowały w tym względzie dyscypliny. Lodzia z wdzięcznością wzięła z jego rąk utęsknioną ładowarkę.

– Dzięki, tato, nareszcie! – powiedziała z ulgą, sięgając po swój telefon. – Podłączę go już teraz, niech od razu zacznie się ładować.

– Jak ty schudłaś, córeczko… – westchnął Tatuś, przyglądając jej się z zatroskaniem.

Dziewczyna rzeczywiście wyglądała mizernie i blado, ale za to tryskała humorem.

– Trochę na pewno – odparła beztrosko. – Ale nie martw się, tato, szybko nadrobię! Zjadłam dzisiaj śniadanie i cały obiad, a gardło już mnie prawie nie boli.

– A te kwiaty rzeczywiście piękne – zauważył Tatuś, spoglądając na stojące na szafce margaretki. – Zosia od wczoraj ciągle o tym mówi. Zastanawiają się we trzy, kto też mógł ci je przysłać…

Lodzia pokręciła bezradnie głową.

– To ten chłopiec, prawda? – zapytał podstępnie Tatuś.

– Chłopiec? – zdziwiła się.

– No tak – zmieszał się lekko. – Ten, o którym mówiłaś mi w taksówce…

Spojrzała na niego z rozbawieniem i sympatią.

– Oj, tato! – uśmiechnęła się. – Ale kombinujesz… Ja naprawdę nie wiem, kto przysłał mi te kwiatki. Przed tobą nic bym nie ukrywała, gdybym wiedziała… ale nie wiem, serio!

– No dobrze, dobrze – odwzajemnił jej uśmiech. – Przecież nie chcę nic z ciebie wyciągać na siłę… Po prostu ta sprawa bardzo leży mi na sercu i… chciałbym, żeby to się dobrze skończyło.

– Nie martw się o nic, tato – odparła poważnie. – Wszystko skończy się dobrze, znasz mnie przecież. Może na co dzień nie jestem bardzo odważna i lubię mieć spokój, ale kiedy już stoję pod ścianą, to sam wiesz, na co mnie stać.

– Wiem – pokiwał głową. – Ale widzisz, kochanie… to są naprawdę życiowe sprawy. Nie jakieś tam dżinsy i tego typu drobiazgi. Ja się spodziewam, że tych zaręczyn nie będzie, a za to będzie wielka awantura. Z tym sobie poradzisz, o to się nie boję. Tylko co dalej?

– Tego nie wiem – westchnęła Lodzia.

– Powiem ci szczerze, Lodziu – rzucił Tatuś, jakby nagle zbierając się na odwagę. – Nie gniewaj się, ale… bardzo się boję, żebyś nie zrobiła jakiegoś głupstwa.

Lodzia popatrzyła na niego ze smutkiem.

– Domyślam się, tato. One pewnie analizują w domu to, co bredziłam w gorączce?

– Ano tak, od paru dni nie przestają o tym mówić – przyznał, spoglądając na nią z zafrasowaniem. – Do tego te kwiaty… To już podobno drugi raz.

– No… niby drugi – zgodziła się ostrożnie Lodzia. – Ale tym razem naprawdę nie wiem, od kogo je dostałam. Nie okłamuję cię, tato.

– Wiem, że nie – zapewnił ją Tatuś. – Ale te pierwsze? Nie wiedziałem wcześniej, że tam było jakieś pudełko z kwiatkami. Powiedz mi, Lodziu… tak tylko dla mojego spokoju, chociaż sam nie wiem, czy to mnie uspokoi… to był ten chłopiec?

Lodzia westchnęła. Nie, przed Tatusiem chyba nie było sensu niczego ukrywać. Nigdy jej jeszcze nie potępił, zawsze tak ją wspierał… Milczała chwilę w zawahaniu, wiedząc, że albo powie mu całą prawdę, albo nic.

„Po co mam go jeszcze bardziej martwić?” – pomyślała. – „Nie mam dla niego pocieszających wiadomości… Ale z drugiej strony on i tak słucha cały czas ich ględzenia o moich gorączkowych majakach, zasługuje na to, żeby wiedzieć więcej niż one. Zwłaszcza że to nie koniec, ja się przecież jeszcze mocno przez to wszystko wycierpię. Niech w tym nienormalnym domu chociaż tata wie, co mnie dręczy…”

– Tak, tato, to on – odparła cicho, spuszczając oczy. – Ale to nie jest żaden chłopiec.

– Nie? – zdziwił się, nie bardzo rozumiejąc.

– Nie – pokręciła głową. – Widzisz… on ma trzydzieści dwa lata.

– Trzydzieści dwa? – powtórzył szeptem Tatuś.

Patrzył na nią z wyrazem twarzy wyrażającym zdumienie i nieskrywany przestrach.

– Tak – westchnęła Lodzia. – Dokładnie o trzynaście więcej niż ja. Co do jednego dnia.

Tatuś pokręcił głową głęboko zafrasowany.

– No, nie gniewaj się, kochanie, ale… nie mogę powiedzieć, że to mi się podoba – podjął ostrożnie. – Powiesz mi coś więcej? Kto to jest?

Lodzia uśmiechnęła się smutno.

– Chyba jego nazwisko nic by ci nie powiedziało. Jest adwokatem.

Zaniepokojenie na twarzy Tatusia jeszcze bardziej się wzmogło.

– Adwokatem… – powtórzył powoli. – I adwokat po trzydziestce interesuje się licealistką? Przysyła jej kwiaty… Lodziu, wiesz, niedobrze mi to wygląda. Masz dopiero dziewiętnaście lat, główkę pełną ideałów… Są ludzie, którzy mogliby chcieć to wykorzystać. Nie chciałbym, żeby ktoś skrzywdził moją małą dziewczynkę…

– Tato, ja doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak to wygląda – zapewniła go łagodnym tonem. – Wiem, co można o tym pomyśleć. Ale uwierz mi, ja naprawdę nie jestem nierozsądna. Nie jestem i nie będę.

– Kiedy jest się zakochanym… – zaczął Tatuś.

– Wiem, nosi się różowe okulary i można przez to narobić głupstw – uśmiechnęła się leciutko. – Ale nie martw się, nie wpakuję się w nic takiego. A on też nigdy nie zrobi niczego, na co ja się nie zgodzę.

– Lodziu, igrasz z ogniem – westchnął Tatuś, patrząc na nią z niepokojem. – Martwię się, kochanie. Taka śliczna dziewczynka… taka wyjątkowa! Taki skarb! Chyba bym się nigdy nie pozbierał, gdyby ktoś ci zrobił jakąkolwiek krzywdę. Słyszałaś, co Lucynka opowiadała…

– Tak, słyszałam – kiwnęła głową. – Ja to wszystko wiem i rozumiem, tato. Posłuchaj… ja ci to mówię nie po to, żeby cię martwić, bo ty się zresztą martwisz i tak… ja ci to mówię, bo chcę, żebyś wiedział, jaka jest prawda. Nie chcę, żebyś się czegoś domyślał z tego, co one tam gadają. Mówię ci, jak rzeczywiście jest, nic nie ukrywam. Ja się w nim mocno zakochałam. Bardzo mocno… Ale obiecuję ci, że nie zrobię żadnego głupstwa.

Tatuś znów pokręcił głową i westchnął ciężko.

– Ale powiedz mi, dziecko – podjął po chwili z zastanowieniem. – Bo ja czegoś nie rozumiem… Gdzie ty mogłaś poznać adwokata?

– To długa historia – uśmiechnęła się Lodzia. – Kiedy go poznałam, nie wiedziałam, kim jest. To był ciąg przypadków… niewiarygodnych przypadków. Tak się jakoś poskładało.

Na chwilę zapadło milczenie.

– No cóż, Lodziu – westchnął Tatuś. – Nie będę już drążył. Dla mnie i tak najważniejsze jest twoje dobro. Obiecaj mi tylko jeszcze raz, że nie narobisz jakichś nieodwracalnych głupstw…

– Obiecuję – odpowiedziała z powagą. – A ty obiecaj mi w zamian, że dalej będziesz stał po mojej stronie. Mam bardzo ciężkie przejścia przed sobą, nie tylko w tym względzie.

– Zawsze będę cię wspierał, Lodziu – zapewnił ją Tatuś. – Na ile tylko potrafię. Chociaż nie ukrywam, że zmartwiłaś mnie mocno…

Lodzia przechyliła się w jego stronę i delikatnie położyła dłoń na jego ramieniu.

– Niczym się nie martw, tato. Naprawdę nie ma powodu, przekonasz się. Najważniejsze jest to, że ty i ja zawsze trzymamy sztamę. Bardzo bym chciała, żeby dalej tak było.

– Tak będzie, kochanie – uśmiechnął się z czułością. – I mam nadzieję, że to wszystko jakoś się ułoży. Ja przecież wiem, że z ciebie jest bardzo mądra dziewczynka…

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Dalsze części:

Rozdział XV (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz