Lodzia Makówkówna – Rozdział XVI (cz. 4)

– O, tu ci kładę rosołek – powiedziała Mamusia, ustawiając termos na szafce. – Jutro Mareczek do ciebie zajrzy, bo my z Lucy musimy już zacząć porządki przedświąteczne, tyle jest do zrobienia… Ale poczekamy na ciebie z pisankami. Powiedz, dziecko, to już pewne, że wypuszczą cię stąd do świąt?

– Tak, właśnie… – zaczęła z ożywieniem Lodzia.

Wypowiedź przerwała jej jednak pielęgniarka, która wpadła szybkim krokiem do sali z jakimiś kartkami w ręce.

– Pani Leokadio, przepraszam, że przeszkadzam, ale musi pani podpisać mi te zaległe dokumenty – oznajmiła, podając Lodzi długopis i podstawiając jej plik papierów do podpisu. – Zgoda na leczenie, ankieta z wywiadem… Na początku bardzo słaba pani była, więc nie zawracałyśmy pani tym głowy, ale teraz musimy już to uzupełnić i uporządkować.

– Dobrze, proszę pani – odparła grzecznie Lodzia i zabrała się za podpisywanie dokumentów we wskazywanych jej przez pielęgniarkę miejscach.

– To co, Lodziu, mówiłaś, że wyjdziesz przed świętami? – podjęła Mamusia.

– Aha – kiwnęła głową Lodzia. – W Wielki Czwartek.

– O, chyba tego to jeszcze tak dokładnie nie wiadomo, pani Leokadio – wtrąciła pielęgniarka. – To doktor przecież o tym decyduje. Doktor tak pani powiedział? Tu jeszcze niech pani parafkę postawi…

– Tak, pan ordynator obiecał mi to wczoraj – odparła Lodzia, podpisując posłusznie dokument.

– A… to co innego – przyznała pielęgniarka. – Jako specjalna pacjentka ordynatora może pani rzeczywiście wierzyć jego obietnicom.

– Specjalna? – podchwyciła Lodzia, podnosząc ze zdziwieniem głowę. – Właśnie już raz to słyszałam, ale nie wiem doprawdy, czym zasłużyłam na takie względy… Tu też podpisać, proszę pani?

– Tak, proszę – kiwnęła głową pielęgniarka, uśmiechając się do niej znacząco. – Widocznie pani zasłużyła, niech pani nie udaje. O, i tu jeszcze, na dole. Aha, i przy okazji… proszę powiedzieć narzeczonemu, żeby nie przychodził po regulaminowych godzinach odwiedzin. Wczoraj akurat doktor był na konsylium, ale gdyby go tu zastał, bardzo by się gniewał.

Mamusia, która przez cały czas słuchała z uwagą tej rozmowy, przyjrzała się podejrzliwie córce, która przy ostatnich słowach pielęgniarki oblała się purpurowym rumieńcem.

– Dobrze, proszę pani – odparła pojednawczo, oddając dokumenty. – Proszę, już podpisałam.

– Dziękuję. Gdyby pani… A gdzie to pani znowu wędruje, pani Stefanio?

– A do łazienki tylko, pani Justysiu, do łazienki – zaświergoliła starsza pani, drepcząc powolutku do wyjścia i uśmiechając się przy tym do Lodzi.

– No dobrze – kiwnęła głową pielęgniarka. – To ja też już idę, podprowadzę panią przy okazji… Dziękuję, pani Leokadio. Gdyby pani potrzebowała jeszcze jakiegoś wazonu, to proszę się nie krępować i mówić – dodała, puszczając do niej oko.

Po jej wyjściu Lodzia zebrała się w sobie i spojrzała jak gdyby nigdy nic na Mamusię, która nadal mierzyła ją podejrzliwym wzrokiem. Przez dłuższą chwilę trwała cisza.

– Lodziu? – zagadnęła w końcu Mamusia dziwnie słodkim tonem.

– Słucham? – uśmiechnęła się równie słodko Lodzia.

– O co chodzi z tym ordynatorem? I dlaczego ta pani mówi, że Karolek był po regulaminowych godzinach odwiedzin? Przecież Emilia mówiła, że wysłała go do ciebie wtedy, kiedy trzeba, na siedemnastą…

– No tak – przyznała Lodzia, zastanawiając się gorączkowo, co wymyślić na poczekaniu, żeby zażegnać nadciągającą burzę. – Był po siedemnastej. Te panie dały mi wazon na jego róże. A co z ordynatorem, to nie mam pojęcia… faktycznie jest dla mnie bardzo miły.

Mamusia nie spuszczała z niej podejrzliwego spojrzenia.

– Ty coś kręcisz, Lodziu – zauważyła z niezadowoleniem. – Mnie się to bardzo nie podoba. W ogóle ostatnio zachowujesz się bardzo dziwnie, jakieś podejrzane kwiatki dostajesz, a to, co mówiłaś w gorączce, to już jest szczyt wszystkiego! Przecież Karolek…

– Pani Leokadio, ale te kwiaty to przecież pani! – zawołała pielęgniarka, wpadając z powrotem z wazonem z niezapominajkami. – Jak one się u nas znalazły? Nie chce ich pani tutaj?

Siedząca na brzegu łóżka Lodzia poczuła nagłe osłabienie, wsunęła się więc pod kołdrę i zdruzgotana opadła na poduszkę.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3)

Dalsze części:

Rozdział XVI (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)


Dodaj komentarz