Lodzia Makówkówna – Rozdział XV (cz. 2)

Po wyjściu Tatusia, którego pielęgniarka wyprosiła równo o osiemnastej, Lodzia odczekała jeszcze pół godziny i postanowiła uruchomić telefon.

„Powinien już zadziałać na ładowarce” – pomyślała, opierając sobie wyżej poduszkę i sięgając po podłączony aparat. – Doładuje się do pełna w nocy, a teraz chociaż wyślę parę smsów i zadzwonię wreszcie do Juli.”

Wkrótce po uruchomieniu aparatu na skrzynkę pocztową zaczęły spływać smsy. Najwięcej było ich od Julki, około dziesięciu. Lodźka, gdzie jesteś?, Dlaczego nie odbierasz?, Czekamy na was, O co chodzi? Odezwij się – i tak dalej. Były też dwa od Karola. Lodziu, słyszałem złe wieści. Jak się czujesz?, Daj znać, jak tylko będziesz mogła. Od Pabla nic… ani słowa. Do świadomości dziewczyny dotarło nagle, jak wielką miała nadzieję na jakiś sygnał od niego, na choćby proste życzenia zdrowia, na jeden mały znak, że o niej pamięta…

„Prosiłam, żeby do mnie nie dzwonił” – pomyślała z rozczarowaniem. – „Smsy też w to wchodzą, zresztą sama mu ich zabroniłam, kiedy ustalałam regulamin dla dalszego znajomego. On tego bardzo przestrzega, jeszcze ani razu nie wysłał mi smsa. Ale przecież w takiej awaryjnej sytuacji nie gniewałabym się, gdyby zapytał mnie o zdrowie… Wie już pewnie, gdzie jestem, o ile oczywiście Jula powiedziała Szymkowi, a on zapytał Szymka. Może nie chciał łamać zakazu? A może…”

Serce ścisnęło jej się boleśnie. Ten zupełny brak zainteresowania ze strony Pabla, który wcześniej przecież tak bardzo zabiegał o to, żeby przyszła w sobotę do Anabelli, sprawił jej głęboką przykrość, wręcz zadrasnął nieprzyjemnie jej kobiecą dumę.

„Sprawa jasna” – pomyślała ponuro. – „Dlaczego miałby się mną interesować w takiej sytuacji? Przecież jestem chora, w szpitalu, żadnego ze mnie pożytku dla pana donżuana… Poczeka spokojnie, aż wyzdrowieję i wrócę do formy, a wtedy sobie o mnie łaskawie przypomni. A może mu się zresztą odwidzi do tej pory? Ech, nie będę o tym myśleć! Nie będę… Dzwonię do Juli, niech mi przyśle lekcje.”

Z nadal mocno ściśniętym sercem wybrała numer Julki.

– Lodźka, nareszcie! – usłyszała pełen ulgi głos przyjaciółki. – Możesz gadać normalnie?

– Mogę, Jula – uśmiechnęła się. – Już nie jestem na podsłuchu, sama tu siedzę, bo odwiedziny skończone o osiemnastej, bardzo tego pilnują. Tata był, przyniósł mi wreszcie ładowarkę… Wyślesz mi te notatki na telefon? Już trochę lepiej się czuję, poczytam sobie chociaż…

– Jasne – odparła Julka. – Zaraz ci wyślę cały komplet. Po kolei, żeby się nie zamuliło… Co chcesz najpierw? Matmę, historię?

– Polski i angielski – poprosiła Lodzia. – A potem tę nieszczęsną matmę. Tylko rób wyraźne zdjęcia, żebym nie musiała się domyślać. Posiedzę nad tym trochę, teraz będę miała dużo czasu. Doktor powiedział, że potrzymają mnie tu co najmniej do Wielkanocy.

– Czyli jeszcze tydzień minimum?

– Albo półtora – westchnęła.

– Nieźle cię rozłożyło – przyznała ze współczuciem Julka. – Wszystko ci powysyłam jeszcze dzisiaj. Całe szczęście, że lepiej się czujesz, kurczę, martwiłam się o ciebie…

– No widzisz, tak głupio wyszło, że nie miałam jak cię powiadomić – wyjaśniła Lodzia. – W sobotę leżałam w domu z gorączką, nie miałam siły, żeby ręką ruszyć, a potem tak nagle mnie zabrali do tego szpitala… Mama się zdenerwowała, zapomniała przez to zostawić mi telefonu, potem bateria padła, ładowarki nie miałam… cała seria klęsk po prostu. Już nie mówię o tym, że przez dwa dni fatalnie się czułam, spałam i spałam, dopiero dzisiaj już jest jako tako.

– Masakra – podsumowała Julka. – Ja w sobotę to już kręćka dostawałam, jak nie przyszliście do Anabelli. Twój telefon zdechł, a do Karola nie miałam numeru… W ogóle wszyscy się o ciebie martwili, bo to było dziwne, że mieliście przyjść, a nawet nie zadzwoniłaś powiedzieć mi, co jest grane. Tylko Majk nabijał się, że pewnie wybrałaś słodkie tête-à-tête z Karolem i z wrażenia zapomniałaś nas uprzedzić. I słuchaj… – ściszyła głos. – Wiesz, jak się Pablo zdenerwował?

– Zdenerwował? – powtórzyła jak echo Lodzia.

– Nie żeby wpadł w jakąś złość, nie to miałam na myśli – sprostowała Julka. – On jest zawsze bardzo opanowany. Ale najpierw siedział nabzdyczony… normalnie jak jakaś chmura gradowa… nawet jednego piwa nie wypił, chociaż go namawiali. Od Majka oganiał się jak od wściekłej muchy, a ten mu oczywiście tym bardziej dokuczał. A potem wyszedł gdzieś na kwadrans i jak wrócił, to miał taką minę… ja ci tego nie opiszę nawet…

Serce Lodzi zabiło mocno.

– Widać było, że w środku aż go nosi, chociaż z wierzchu trzymał fason, nie powiem. Wrócił tylko po to, żeby się pożegnać… nie powiedział ani słowa, o co chodzi, i poszedł sobie natychmiast, wszyscy w szoku byli… Nie wiem, ja mam wrażenie, że on był strasznie zły przez to, że ciebie nie było. Na początku dopytywał mnie o ciebie co chwila, wysyłałam ci smsy, ale nie odpowiadałaś, potem zadzwoniłam i włączyła się poczta głosowa. Wtedy już dał spokój, ale humor miał taki, że bez kija nie podchodź… Lodźka, ty mów, co chcesz, ale jego naprawdę mocno wzięło na ciebie…

– Jasne, co ty nie powiesz? – wtrąciła ze zniecierpliwieniem Lodzia.

– No dobra, wiem, wiem – odrzekła pojednawczo Julka. – Już nic nie mówię… Ale minę miał naprawdę nieciekawą, jeszcze go takiego nie widziałam. Reszta chyba też. Potem, jak już poszedł, to z pół godziny tylko o nim gadali.

– I co mówili? – zainteresowała się Lodzia.

– A, różne rzeczy – odparła Julka. – Nie wszystkie aluzje rozumiałam, ale ogólnie chodziło o to, że coś z nim jest nie halo, bo jeszcze nigdy się tak nie zachowywał. Nawet Majk był zaskoczony, że tak szybko wyniósł się z imprezy, twierdził, że to do niego niepodobne… Wszyscy uznali, że to na pewno w związku z tobą, nabijali się oczywiście jak to oni… Justyna i Dominika chwaliły się, że od dawna przepowiadały Pablowi, że kiedyś się doigra, a teraz ich przepowiednia się spełnia. I takie tam… Z Majka też wszyscy przy okazji jaja sobie robili, że on będzie następny, a on zapierał się, że niedoczekanie. W końcu Justyna pokłóciła się z Majkiem o Pabla…

– No coś ty! – zdziwiła się Lodzia. – Jak to pokłóciła się?

– Serio. Już nie pamiętam, od czego się zaczęło, ale nakrzyczała na niego, że za bardzo mu dogryzał, a Majk był zły, że się wtrąca, bo oni się znają od dwudziestu pięciu lat, więc on najlepiej wie, jak z nim gadać. No, ale potem pogodzili się, jak Maciek zaczął opowiadać o projekcie Pabla… Pamiętasz, że Maciek jest architektem?

– Zapomniałam – szepnęła.

– W każdym razie Pablo ma zamiar budować dom – relacjonowała dalej Julka. – Maciek mówił, że już z pięć lat się do tego przymierzał, chciał ulokować środki, które mu się zebrały po jakichś spektakularnych sukcesach na giełdzie… bo on podobno od studiów inwestuje na giełdzie, Majk mówi, że ma do tego mega czuja. No i wpadł na pomysł, żeby sobie strzelić tę chatę, kupił nawet parę lat temu jakąś działkę, a Maciek miał mu zrobić jakiś ekstra spersonalizowany projekt. Tyle że jakoś słabo im to szło, koncepcja im się nie kleiła, aż w końcu Pablo zupełnie odpuścił, dalej sobie mieszka w bloku… A teraz nagle do tego wrócił i kazał Maćkowi natychmiast dokończyć ten projekt.

Lodzia opadła na poduszkę, przyciskając telefon do ucha. Projekt… tajemniczy projekt Maćka! Więc jednak istniał naprawdę! Więc o to wtedy chodziło!

– No i Maciek opowiadał, jakie on jaja z tym daje – ciągnęła Julka. – Wydziwia podobno i grymasi jak primadonna, każe mu wszystko poprawiać… bo to, bo tamto, bo piwnica za mała, bo on tam musi mieć miejsce, bo jakieś przetwory będzie trzymał… Potem zaczęli się nabijać, że w jego domu centralne miejsce powinien zajmować schowek na szczotki, a Maciek mówi, że owszem i że Pablo właśnie przy tym najwięcej świruje, no i przy ogródku… bo go wzięło na starość na sadzenie jakichś kwiatków.

Lodzia przypominała sobie teraz z całą wyrazistością niezrozumiałe wtedy dla niej słowa Pabla w telefonie oraz to, co mówił jej potem na ulicy.

„Więc on chciał mnie wtedy zabrać do siebie, żeby mi pokazać projekt domu…” – myślała ze ściśniętym sercem. – „Znowu chciał się powygłupiać z tym zastępstwem za Karola… To dlatego miał taką diabelską minę i tak mu się oczy świeciły! Myślał szubrawiec, że mnie tym zażyje…”

– Lodźka? – zagadnęła ostrożnie Julka. – Słuchaj… a jeśli tam też chodzi o ciebie? Ja nic nie chcę mówić…

– I nic nie mów – przerwała jej Lodzia cichym lecz stanowczym głosem. – Ja cię bardzo proszę, Jula. Nic już nie mów, tylko mi przyślij te notatki. Wiesz co, rozłączę się chyba… Jakoś znowu średnio się czuję.

– Jasne – mruknęła Julka. – Prześpij się i nie denerwuj się za bardzo, bo znowu się rozłożysz. Wyślę ci za chwilę lekcje, ale lepiej nie czytaj za dużo… Przecież jak będziesz miała nawrót, to cię stamtąd do matury nie wypuszczą!

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1)

Dalsze części:

Rozdział XV (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


4 komentarze

  • Marsy

    17 września 2019

    Dzień dobry!
    Nie wiem, czy powinnam pisać przez Ty czy też Pani, bo sądząc po stylu pisania jestem sporo młodsza. Przyjmijmy jednak, że jesteśmy w internecie, gdzie wiek nie odgrywa tak dużej roli i pozwolę sobie przejść na Ty. 😉

