Lodzia Makówkówna – Rozdział XVI (cz. 10)

Poniedziałkowy obchód rozpoczął się z opóźnieniem, praktykantów było niewielu i Lodzia natychmiast zauważyła, że znów nastąpiła zmiana grupy, gdyż w ekipie, która weszła na jej salę, znajomy był tylko lekarz i jedna z asystujących mu pielęgniarek.

„Tak, jak podejrzewałam” – pomyślała z rezygnacją. – „To już nowa grupa studentów, tamci byli tylko przez tydzień, widocznie w poniedziałki zawsze się zmieniają. Przed świętami zresztą jakoś ich mniej… Artura ani śladu od czwartku, pewnie już go tu nie zobaczę. Będę musiała ścigać go na uczelni, a to też niedobrze, znowu pomyśli sobie nie wiadomo co… Nie wiem zresztą, kiedy uda mi się tam wybrać, mam przecież maturę, a on w tym czasie zda ten swój końcowy egzamin, pójdzie w świat i gdzie ja go potem znajdę?”

Westchnęła, zerkając w zamyśleniu na stojące na parapecie kwiaty. Margaretki zwiędły już i poleciały do kosza, zostały tylko róże i niezapominajki. Pomyślała, że one też zwiędną, wszystko przeminie jak te kwiaty… Jej szpitalne odosobnienie też odejdzie w niepamięć, nawet już całkiem niedługo. Minie matura, skończy się szkoła… wszystko się zmieni. Za rok będzie już na studiach. Będzie chodzić na wykłady, uczyć się do egzaminów, czytać lektury… Będziemy je sobie razem czytać do poduszki – zabrzmiało echem w jej myślach. Tak, jasne…

– Pani Leokadio, oglądamy gardło. Kto chciałby dziś zbadać pacjentkę?

************

– Czyli co, Lodźka, puszczają cię już w ten czwartek? – upewniła się Julka, kiedy wyszły na szpitalny korytarz i stanęły przy oknie, przez które z siódmego piętra widać było rozległą panoramę miasta.

U dwóch starszych pań leżących z Lodzią na sali przebywały właśnie delegacje odwiedzających je rodzin, które tak mocno hałasowały, że dziewczyny, nie mogąc spokojnie porozmawiać, postanowiły wynieść się na korytarz. Lodzia zresztą już od dwóch dni spędzała dużo czasu poza salą, spacerując po korytarzu i wyglądając przez okno tęsknym wzrokiem skazańca wyrywającego się do słońca i wolności.

– Tak, to już ustalone – odparła, poprawiając sobie w pasie wiązanie białego, szpitalnego szlafroka. – Ordynator potwierdził wczoraj, że można mnie będzie wypisać, gardło mam już prawie w porządku, dostanę tylko jakieś leki do domu na dokończenie kuracji i nie muszą mnie już trzymać tutaj. Ale mówię ci, Jula, jak mi się tu piekielnie nudzi! Nie wiem, jak wytrzymam te trzy dni, tak bym już chciała być w domu…

– Wyobrażam sobie – odparła ze współczuciem Julka. – No, ale wytrzymasz jakoś, co możesz zrobić… I tak już świetnie wyglądasz, w tamtym tygodniu byłaś blada jak widmo.

– Powiedz mi, co tam w szkole? – zagadnęła Lodzia.

– A nic ciekawego – wzruszyła ramionami Julka. – Lecimy pełną parą z fakultetami i tyle… Oczywiście wszystko będę ci dalej wysyłać na telefon. Aha, Nowakowa prosiła, żeby cię zapytać, czy wybierasz się po tym szpitalu na wycieczkę w Karkonosze, bo musi mieć pełną listę do końca marca. Chyba jedziesz z nami, co?

– Pewnie, że jadę! – ożywiła się Lodzia. – Nawet nie ma o czym mówić, mam już serdecznie dość siedzenia w jednym miejscu! Sześć dni w górach! Nie darowałabym sobie, gdybym nie pojechała.

– Aha, i jeszcze Grzelo cię pozdrawia – przypomniała sobie Julka. – Prosił, żeby przekazać ci życzenia zdrowia.

– Grzelo? – zmroziła się natychmiast Lodzia. – Doprawdy… No to miło mi, podziękuj mu ode mnie.

– Jakiś wyjątkowo spokojny zrobił się ostatnio… Jak nie on.

– A co u Szymka? – zmieniła szybko temat Lodzia.

– W porządku – uśmiechnęła się Julka. – Ciągną z Arkiem ten kurs na prawko, po maturze będą zdawać. A poza tym zakwitł kontakt z prokuraturą. Pamiętasz, jak mówiłam ci o tej aplikantce od Wojtka, co chodzi z nimi na kurs?

– Aha – skinęła głową Lodzia. – I co?

– No, więc gadają sobie z nią regularnie, wiadomo, wspólne tematy… A Szymek zgadał się trochę z Wojtkiem na tej ostatniej imprezie u Majka, odwozili nas nawet z Justyną do domu. I dzięki nim obaj z Arkiem poznali paru fajnych studentów prawa, co mają w prokuraturze praktyki zawodowe, po świętach mamy się z nimi spotkać na mieście. Mają chłopakom opowiedzieć, jak tam jest na tym prawie i w prokuraturze… Wiesz, będą mieć wiadomości z pierwszej ręki, Szymka to bardzo interesuje.

– Może też kiedyś zostanie prokuratorem? – uśmiechnęła się Lodzia. – Zobaczysz, że tak będzie, wszystko na to wskazuje. Skoro to go bawi, to drogę ma otwartą… Ale nie o to mi chodziło, Jula.

– No, wiem – odparła ciszej Julka. – Tu też w porządku, spotykamy się. I wiesz, Lodźka… powiem ci, że miałaś pełną rację. Ja musiałam po prostu trochę poczekać… Ale teraz już jestem pewna, że to jest to. I bardzo go kocham – szepnęła. – Coraz bardziej…

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Dalsze części:

Rozdział XVI (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz