Lodzia Makówkówna – Rozdział XV (cz. 12)

Zamilkł na chwilę, poczuła, że przeciąga powoli dłonią wzdłuż oddzielonego właśnie pasma jej włosów, a następnie schyla się ku niej.

– Ależ ty masz te włosy, kociaku – szepnął tuż przy jej uchu. – Jak prawdziwa syrenka… I jak tu się bronić przed czymś takim? Nie zostawiasz przeciwnikowi żadnych szans.

Poczuła przez chwilę jego ciepły oddech na szyi i mimowolnie wyobraziła sobie zamiast tego oddechu taki sam namiętny pocałunek, jaki złożył kiedyś na jej dłoni w kancelarii… Omdlewająco słodki prąd przebiegł jej na tę myśl od karku aż po czubki palców.

„Zwariuję z tym bandziorem!” – pomyślała, rozkoszując się tą ulotną chwilą jego bezpośredniej bliskości. – „Jak on to robi, że tak na mnie działa?”

– Aha, jasne, wy wszyscy bez przerwy tylko się bronicie! – odparła kpiącym tonem. – O niczym innym nie myślicie, jak o obronie. I co z tym Majkiem?

– Majk chce wiedzieć, jakie owoce najbardziej lubisz – powiedział pogodnie Pablo, wracając do ostrożnego dzielenia jej włosów na pasma.

– Owoce? – powtórzyła nieufnie Lodzia. – O nie, Pablo! To jest na pewno jakiś podstęp! Ja się nie dam wciągnąć w żadne wasze intrygi!

– Jakie znowu intrygi, kochanie? – odparł przyjaźnie. – Nie bądź niegrzeczna i odpowiedz ładnie na pytanie swojemu bandziorowi. Tylko nie kantuj. Lubisz truskawki? jakieś cytrusy? brzoskwinie? banany? wisienki? Co lubi moja mała gwiazdeczka?

– No dobrze – uśmiechnęła się, rozbrojona nagle dobrotliwym tonem jego głosu, który nie wiedzieć czemu skojarzył jej się ze sposobem, w jaki w dzieciństwie rozmawiał z nią Tatuś. – Najbardziej lubię poziomki.

– Poziomki – powtórzył. – Dobrze, przekażę Majkowi. Ale nie oszukujesz? – upewnił się.

– Nie, bandziorku – odparła poważnie. – To są naprawdę moje ulubione owoce. Tyle że można je dostać tylko w lecie i wczesną jesienią. Tata hoduje też kilkanaście krzaczków w ogródku. Są posadzone specjalnie dla mnie.

Zapadła chwila milczenia. Lodzia czuła, że Pablo plecie jej już warkocz – ostrożnie, powoli, z tą samą aptekarską precyzją, z jaką kroił u Majka pomidory.

– Tata chyba bardzo cię kocha, prawda? – zagadnął ciepłym tonem.

– O tak – uśmiechnęła się. – W całej rodzinie tylko on jeden naprawdę mnie rozumie. Trzymamy sztamę od dzieciństwa. Zawsze stoi po mojej stronie, nawet w największych tarapatach. Bardzo mnie kocha, a ja jego… i jego zdanie jest dla mnie najważniejsze.

Przypomniała sobie przedwczorajszą rozmowę z Tatusiem właśnie o Pablu, ten jego niepokój i frasunek… Spoważniała nieco i westchnęła.

– Powiedz mi, gwiazdeczko, bardzo się tu nudzisz? – zapytał po chwili Pablo, nie przerywając starannego plecenia warkocza.

– Nie tak bardzo – odparła oględnie. – Nie narzekam na brak zajęcia, czytam sobie notatki do matury. Tyle jest teraz do zrobienia… trzeba przez to wszystko jakoś przebrnąć.

– Przebrniemy, nie martw się, kochanie – powiedział łagodnie.

Lodzia, która umiała już bezbłędnie rozpoznawać wszystkie tembry jego głosu, wyczuła w nim przy tych słowach dyskretną nutę zmęczenia.

– A ty pewnie znowu siedzisz do późna w pracy – domyśliła się. – I żywisz się batonikami z automatu? Ach, no tak… założę się, że przyszedłeś tu odwiedzić mnie tak późno, bo siedziałeś do wieczora w kancelarii!

– Tylko do dwudziestej – odparł beztrosko.

– Tylko! – prychnęła. – I pewnie od samego rana? Nie chcę cię martwić, bandziorku, ale to już mi wygląda na zaawansowany pracoholizm.

– Nie jest aż tak źle, kochanie – zapewnił ją spokojnie. – Miałem w tym tygodniu małą kumulację, a dziś dodatkowo zastąpiliśmy z Jackiem Anitę, jej mąż przyjechał z delegacji przeziębiony i chciała z nim zostać w domu. Do tego musieliśmy usiąść do przygotowania dwóch spraw na jutro, więc zleciało do wieczora… Ale nie martw się, odzyskam sobie mój nadprogramowy wkład. Nadal zresztą odpracowuję awansem nasz wrzesień, taki mamy dżentelmeński układ z Piotrkiem… No, ale to drobiazg. Powiedz mi lepiej, czego się dzisiaj uczyłaś, dzielna maturzystko?

Lodzia drgnęła lekko na uwagę o wrześniu. Przypomniała sobie teraz jaskrawo rozmowę Pabla z Majkiem w dniu, kiedy pomagała pani Wiesi w kuchni. Dopracujemy jeszcze ten wrzesień, klepię ci wstępnie drugą sobotę… Nagle zrozumiała, dlaczego tak uderzyły ją słowa Ciotki Lucy podczas ostatniej wizyty.

– Historii – odparła w roztargnieniu. – Przerabiałam rewolucję listopadową.

– Ciekawa rzecz – przyznał. – Lubiłem kiedyś historię. I polski lubiłem, choć niestety mam zaległości w beletrystyce. Ale nadrobię przy tobie, kociaku – dodał wesoło. – Dostaniesz na pewno na studiach długą listę lektur, więc będziemy je sobie razem czytać do poduszki.

„Ty łobuzie!” – pomyślała Lodzia rozbawiona jego nieubłaganym blefem. – „Z każdej rozmowy o byle czym potrafisz zrobić gierkę! Ale ja ci nie ustąpię!”

– Akurat! – odparła z przekąsem. – Jak tak będziesz wysiadywał do późna w pracy, to po powrocie będziesz padał jak martwy i nie będziesz miał sił na żadne ukulturalniające lektury.

– W takich przypadkach przed lekturą będziesz musiała trochę mnie reanimować – oznajmił słodko Pablo. – Możesz to robić dowolnie dobraną metodą, ale jako wzorowa uczestniczka kursu pierwszej pomocy wiesz na pewno, że najskuteczniejsza jest klasyczna formuła usta-usta. Ja sam nie słyszałem jeszcze, żeby wymyślono coś lepszego.

Lodzia uśmiechnęła się z pobłażaniem.

– Ale frajer z ciebie! Przecież właśnie wtedy najłatwiej mi będzie udusić cię warkoczem!

– Będę się pilnie strzegł – zapewnił ją z powagą. – Nawet w stanie półmartwym zachowuję pełną przytomność umysłu. Poczekam, aż zaczniesz mnie na dobre dusić i wtedy będę się bardzo skutecznie bronił.

– Dlaczego dopiero wtedy? – zdziwiła się Lodzia, tłumiąc śmiech.

– Żeby było jasne, że sama mnie zaatakowałaś – wyjaśnił rzeczowo. – Dla własnego bezpieczeństwa nie mogę ani na chwilę wyjść z roli ofiary.

– Aha, chcesz mieć dowody dla sądu? – domyśliła się.

– Tak, dla Sądu Ostatecznego – zaśmiał się Pablo. – Będziesz się tam gęsto tłumaczyć ze swoich występków, a ja pójdę prosto do nieba jako męczennik.

– Męczennik! – prychnęła. – Zobaczysz, łajdaczyno, tam to cię dopiero prześwietlą!

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Dalsze części:

Rozdział XV (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz