Lodzia Makówkówna – Rozdział XVII (cz. 10)

Tańczyli skupieni, w całkowitym milczeniu. Jego dotyk i zapach znów działały na nią jak narkotyk… Znów, jak na studniówce, Pablo podniósł rękę i pogładził ją po włosach, delikatnie, powolutku, niemalże nieśmiało… Ów eteryczny dotyk napełnił jej duszę słodyczą, przyjemnie odrętwił jej zmysły. Jak kot, który łasi się i mruczy z zadowolenia, kiedy czuje na sobie dotyk ludzkiej dłoni, przytuliła się do niego mocniej i przymknęła oczy… Świat zawirował… Znów, jak kiedyś, jej głowa spoczęła bezwolnie na jego piersi, a on zamknął ją w swych ramionach, wtulając twarz w jej włosy tak, że czuła w nich jego oddech…

Dwie rozgadane pielęgniarki, które wracały z oddziału z metalowymi tacami w rękach, spojrzały zaskoczone na przytuloną parę tańczącą pod oknem korytarza w rytm muzyki płynącej z radia. Dobrze im już znany mężczyzna, który przychodził zawsze po regulaminowych godzinach odwiedzin i tak zabawnie potrafił żartować, tulił w ramionach ową młodziutką pacjentkę z długim warkoczem, na której parapecie ciągle było pełno kwiatów… Kobiety zamilkły, zatrzymały się i spojrzały po sobie z uśmiechem. Jedna z nich z rozbawieniem wskazała drugiej ruchem głowy stojące pod ścianą buty, obie parsknęły śmiechem i kręcąc głowami weszły do dyżurki. Po chwili dobiegająca stamtąd muzyka zabrzmiała jakby nieco głośniej.

Lodzia tańczyła jak w transie, z zamkniętymi oczami, upojona bliskością Pabla i ciepłem jego policzka na swej skroni. Szorstkość jego skóry przywołała jej na pamięć chwile, kiedy obmywała z krwi twarz rannego bandziora. Musiał wtedy niedokładnie się ogolić, dobrze pamiętała tamten opór pod palcami… Dziś ów szorstki dotyk sprawił jej ogromną, zmysłową przyjemność. Jednak muzyka zaczęła już cichnąć, długi utwór dobiegał końca. Świadoma tego, że za chwilę czar pryśnie, niesiona bardziej instynktem niż myślą, przytuliła odrobinę mocniej głowę do jego piersi, pragnąc wykraść bogom chociaż kilka tych magicznych sekund więcej. I wtedy, jakby w odpowiedzi, poczuła przelotny dotyk jego ust we włosach, a potem na skroni, do której na moment przylgnął czule wargami… Zadrżała jak osika.

Muzyka zamilkła, w jej miejsce odezwał się głos lektora. Przystanęli, Pablo zluźnił uścisk ramion, odsunęli się od siebie. W radiu zabrzmiał sygnał pełnej godziny, wybiła dwudziesta i rozpoczęły się wieczorne wiadomości. Ktoś ściszył teraz radio na tyle, że szemrało tylko cicho gdzieś w tle, lecz Lodzia miała wrażenie, że jej dusza dalej tańczy… Pablo delikatnym gestem odgarnął niesforny kosmyk włosów, który znów opadł jej na policzek.

– Mała czarodziejko – szepnął, wpatrując się w jej rozmigotaną emocjami twarz. – To ty zaczarowałaś muzykę… Dżinn jest przy tobie tylko żałosnym amatorem.

– Ale to przecież dżinn wymyślił ten taniec – zauważyła, starając się uśmiechnąć jak gdyby nigdy nic. – Nie możesz odbierać mu zasług, bandziorku. Mnie samej nawet by nie wpadło do głowy, że w szpitalu można tańczyć.

– Wystarczy odrobina muzyki i możemy tańczyć, gdzie tylko będziesz chciała – zapewnił ją wesoło. – W szpitalu, na ulicy, w sklepie, w twojej szkole…

– To może lepiej w twojej kancelarii? – zażartowała.

