Lodzia Makówkówna – Rozdział XV (cz. 11)

Do sali zajrzała pielęgniarka, spojrzała na nich i położyła wymownie palec na ustach. Pablo kiwnął głową z przepraszającą miną.

– Widzisz, skarbie, musimy być cicho – powiedział, kiedy pielęgniarka wycofała się na korytarz. – Wyrzucą mnie stąd zaraz i nie dokończymy rozmowy. A mam do ciebie dwa pytania.

Lodzia odłożyła niezapominajki na szafkę i sięgnęła po leżącą tam szczotkę do włosów.

– Muszę spleść sobie włosy, bo zaraz ta pani będzie mi kazała iść spać – powiedziała z westchnieniem. – Od dwudziestej drugiej jest cisza nocna… Jakie masz pytania, bandziorku?

Pablo przyglądał się z zachwytem lśniącej kaskadzie jej włosów.

– Na początek jedno poza zestawem – uśmiechnął się podstępnie. – Nie potrzebujesz przypadkiem usług profesjonalnego fryzjera?

Słodycz wspomnienia wesołej sceny w Anabelli zalała jej serce. Przypomniała sobie delikatny dotyk jego dłoni na swych włosach… Czy mogła nie ulec pokusie poczucia go jeszcze raz? Rzuciła mu figlarne spojrzenie.

– Chcesz zapleść mi warkocz?

Oczy Pabla zabłysły jak u głodnego lamparta na widok kolacji.

– Czy chcę, gwiazdeczko? Ty mnie o to pytasz? Dałbym się za to pokroić na plasterki!

– Nie ma sprawy, posiekam cię tasakiem – obiecała, wręczając mu z uśmiechem szczotkę do włosów.

– A potem jeszcze ta jodyna, wiem – pokiwał głową. – Już raz się przekonałem, jak to potrafi szczypać… Ale wytrzymam każdą torturę, jak przystało na komandosa. Masz ich cały arsenał, więc przynajmniej nie będę się nudził.

– Jaki znowu arsenał? – zdziwiła się Lodzia. – Tylko siekanie i jodyna. To mi w zupełności wystarczy jako środek karno-dyscyplinujący.

Usiadła na łóżku po turecku tyłem do niego i energicznym ruchem odrzuciła włosy na plecy. Poczuła, że Pablo zgarnia je powoli obiema rękami, jak wtedy w Anabelli, i zaczyna ostrożnie czesać. Przymknęła oczy z rozkoszą.

– Nieprawda, nie oszukuj, mała hochsztaplerko – podjął wesołym tonem. – Chcesz ukryć przede mną zakres swoich możliwości do czasu ich wdrożenia, ale ja nie jestem taki znowu naiwny. Wiem dobrze, co mi grozi. Nie zapominaj, że już kilka razy wystąpiłem w roli twojej ofiary, więc mam trochę doświadczenia.

– Jeśli masz na myśli schowek na szczotki, to sam sobie jesteś winien – zauważyła. – A to aresztowanie przez policję, to akurat było… niechcący.

– Niechcący! – zaśmiał się Pablo. – Bardzo to pocieszające dla ofiary… Ale masz rację, świadomość, że obrywa się niechcący, tonuje w znaczny sposób zadane cierpienia. A dla sprawcy stanowi okoliczność łagodzącą. Będę o tym pamiętał.

– Wtedy, kiedy postawisz mnie przed sądem?

– Nie, kiedy będę niechcący bity, torturowany, siekany tasakiem, obdzierany ze skóry, polewany jodyną, duszony warkoczem, zamykany w rozmaitych szafach i schowkach, a na koniec wyrzucany przez okno.

– Nie wyrzucałam cię przez okno! – roześmiała się Lodzia. – Sam to wymyśliłeś! I nigdy nie dusiłam cię warkoczem!

– Jeszcze nie – przyznał z powagą. – Ale muszę być przewidujący. Masz zawsze przy sobie śmiertelną broń, taki warkocz to bardzo niebezpieczny gadżet.

– Nigdy na to nie wpadłam! – śmiała się Lodzia, szczerze ubawiona tym pomysłem. – Widzisz, sam mi podpowiadasz, sam się prosisz o zgubę!

– Staram się tylko przewidzieć, skąd może nadejść niebezpieczeństwo – odparł spokojnie Pablo. – Dla własnego dobra będę musiał ci go rozplatać, przynajmniej na noc. Inaczej oka nie zmrużę ze strachu… i jak rano pójdę do roboty?

„No, dalej, pokaż swoje możliwości, bajerancie jeden!” – pomyślała z rozbawieniem.

– Więc dla własnego dobra powinieneś po prostu unikać pakowania się takie tarapaty – zauważyła uprzejmie. – Tylko tyle i aż tyle. Czy to takie trudne?

– Trudne? Raczej niemożliwe – odparł beztrosko. – Kiedy raz wpadnie się w tę pułapkę, można tylko negocjować jak najkorzystniejsze warunki przebywania w niej, bo wyjścia już nie ma… Poczekaj, Lea, nie ruszaj się teraz. Muszę sobie przypomnieć, jak się plotło ten warkocz…

– Podziel włosy na trzy części – poinstruowała go, znów przymykając z przyjemnością oczy.

– A tak, już pamiętam – odparł, odkładając szczotkę na szafkę i rozdzielając ostrożnie dłońmi długie pasma. – No dobrze, gwiazdeczko, więc zadam ci moje pierwsze pytanie przewidziane w zestawie na dziś. Właściwie to nie ja pytam, tylko Majk.

– Majk? – zdziwiła się.

– Tak, Majk. Ja nie mieszam się w gastronomię, to nie moja branża.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Dalsze części:

Rozdział XV (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz