Lodzia Makówkówna – Rozdział XVI (cz. 6)

– Słuchaj, Karol – mówiła konspiracyjnym półgłosem Lodzia, przyciskając telefon do ucha. – Uprzedzam cię lojalnie, że są jaja. Trochę z mojej winy, przyznaję… ale nie miałam na to za bardzo wpływu.

– Jakie jaja? – zainteresował się Karol.

– Tylko cicho… możesz tam gadać bez przeszkód?

– Mogę, spoko, jestem poza domem. Podsłuchu w telefonie chyba mi nie założyli! – zaśmiał się.

– No dobra, to słuchaj – szeptała Lodzia. – Nie będę ci wszystkiego tłumaczyć, tylko sygnalizuję ci, że gdyby one wyskoczyły do ciebie z takimi rzeczami jak… uważaj… niezapominajki, margaretki, wazon, plecenie warkocza i wieczorne wizyty u mnie w szpitalu… to dla własnego dobra niczemu nie zaprzeczaj. Dla mojego zresztą też.

– Okej – odparł powoli Karol. – Uprzedzony, uzbrojony. Co ty tam znowu nakombinowałaś?

– Kiedyś może ci powiem – odparła wymijająco. – To zresztą wcale nie ja… W każdym razie bądź czujny, one myślą, że spotykamy się dodatkowo w tajemnicy przed nimi i nawet podciągają pod to twoje podejrzane wyjścia wieczorami.

– Moje podejrzane wyjścia? – szepnął Karol.

– Widzisz, ja wszystko wiem! – zaśmiała się cicho Lodzia. – Nie tylko ja kombinuję, ty też! Tak czy inaczej jeśli dobrze to rozegrasz, możesz mieć jeszcze lepszy parawan niż te nasze tańce.

– Aha, rozumiem – odparł z zastanowieniem. – Ale czekaj… tam u ciebie w ogóle dzieją się jakieś dziwne numery z kwiatkami. Nie wmieszał się w to przypadkiem Pablo?

– Skąd wiesz? – zdumiała się Lodzia.

– E, domyśliłem się! – zaśmiał się Karol. – Czepiał się o te moje róże, a ty z kolei gadasz o jakichś margaretkach i niezapominajkach. Odbiło wam już obojgu…

– Jak to czepiał się o róże? – szepnęła jeszcze bardziej zdumiona Lodzia.

– No tak… Chciał koniecznie wiedzieć, czy te róże, które dostałaś w szpitalu, na pewno były ode mnie. Powiedziałem, że tak, bo przecież nie będę łgał.

– Dzwonił do ciebie? – uśmiechnęła się.

– Tak, to znaczy nie do końca… Byliśmy wczoraj na piwie.

– Serio? – zdumiała się znowu.

– Serio. Zaprosił mnie, żeby chwilę pogadać, i spotkaliśmy się wieczorem, ale nie poszliśmy do Anabelli, tylko do innej knajpy, na miasteczku akademickim… Mam nadzieję, że nie gniewasz się na mnie, Lodziu? – zaniepokoił się nagle. – Nic nie wysypałem na twój temat, byłem w stu procentach neutralny, tak jak się umawialiśmy.

– Dlaczego miałabym się gniewać? – odparła spokojnie Lodzia. – Męskie rozmowy na piwie to nie moja sprawa. Trochę mnie tylko zaskoczyłeś, nie powiem, że nie.

– Sam byłem zaskoczony, jak do mnie zadzwonił z tą propozycją – zapewnił ją Karol. – Ale zgodziłem się, bo co mi szkodziło, a jemu bardzo na tym zależało. Zaproponował nawet, że sam podejdzie po mnie pod uczelnię, żebym nie tracił czasu, akurat miałem wykłady do późna… I poszliśmy do takiej jednej knajpy obok.

– Jasne – kiwnęła głową Lodzia. – Bardzo cię wypytywał o mnie?

– Nie tak bardzo… Parę razy próbował mnie podejść, owszem, ale chyba szybko zauważył, że nie chcę o tym gadać, więc nie drążył. Tylko o tych różach koniecznie chciał wiedzieć… A tak to gadaliśmy głównie o moim licencjacie, mówiłem ci już, że piszę porównanie paru punktów z prawa polskiego i europejskiego, bardzo był tym zainteresowany. Fajny facet ogólnie. Chyba już nie jest o mnie tak bardzo zazdrosny, więc tym razem świetnie nam się gadało! – zaśmiał się. – W ogóle nie czułem, że ma z dychę więcej ode mnie. Pośmialiśmy się, przedyskutowaliśmy konstruktywnie parę spraw, a na koniec rozstaliśmy się jak najlepsi kumple.

– Nic dziwnego – uśmiechnęła się Lodzia, w duchu mimo wszystko mocno zdziwiona tą niespodziewaną komitywą. – On ma wszędzie jakichś kumpli i łatwo zawiera znajomości. A wracając do naszych rodzin… postaraj się być dyplomatyczny, okej? One pewnie niedługo zgadają się przez telefon i twoja mama zacznie drążyć temat. Uprzedzam z góry, żebyś nie dał się zaskoczyć.

– Okej, dzięki – westchnął Karol. – Dam ci znać, gdyby coś ważnego się działo… Kiedy wypuszczą cię z tego szpitala?

– W czwartek mam już wyjść.

– Super, akurat na Wielkanoc. W takim razie może po świętach spotkalibyśmy się na omówienie jakiejś strategii, co?

– Koniecznie – zgodziła się Lodzia. – To będzie wręcz najwyższy czas. Jedenastego jadę na wycieczkę klasową w Karkonosze, a potem zostanie nam już bardzo mało czasu do tego dwudziestego ósmego. Zresztą ja mam przecież maturę, muszę jeszcze cokolwiek powtórzyć… Ech, akurat teraz musiały to wygenerować!

– Nie przejmuj się, za parę tygodni będzie z głowy – zapewnił ją wesoło Karol. – Będziemy o tym wnukom opowiadać… Ja swoim, ty swoim oczywiście!

– Oczywiście! – zaśmiała się.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5)

Dalsze części:

Rozdział XVI (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz