Lodzia Makówkówna – Rozdział XV (cz. 15)

Praktykant był ubrany w swój standardowy biały kitel, na szyi miał stetoskop. Spojrzał od razu w stronę dziewczyny, po czym przeniósł badawczy wzrok na Pabla, który zaskoczony jej nagłym rumieńcem, również szybko odwrócił się w stronę drzwi. Na jego twarzy odmalował się lekki niepokój. Patrzyli na siebie przez chwilę w milczeniu, po czym obaj, jak na komendę, znów spojrzeli na mieniącą się mocno na twarzy Lodzię.

„Cholera jasna!” – myślała w zażenowaniu. – „Po kiego diabła on tu teraz przylazł? Nie miał kiedy… Dlaczego ja zawsze, ale to zawsze muszę się znaleźć w jakiejś skrajnie kretyńskiej sytuacji?”

– Pani Stefanio, przyprowadziłam pana praktykanta – powiedziała pielęgniarka, podchodząc z nim do łóżka starszej pani. – Ma pani szczęście, akurat mamy dwóch na dyżurze w zastępstwie za doktora… Zbada panią i sprawdzi, co tam kłuje, dobrze? To już właściwie lekarz, tyle że przed końcowym egzaminem.

Pablo, z którego twarzy nie zszedł jeszcze wyraz zaskoczenia, przyglądał im się spod oka chmurnym wzrokiem. Artur pochylił się nad panią Stefanią.

– Proszę pokazać… gdzie panią kłuje? – zapytał swoim dźwięcznym, miłym głosem.

– A o tu, panie doktorze – skarżyła się pani Stefania, pukając się palcem w okolice serca. – O tu, z tej strony najbardziej. Kłuje i kłuje, spać nie mogę…

– Zaraz zobaczymy.

Pielęgniarka zostawiła ich, podeszła do łóżka Lodzi i uśmiechnęła się do Pabla.

– Teraz to pan już naprawdę przeholował – powiedziała, grożąc mu palcem. – Gdyby nie to, że to narzeczona, nie miałby pan takich forów.

Pochylony nad pacjentką Artur drgnął i zerknął na nich ukradkiem.

– Już musi pan iść, bez żartów – ciągnęła pielęgniarka. – Za pięć minut i tak jest cisza nocna, a państwo bez przerwy mi tutaj hałasują!

– Już się wynoszę – uśmiechnął się pojednawczo Pablo. – O dwudziestej drugiej śladu po mnie nie będzie. Słowo harcerza.

Pielęgniarka pokiwała głową, jeszcze raz pogroziła mu wymownie palcem i wyszła, zerkając kontrolnie w stronę pani Stefanii i zajętego osłuchiwaniem jej serca Artura. Pablo pochylił się ku uspokojonej już Lodzi, ujął jej rękę i pokręcił powoli głową.

– Ty mała bandytko – szepnął. – Rozrabiako jedna. Ty mnie kiedyś do grobu wpędzisz, wiesz? Powiedz mi, będę mógł zadzwonić w weekend?

– Jasne, bandziorku – uśmiechnęła się, rozkoszując się w duchu dotykiem jego dłoni. – Wraca ci przecież limit raz w tygodniu. Zadzwoń… i wiesz co? – dodała z zawahaniem. – Lepiej nie przysyłaj mi już tutaj kwiatków, zwłaszcza podpisanych. Moja mama… trochę się dziwiła. Zresztą nie mam już gdzie ich trzymać.

– Dobrze, Lea – skinął głową. – Zaraz załatwię ci jeszcze ten wazon na niezapominajki. Słyszałem, że pod koniec przyszłego tygodnia puszczą cię już do domu?

– Tak obiecali – przyznała. – Skąd wiesz?

– Ja wiem wszystko – odparł tajemniczo, podnosząc jej dłoń do ust. – No, trzymaj się, moja mała, okrutna dusicielko. Idę ćwiczyć ciosy i rzut oszczepem.

– Po co?! – roześmiała się.

– Obawiam się, że czeka mnie wkrótce kilka poważniejszych starć. Prawdziwy rycerz musi być zawsze gotowy. A ty idź już spać, skarbie… odpoczywaj. Zadzwonię.

– Dobrze, Pablo – szepnęła, czując, jak ściska jej się serce.

„Prawdziwy rycerz” – powtórzyła ze smutkiem w myślach jego słowa.

Pablo miał już wstać, ale przytrzymał jeszcze przez chwilę jej dłoń w swojej i w milczeniu zatopił na kilka sekund w jej oczach ciepłe, magnetyzujące spojrzenie. Jego wzrok przeniknęło nagle jasne, czyste światło, które zdawało się odkrywać przed nią głębiny jego duszy… Kryło się w nim coś takiego, że na ściśnięte serce Lodzi jak kojący balsam spłynęła cicha radość, inna niż wcześniej, pełna dziwnego spokoju… Przez ten jeden krótki moment poczuła się absolutnie, niezmącenie szczęśliwa.

– Śpij dobrze, perełko – szepnął Pablo.

Puścił jej rękę i podniósł się z krzesła. W tym samym momencie Artur skończył badanie pani Stefanii i wyprostował się.

– Nic się nie dzieje – powiedział uspokajająco. – Z sercem wszystko w porządku. Może tylko czymś się pani zdenerwowała? Proszę się położyć i spróbować pospać.

Uspokojona pani Stefania zanurkowała posłusznie pod kołdrę, cichutko wzdychając. Artur uśmiechnął się do niej i ruszył w stronę drzwi, przy których natknął się na kierującego się również do wyjścia Pabla. Obaj zmierzyli się uważnym wzrokiem, po czym Artur ukłonił się lekko i wyszedł pośpiesznie na korytarz. Pablo odwrócił się jeszcze w progu, uśmiechnął się ciepło do patrzącej za nim Lodzi i również opuścił salę.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Dalsze części:

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)


Dodaj komentarz