Lodzia Makówkówna – Rozdział XV (cz. 6)

– Ależ ty jesteś blada, Lodźka! – zawołała Julka, która przyszła do niej w odwiedziny tuż po szesnastej. – Rzeczywiście nieźle cię rozłożyło… Ile jeszcze będą cię tu trzymać?

– W przyszłym tygodniu mają mnie puścić, lekarz obiecał, że na święta – westchnęła. – Do szkoły wrócę chyba dopiero w kwietniu. Dzięki za notatki, odebrałam i czytam.

– O, jakie ładne kwiatki! – zauważyła Julka. – To chyba margaretki. Skąd masz?

– Nie wiem – uśmiechnęła się Lodzia. – No, nie gap się tak na mnie, Jula… naprawdę nie wiem! Przynieśli mi w poniedziałek, anonimowo. Nikt z naszych znajomych wtedy jeszcze nie wiedział, gdzie jestem, więc nie mam zielonego pojęcia, kto mi to przysłał.

Julka usiadła koło niej na krześle i popatrzyła na nią znacząco.

– Ale ty jesteś odlotowa, serio. Nie wiesz, kto ci przysłał kwiaty? To ja ci podpowiem. Na pewno ktoś, kto ma niezły rozmach, tu jest tego z kilkadziesiąt sztuk, jak nie stówa. Znam tylko jednego takiego…

Lodzia pokręciła głową.

– On przecież nie wiedział, gdzie jestem – odparła cicho. – Może nawet dalej nie wie, chyba że powiedziałaś Szymkowi, a on to od niego wyciągnął. Te kwiatki przyszły w poniedziałek, tuż po tym, jak dzwoniłam do ciebie z telefonu mamy. Wtedy naprawdę nikt nie wiedział, gdzie jestem. Nikt, nawet Karol. To jest w ogóle jakieś dziwne…

– No, dziwne, rzeczywiście – przyznała Julka. – Czekaj, a ta róża? To też było w pakiecie? Przecież ty nie lubisz róż.

– Nie, to inna historia – machnęła ręką Lodzia. – Właśnie muszę ci to opowiedzieć, znowu wpakowałam się w pasztet nie z tej ziemi… Tylko najpierw przysięgnij mi, że nikomu nic nie powiesz, ani słowa, nawet Szymkowi!

– Nie powiem – obiecała zaintrygowana Julka. – No, gadaj!

Lodzia opowiedziała jej pokrótce historię spotkania z młodym wcieleniem wuja Edwarda z zabytkowej fotografii, przyznając się również ze wstydem do swego nieprzemyślanego zachowania, które wprost sprowokowało scenę z różą. Julka słuchała z zafascynowaniem.

– Ale numer! – szepnęła, patrząc na nią z mieszaniną potępienia i uznania. – Ty, Lodźka, jesteś wariatka kwadratowa do potęgi ósmej, wiesz? Ja nie mam na ciebie słów! I jak ty masz zamiar teraz to odkręcić?

– No jak to jak? – wzruszyła ramionami Lodzia. – Muszę mu to powiedzieć wprost, wszystko wyjaśnić, i to jak najszybciej. Tylko muszę w końcu z nim porozmawiać! On mi ciągle ucieka, gdyby zagadał od razu jak człowiek, to nie byłoby sprawy. A dzisiaj wygłupił się z tą różą i znowu zwiał… Ja z kolei mam ograniczone możliwości, oni przychodzą tu całą bandą, prześwietlają mnie na wszystkie strony, nie mam jak go zahaczyć.

– No, ale czekaj… – zastanowiła się Julka. – A jeśli okaże się, że to pomyłka i że to wcale nie jest twój kuzyn?

– Niemożliwe, Jula – pokręciła głową Lodzia. – Codziennie mu się przyglądam. Jest taki sam jak wuj na zdjęciu… identyczny!

– Ale jeśli jednak? To może być mimo wszystko całkiem przypadkowe podobieństwo…

– No to trudno – westchnęła. – Wtedy nie będzie mi zależeć na kontakcie. Tylko że ja naprawdę nie wierzę, że to może być przypadek… po prostu nie da się wyglądać tak samo bez żadnego pokrewieństwa! To musi być syn wuja Edwarda! Nie ma innej opcji. Tylko sama widzisz, jak to głupio wyszło…

Julka pokiwała powoli głową.

– Rozkręcasz się, Lodźka – powiedziała z uznaniem. – Wiesz co, ty lepiej uważaj, jak patrzysz na facetów, nie kokietuj tak hurtowo wszystkich po kolei… moderuj się trochę. Zaczęło się od Grzela, on się do tej pory chyba nie wyleczył…

– A, daj mi spokój! – zirytowała się Lodzia. – Ja Grzela nigdy nie kokietowałam!

– No dobrze, Grzela może nie, rzeczywiście – przyznała oględnie Julka. – Ale Pabla? Kto go z głupia frant zaprosił na studniówkę? Zresztą on już wcześniej gapił się na ciebie jak na jakieś objawienie… Musiałaś go załatwić na amen od razu w tym schowku na szczotki. A teraz nawet własnemu kuzynowi nie odpuścisz!

– Przestań, Jula, nie denerwuj mnie! – zawołała z oburzeniem Lodzia. – To wcale nie jest śmieszne!

– Jeszcze niech Karol się do ciebie przekona – ciągnęła bezlitośnie Julka – to już będzie ich czterech. Przecież oni normalnie powybijają się nawzajem, krew się poleje i zęby polecą, ja ci to mówię!

– Przestań! – wycedziła ze złością Lodzia.

– No dobra, okej! – zaśmiała się Julka. – Przecież wiem, że nie robisz tego specjalnie… Ale jesteś naprawdę nie do ogarnięcia, zawsze coś odwalisz na całej linii! I tak już nie wymyślisz nic lepszego niż bandzior w szafie i ten numer z policją, ale to, co wywijasz teraz, też jest niebanalne. Słuchaj, może mogę ci jakoś pomóc?

– Niby jak? – Lodzia popukała się wymownie palcem w czoło. – Przecież jesteś pół dnia w szkole… Ja sobie zresztą sama poradzę, już dzisiaj bym go zaczepiła, tylko zastrzelił mnie tym nieszczęsnym kwiatkiem i kompletnie mnie zatkało. Jeśli jutro będzie na obchodzie, to wymyślę coś, żeby to wyjaśnić… I tak pół nocy nie będę mogła przez to spać.

– Musisz mi koniecznie opowiedzieć, jak tylko będzie dalszy ciąg – zastrzegła Julka. – Już się wciągnęłam w historię, zapowiada się porywająco.

(c.d.n.)

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5)

Dalsze części:

Rozdział XV (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)


Dodaj komentarz