Lodzia Makówkówna – Rozdział XVI (cz. 7)

„Co za bandzior!” – pomyślała po rozłączeniu się z Karolem. – „Już i jego łapie w sieć, już go podchodzi po swojemu… Chciał wiedzieć, czy te róże na pewno były od niego, sprawdzał, czy mu nie nałgałam. Pewnie myślał, że dostałam je od Artura. Tak mu się przyglądał… podobnie jak Karolowi u Majka… a potem gadał o tych rzutach oszczepem… A ta wczorajsza draka z panią Stefcią i z narzeczonym? Dobrze, że to się rozeszło po kościach! Oprych sam nie wie, jak namieszał, znowu podstawił się pod Karola, spodobała mu się ta zabawa. Już nawet o Sąd Ostateczny zahaczył… męczennikiem będzie… jasne! Zdziwi się, jak dowie się kiedyś, tam po drugiej stronie, ile się przez niego nacierpiałam…”

Przypomniała sobie jego ostatnie, świetliste spojrzenie i serce mocniej jej zabiło.

„Ale tak patrzył tym razem… jakoś tak inaczej” – westchnęła. – „Zupełnie bez tych podtekstów… On w ogóle zmienił się ostatnio, zwłaszcza od tamtej nieszczęsnej sceny w samochodzie. A może i ja się zmieniłam? Znamy się coraz lepiej, blefujemy sobie razem na całego i jest bardzo wesoło, ale gdzieś w tle ciągle jest ten magnes, który ciągnie nas do siebie. Przecież wiem, że on też to czuje! I jak tak czasami na mnie spojrzy, albo coś powie tym swoim niskim tonem… ja tego mogę kiedyś nie wytrzymać. Jak sobie pomyślę, że mógłby mnie pocałować…”

Słodki dreszcz przebiegł przez całe jej ciało na tę myśl. Poczuć na ustach dotyk jego ust, wtulić się w jego ramiona… nie na krótką chwilę, ale na dłużej. Nasycić się nim wreszcie… Znaleźć się przy nim tak blisko, żeby móc znów usłyszeć bicie jego serca… Poczuć jego ciepło, uścisk jego ramion, jego oddech we włosach… Przecież to było na wyciągnięcie ręki!

„A gdybym tak uległa? Tak tylko troszkę, odrobinkę… tak, żeby mnie jeden raz pocałował…” – myślała z nieśmiałą rozkoszą. – „Miałabym co wspominać do końca życia! To przecież moja pierwsza miłość, taka mocna… czy nie do niego powinien należeć mój pierwszy pocałunek? Tak, wiem, to uwodziciel, donżuan, słodki drań. Ale gdyby jednak… tak chociaż raz, jeden raz…”

Nagle przed oczami stanęła jej zaniepokojona, zafrasowana twarz Tatusia.

„Nie!” – wzdrygnęła się natychmiast. – „Ach, już mnie kusi! Jeden raz… na pewno! A potem kolejny i kolejny! Przecież wiadomo, że się nie oprę! Jeśli raz ulegnę, znajdę sobie wytłumaczenie i na drugi, trzeci, czwarty… A potem krok po kroku… do mety! On tylko na to czeka! O nie, Lodziu, ani razu! Obiecałam tacie! Zresztą… kiedyś przecież spotkam kogoś, kto będzie mi pisany na całe życie. Nie będzie takim lowelasem, bajerantem… będę mu mogła zaufać. Czy nie żałowałabym, że nie zachowałam dla niego tego pierwszego pocałunku?”

Przymknęła oczy, próbując wyobrazić sobie takiego człowieka… dobrego, uczciwego, prawdziwie ją kochającego… Takiego, którego i ona mogłaby pokochać całym sercem, wreszcie bez obaw i uprzedzeń. Nic z tego! Przed nią wciąż stał on… w tym swoim eleganckim, markowym garniturze, łagodnie uśmiechnięty, z ciemnymi oczami tryskającymi światłem…

Odgoniła siłą woli tę wizję i znów skupiła wszystkie zmysły, starając się wrócić do swych dziewczęcych marzeń, w których tak wiele razy widziała swojego Rycerza – czystego, wiernego, bez skazy. Czyż nie zasługiwała na kogoś takiego? Oto stał przed nią… jej Rycerz, ideał z jej snów, zakochany w niej bez pamięci… lecz nie! To znowu był on! Bandzior z oczami pełnymi namiętnego ognia, z łobuzerskim półuśmieszkiem i drobniutkimi zmarszczkami w kącikach oczu. On, taki najdroższy, jedyny… po stokroć jedyny, wbrew wszystkiemu!

„To tylko teraz tak myślę” – tłumaczyła sobie zawzięcie. – „Kiedyś to zaćmienie umysłu wreszcie mi przejdzie, a wtedy będę sobie gratulować, że wytrzymałam, będę z siebie dumna. To przecież nie byle co… Teraz jeszcze trochę sobie z nim poblefuję, nacieszę się nim, a potem cóż… albo będzie konfrontacja, która to wszystko skończy, albo on sam się zniechęci i pofrunie w inną stronę. I znów będzie kogoś hipnotyzował tymi cudownymi oczami, będzie mruczał komuś do ucha te słodkie farmazony…”

Bolesny, przeszywający na wskroś żal ścisnął jej serce na tę wizję.

„Nie, nie będę o tym myśleć!” – postanowiła. – „Na cierpienie przyjdzie jeszcze czas, teraz nie będę się tym przejmować. On dziś lub jutro zadzwoni… Usłyszę jego głos!”

Z westchnieniem sięgnęła do stojącego na parapecie wazonu, wyciągnęła stamtąd jedną niezapominajkę i czułym gestem przycisnęła ją do ust.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6)

Dalsze części:

Rozdział XVI (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz