Lodzia Makówkówna – Rozdział XVI (cz. 9)

– Masz rację – przyznała. – Wcale tak bardzo nie narzekam, po prostu nudzi mi się tutaj i czuję się bezużyteczna, a bardzo tego nie lubię. Ale przeżyję to jakoś… A ty gdzie spędzasz święta, bandziorku?

– U moich rodziców – odparł ciepło. – Wreszcie zajrzę do nich na dłużej, zawsze wpadam tylko jak po ogień i nie mamy czasu, żeby spokojnie porozmawiać. Siedzą w domu sami, odkąd siostra wyjechała na stałe do Belgii, w tym roku na święta też nie uda jej się przyjechać, może dopiero w lecie albo na Boże Narodzenie… więc chociaż ja trochę u nich pobędę. Nastawiam się już na te wszystkie domowe smakołyki, muszę skorzystać z okazji, bo, jak wiesz, sam niestety nie umiem gotować… W przeciwieństwie do Majka nigdy nie miałem do tego talentu. Mama i siostra zawsze powtarzały, że wpuszczanie mnie do kuchni to zagrożenie dla życia domowników i że nadaję się co najwyżej do wynoszenia śmieci! – zaśmiał się. – Ale muszę pochwalić się mamie, że robię postępy… Ostatnio wprawiałem się na przykład w krojeniu pomidorów.

– I znakomicie ci szło – przyznała z uśmiechem Lodzia.

– Jeszcze parę razy przećwiczę technikę i dojdę do perfekcji – zapewnił ją z powagą. – Ale jest jeden warunek… muszę ćwiczyć pod okiem profesjonalnej instruktorki. W omiataniu pajęczyn też nie jestem biegły, robię to w końcu tylko raz na rok. Sama widzisz, że będziesz musiała porządnie mnie przeszkolić w wielu sprawach.

– Jakoś radzisz sobie od tylu lat, więc chyba nie potrzebujesz szkoleń – zauważyła.

– Ależ bardzo potrzebuję! Spodobał mi się ten wieloaspektowy rozwój pod twoim kierunkiem, przecież w ostatnim czasie nauczyłem się nawet pleść warkocze! Nigdy by mi do głowy nie przyszło, że fryzjerstwo może dawać taką frajdę. Tę umiejętność zresztą też powinienem często ćwiczyć, żeby nabrać wprawy… ale sama wiesz, że do tego potrzebuję mieć do dyspozycji bardzo długie i bardzo piękne włosy.

– Do ćwiczeń fryzjerskich włosy wcale nie muszą być piękne – uśmiechnęła się Lodzia.

– Muszą, gwiazdeczko – zapewnił ją stanowczo. – Inaczej efekt ćwiczeń nie przynosi pełnej satysfakcji, a to demotywuje takich amatorów jak ja. Znam tylko jedne włosy, które spełniają wszystkie, nawet najbardziej wyśrubowane warunki… Sama widzisz, że bez ciebie mój wszechstronny rozwój stanąłby pod znakiem zapytania.

– Sądzisz, że powinnam się tym przejmować? – zapytała z lekką kpiną.

– Nie uciekniesz od tego, maleńka. Nie mogę pozwolić sobie na utratę tak kompleksowo wykwalifikowanej instruktorki, będę za nią biegł choćby na koniec świata.

Lodzia pokręciła głową z rozbawieniem.

– Aha, czyli będziesz mnie uporczywie nękał? Na to przecież są chyba jakieś paragrafy?

– Owszem, są – przyznał swobodnie Pablo. – Artykuł sto dziewięćdziesiąty A kodeksu karnego, paragraf pierwszy. Grozi za to do trzech lat odsiadki. Myślisz, że przejmuję się takimi błahostkami, kociaku? Znam wszystkie luki prawne, więc nie dam się złapać, a Wojtek będzie mnie w razie czego krył. Możesz przyjąć z góry, że na tym polu nic nie zdziałasz, nawet znajomości w policji ci nie pomogą.

– W takim razie będę musiała naprawdę udusić cię warkoczem – zauważyła żartobliwie.

– Otóż to! – zaśmiał się z satysfakcją. – Musisz przyznać, że to dla ciebie jedyne dostępne wyjście. Dlatego powinnaś powoli zacząć się wprawiać w używaniu swojej najgroźniejszej broni… Moglibyśmy pomyśleć o jakiejś próbie generalnej, co ty na to?

„Chciałbyś, oprychu!” – pomyślała, uśmiechając się mimo woli.

– Przecież dopiero co mówiłeś, że próba generalna odpada, tak samo jak bisy – przypomniała mu rzeczowo. – Operacja miała być jednorazowa. Widzisz, jaki jesteś niekonsekwentny?

– Jestem konsekwentny do bólu, Lea – odparł z rozbawieniem. – To ty mylisz operacje.

– Doprawdy? – odparła kpiąco. – Cóż, możliwe, nie znam się na tym… Nie wymagaj ode mnie za wiele.

– Wymagam tylko tyle, ile jest konieczne.

– Konieczne do czego?

– Do przeprowadzenia naszej kluczowej operacji.

– A co jest konieczne? – zapytała uprzejmie.

– Jedno twoje słowo, Lea – odparł, zniżając nagle głos. – Tylko jedno, bardzo krótkie…

– Nie, Pablo – przerwała mu szybko.

Zamilkł na dłuższą chwilę. W ciszy, która zapadła, słyszała bicie własnego serca… Jakiś dziwny smutek ogarnął ją jak mgła i ścisnął mocno za gardło.

– Jesteś tam, bandziorku? – zapytała cichutko.

– Jestem, Lea – odpowiedział równie cicho. – Jestem, mój skarbie… Ale już nie powinienem dłużej cię męczyć, musisz dużo odpoczywać i nabierać sił. Będę u ciebie we wtorek, powiedz, przynieść ci coś?

– Nic mi nie trzeba, Pablo – uśmiechnęła się. – Mam tu wszystko w nadmiarze, rodzina bardzo o mnie dba.

– Gdybyś jednak potrzebowała czegoś, co mogłoby poprawić ci humor albo rozerwać choć trochę… daj mi znać. Pamiętaj, że cała wesoła kompania jest nieustannie na twoje rozkazy.

– Jaka wesoła kompania? – zdziwiła się Lodzia.

– Twoja prywatna świta, gwiazdeczko. Osobisty wariat ze spersonalizowanymi ustawieniami, dżinn, który spełnia życzenia, bandzior do zadań specjalnych, własny fryzjer i konserwator broni, asystent kulinarny wyspecjalizowany w krojeniu pomidorów…

– Ach! – uśmiechnęła się Lodzia. – I rycerz, co rzuca oszczepem?

– On też, kochanie. Wszyscy są zawsze pod ręką i czekają w gotowości na rozkazy swojej księżniczki. Mogą dla ciebie tańczyć, śpiewać, chodzić na rękach, wspinać się po meblach, huśtać się na żyrandolu, bujać się na krześle, stroić śmieszne miny, zabawiać cię rozmową, karmić smakołykami, a jeśli rozkażesz, mogą także wybić komuś zęby.

– Ach, ty bajerancie! – roześmiała się. – Gdybym naprawdę miała tu taką wesołą kompanię, nie nudziłabym się ani przez sekundę! Jaka szkoda, że oni są tylko wytworami wyobraźni!

– Nie zapominaj, że mają przedstawiciela z krwi i kości – zauważył znacząco.

– Ale on jest tylko pośrednikiem albo zastępcą – przypomniała mu wesoło Lodzia.

– Cóż, sama go skazałaś na taki los, okrutna władczyni – w jego głosie rozpromieniał uśmiech. – Ale może kiedyś uda mu się zyskać własną pozycję… To zależy tylko od ciebie, kochanie.

– Dziękuję ci za telefon, Pablo – odparła wymijająco.

– To ja dziękuję tobie. Trzymaj się, moja gwiazdeczko. I bądź dzielna, spróbuj wytrwać tam jeszcze tych kilka dni, to już niedługo.

– Wytrzymam, bandziorku – westchnęła. – Jakoś wytrzymam do czwartku…

Źródło: pixabay. com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8)

Dalsze części:

Rozdział XVI (10) (11)


Dodaj komentarz