    Na Twojego bloga trafiłam przez spis opowiadań, gdzie zaintrygował mnie opis „Lodzi Makówkówny”: weszłam, zaczęłam czytać i przepadłam. W całą noc pochłonęłam wszystkie dostępne części i żałowałam, że nie ma więcej; choć z drugiej strony dzięki temu, że kolejne posty są codziennie, mój ból jest odrobinę mniejszy. 😉
    Bardzo podoba mi się Twój styl pisania i idealnie wpasowuje się właśnie w taką nieco humorystyczną konwencję. Przyznam, że z ciekawości przeczytałam również „Glusia”, ale brakowało mi w nim tego czegoś; tego subtelnego uroku, który ma w sobie „Lodzia”. Swoją drogą, zdrobnienie, które wymyślił dziewczynie Pablo, tj. Lea, jest mi bardzo bliskie – moja kotka ma tak na imię, a mój mąż w żartach czasem woła na nią Leokadia. 😉
    Mam nadzieję, że niebawem Lodzia przekona się do Pablo i że wspomniana kiedyś Kinia i niezrozumienie Majka co do działań przyjaciela nie namieszają sporo i wszystko skończy się szczęśliwie. A na koniec nawet i Wielka Triada zaakceptuje Pawła, bo okaże się, że to ten wspaniały pan mecenas, który wygra sprawę dla Kloci. 😀

    Przyznam się też, że sama piszę i dzięki temu zwracam uwagę na trochę więcej niż zwykły czytelnik. Dlatego nie byłabym sobą, jakbym nie napisała tego, co poniżej. Potraktujmy to jak spostrzeżenia koleżanki po fachu. 🙂
    Widzę, że skupiasz się głównie na uczuciach i wydarzeniach; jak opisujesz, to tylko czyjś wygląd i zdarzało się, że kilka razy pod rząd podkreślałaś daną cechę (bodajże było tak z kolorem oczu Lodzi) – to mi trochę zgrzytało. Poza tym, brakuje mi tego, żeby postacie drugoplanowe miały swój charakter – np. Julka jest najlepszą przyjaciółką Lodzi, ale poza byciem przyjaciółką niewiele o niej wiemy. No dobrze, wiadomo, że jest oddana, że nie kwestionuje toku myślenia Lodzi (wręcz wydaje się, że uważa ją za mądrzejszą od siebie?) no i… w sumie tyle. Tak samo np. Majkiem. Powtarzasz wielokrotnie, że jest wyluzowany i zwariowany, ale… no niczym nie wyróżnia się na tle pozostałych przyjaciół Pawła. Po prostu jest go w opowiadaniu trochę więcej.
    Choć, jak już wspomniałam wcześniej, przeczytałam całą historię z zapartym tchem, to jednak jest to wciąż tylko historia Lodzi i Pabla, bez względu na to, ile postaci drugoplanowych i ile wątków pobocznych by nie było. Być może było to Twoim zamiarem, nie wiem, ale jedynie chciałam zwrócić na to uwagę.

    I błagam, ta bezsensowna blokada kopiowania. Kto będzie chciał ukraść Twoją pracę – ukradnie. Wiem, że to okrutne słowa, ale taka jest prawda. Blokada utrudnia życie takim czytelnikom jak ja – bo nie mogę kliknąć prawym klawiszem i otworzyć linku w nowej karcie, bo nie mogę nawet skopiować swojego komentarza, by go zobaczyć w edytorze tekstu i sprawdzić, czy jakichś byków nie popełniłam. Na dole strony (czy gdziekolwiek) powinnaś zamieścić copyright, informację, że jesteś jedynym autorem treści na stronie i nie życzysz sobie kopiowania. Prawo autorskie chroni Cię teoretycznie – a, tak jak mówię, praktycznie żadna blokada nie pomoże, jak trafi się ktoś nieuczciwy.

    Nie chcę, żebyś potraktowała moje krytyczne uwagi jak atak na siebie (bo wiem, że w internecie, w którym funkcjonujemy, każda szczerość jest uważana za hejt). Wręcz przeciwnie – uważam, że masz niesamowity talent do wymyślania fabuły i fajny styl pisania; to, w jaki sposób zaczęła się i rozwinęła historia głównych bohaterów jest świetne i to jest też najważniejsze przecież dla całego opowiadania. Także proszę: pisz, pisz i jeszcze raz pisz, bo takie historie zdarzają się już coraz rzadziej w blogosferze.

    Kłaniam się nisko i pozdrawiam serdecznie:

    Nowa czytelniczka
    Ola

    Reply
    • Katarzyna Demańska

      17 września 2019

      Olu, jest mi niezwykle miło, że odezwałaś się w komentarzu, a wszystkie Twoje uwagi przyjmuję z wielką radością. No i przede wszystkim jestem uszczęśliwiona długością i wnikliwością Twojego komentarza. Po to właśnie wrzucam powieść w blogosferę, żeby uzyskać jakiś odzew, a nie tylko wydać ją i mieć nadzieję, że ktoś… kiedyś… przeczyta 🙂 A tu jeszcze widzę, że zagląda do mnie nie tylko Czytelniczka, ale i znawczyni z doświadczeniem… 😉
      Bardzo się cieszę, że historia Ci się podoba, wiem, że ta fabuła wciąga, i chciałabym, żeby tak było w każdej części, choć wiadomo, że nie da się czasami uniknąć dłużyzn lub „przynudzeń”, zwłaszcza gdy trzeba przygotować/rozwinąć kolejne wątki.
      Zgadzam się w pełni z Twoją uwagą co do „Glusia” – sama zresztą podkreślałam już wielokrotnie, że to była tylko taka krótka powieść-rozgrzewka, może nawet nie powieść, a opowiadanko o prostej fabule i schematycznych postaciach. Taaaak… Musiałam przecież na czymś poćwiczyć blogowanie. 😉
      Co do uwag dotyczących prowadzenia fabuły i braków w kreowaniu charakterów postaci. Hmm, masz rację co do kilku z nich (zwłaszcza Julka i Szymon są dość schematyczni), choć nie co do wszystkich. Robię to poniekąd celowo – naturalnie, że to historia Lodzi i Pabla, inne wątki też się rozwijają, ale staram się nie zagłuszać nimi głównego biegu fabuły. Julka jest mi potrzebna głównie w roli powierniczki, bo nie wszystkie wydarzenia muszą się rozgrywać „na oczach Czytelnika”, czasami wystarczy, że Lodzia opowie o nich przyjaciółce… Co do Majka – on ma do odegrania ważną rolę w tej historii, więc poznamy go jeszcze nieco lepiej w dalszej części.
      A dlaczego nie rozwijam tych opisów i nie skupiam się na kreowaniu każdej postaci z osobna? Częściowo dlatego, że ten tekst (już ukończony) ma kilometry długości (550 stron w Wordzie pojedynczą interlinią, czyli prawie 2 miliony znaków ze spacjami). Mogłabym go rozwlekać w nieskończoność, opisując dokładnie każdy szczegół, ale wydaje mi się to zbędne, bo sama będąc czytelnikiem, lubiłam w lekturze mieć pole do wyobraźni. Jest też wielu czytelników, którzy wręcz pomijają opisy innych postaci, czekając głównie na rozwój podstawowego wątku akcji.
      Dlaczego skupiam się na opisywaniu uczuć? Albowiem ta powieść to ROMANS! Takie jest wszak założenie tego gatunku, który skupia się na opisach rozterek serca i rozwoju uczuć, a nie na szczegółach realistyczno-obyczajowych. Tym bardziej, że wprowadziłam też konwencję humorystyczną, żeby lżej się czytało – ogólnie staram się wypośrodkować styl tak, aby trafił choć odrobinę zarówno do Czytelnika tzw. „ambitnego”, jak i do takiego, który wejdzie na mojego bloga poczytać sobie „lekką historyjkę” (to mają być w końcu „powieści dla dziewczyn”). Takie założenie przyjęłam, co oczywiście nie zmienia faktu, że Czytelnik może mieć swoje (odmienne) zdanie, wręcz jestem zadowolona, że ktoś je ma i chce się nim ze mną podzielić. Wszelkie uwagi przyjmuję z wielkim zainteresowaniem i bardzo Ci za nie dziękuję, Olu.
      Co do blokady treści – kiedy zakładałam bloga, wyczytałam gdzieś, że to standard… E… nie boję się kopiowania i wykorzystywania treści, bo tego, co tu zamieszczam, nie da się nawet nigdzie wykorzystać. Dotąd nikt nie miał do tego uwag, ale skoro mówisz, że to przeszkadza w lekturze, to wierzę na słowo i… specjalnie dla Ciebie zdejmuję blokadę 😉
      Na koniec odniosę się do Twojej uwagi o tym, że sama piszesz. Widzę, że również prowadzisz bloga – zerknęłam na razie tylko trochę, ale jak tylko znajdę wolną chwilę, przypatrzę się głębiej i poczytam oraz niewątpliwie skomentuję.
      Jeszcze raz dziękuję za ten niezwykle miły i konstruktywny komentarz. Pozdrawiam serdecznie!

      Reply
      • Marsy

        18 września 2019

        Bardzo się cieszę, że pozytywnie odebrałaś mój komentarz. 🙂
        Zdaję sobie sprawę ze wszystkiego, co wspomniałaś – to, na co zwróciłam uwagę, to raczej luźne spostrzeżenia. Masz tak ciekawy styl pisania, że nie przeszkadzało mi w tym, by pochłonąć całą historię; tak jak wspomniałam – tak fajnie prowadzisz wątek Lodzi i Pabla, że wszystko inne przestaje mieć znaczenie. 😉 A swoją drogą, 550 stron to naprawdę imponujący wynik i chylę czoła!
        Wrócę jeszcze do tej nieszczęsnej blokady ;). Bardzo dziękuję, choć przyznam, że trochę mi głupio, że to specjalnie dla mnie. I w sumie ciekawe, że zakładając bloga natrafiłaś na taką informację, ja raczej spotykałam się z opiniami odwrotnymi; ale to chyba tylko dowód na to, że nie ma czegoś takiego jak uniwersalna prawidłowa odpowiedź. 😛
        A co do mojej pisaniny… No cóż, można powiedzieć, że w pewnym sensie jestem weteranką, bo w blogowaniu siedzę od jakichś 15 lat, ale z przerwami. Teraz staram się wrócić, ale nie jest to łatwe, bo dorosłość mi dokopuje, no i też podjęłam w życiu parę złych wyborów przez co nie jestem teraz w momencie, w którym mogłabym być. Ale walczę. 😉
        No i w tym miejscu chciałam Ci podziękować: zainspirowana Twoją wytrwałością, sama w końcu zaczęłam się bardziej pilnować z pisaniem i – kto wie – może w końcu uda mi się coś skończyć. 😛

        Pozdrawiam,
        Ola 🙂

        Reply
        • Katarzyna Demańska

          19 września 2019

          Ponownie dziękuję za miłe i motywujące słowa oraz za uwagi, które zawsze są dla mnie niezwykle cenną informacją zwrotną od Czytelnika.
          W porównaniu do Ciebie jako blogerka jestem dopiero raczkującym niemowlakiem – blog prowadzę od grudnia i robię to po raz pierwszy w życiu, dlatego wielu rzeczy muszę się uczyć od zera.
          Powieści, które tu zamieszczam, są tekstami uprzednio ukończonymi, nie odważyłabym się publikować kolejnych partii tekstu, dopisując je na bieżąco, gdyż mogłoby to skutkować niekonsekwencjami, niespójnością logiczną fabuły, a także ryzykiem, że stracę motywację i nigdy nie dokończę tekstu. A na to, z szacunku do moich stałych Czytelników, nie mogę sobie pozwolić.
          A co do Twoich tekstów – jak tylko znajdę dłuższą chwilę, żeby się z nimi zapoznać, to podyskutujemy o nich u Ciebie 😉
          Jeszcze raz dzięki i pozdrawiam!

          Reply

Dodaj komentarz