– Jak rozkażesz, kochanie – skinął głową z uśmiechem. – Wpadnij tam kiedyś do nas, poprosimy panią Madzię, żeby włączyła nam jakiegoś rock’n’rolla, i pokażemy tym wszystkim sztywniakom w poczekalni, jak się profesjonalnie tańczy mocne kawałki!

– Jasne! – roześmiała się, wyobrażając sobie taką scenę i miny szacownych klientów. – Piotrek od razu by cię wylał z pracy za taki numer!

– I wreszcie miałbym trochę spokoju – pokiwał melancholijnie głową. – Ale on niestety nie może mnie wylać. Jestem niezależnym podmiotem i obydwu nam zależy na wzajemnej współpracy. Zresztą skoro przebaczył mi podbite oko bandziora i nalot glin od Wojtka, to dlaczego miałby się boczyć o niewinnego rock’n’rolla z moją gwiazdeczką? No, ale zakładamy buty, jeszcze się przeziębisz w tych skarpetkach… co prawda tu jest gorąco, ale ty jeszcze nie jesteś całkiem zdrowa.

Założyli buty i znów stanęli przy oknie, patrząc z góry na nocną, rozjarzoną światłami panoramę miasta. Jakże inaczej wyglądał świat, gdy on był obok, gdy stał tuż za jej plecami!

– Nie jesteś zmęczona, Lea? – zapytał z troską Pablo. – Jestem tu już dwie godziny, a wcześniej przecież odwiedziła cię mama. Nie chciałbym, żebyś w jakikolwiek sposób ucierpiała przez moje najście, chociaż sam chętnie zostałbym nawet do północy.

– Pielęgniarka pozwoliła ci tu być tylko do dwudziestej – przypomniała mu Lodzia. – Już jest kwadrans po. Ale póki cię nie wygania, zostań jeszcze chwilę ze mną, bandziorku… Tak świetnie się dzisiaj bawiliśmy, pomogłeś mi zjeść te zupy, a teraz nawet zatańczyliśmy! To dla mnie wspaniała rozrywka w tym nudnym szpitalu.

– Uwielbiam jeść z tobą z jednej michy i tańczyć w skarpetkach, kociaku – uśmiechnął się Pablo. – Będziemy musieli częściej to praktykować. Kiedy jedziesz w te twoje góry?

– Pamiętasz, że jadę w góry? – zdziwiła się.

– Pamiętam. Mówiłaś mi kiedyś przez telefon, że jedziecie na wycieczkę klasową w Karkonosze i że to będzie w kwietniu, ale nie powiedziałaś dokładnie którego.

– Jedenastego – odparła zaskoczona tym, że tak perfekcyjnie zapamiętał wszystkie szczegóły.

– Wrócicie przed osiemnastym?

– Tak, mamy wracać siedemnastego rano. Będziemy jechać w nocy i przed południem już powinniśmy dojechać do Lublina… Dlaczego pytasz?

– Dlatego, że osiemnastego są nasze urodziny – wyjaśnił. – Organizuję u Majka małe spotkanie w gronie przyjaciół i chciałbym koniecznie, żebyś na nim była. Jako solenizantka i królowa balu.

Odwróciła się od okna i podniosła na niego zdziwione oczy.

– Królowa balu? – powtórzyła podejrzliwie. – Na naszych urodzinach?

– Tak, kochanie – skinął głową. – Przecież umawialiśmy się już dawno, że będziemy razem organizować imprezy z tej okazji. Będziesz na nich pełnić główną funkcję reprezentacyjną.

– Nigdy nie słyszałam, żeby na urodzinach były królowe balu – uśmiechnęła się rozbawiona.

– Można to nazwać inaczej – zgodził się. – Tak czy owak chodzi o najważniejszą damską postać na imprezie, a nie zaprzeczysz, że na urodzinach jest nią właśnie solenizantka. Nie możesz mi odmówić tego honoru, skarbie – zaznaczył stanowczo. – To będą nasze pierwsze wspólne urodziny, więc zależy mi na tym szczególnie. Chciałbym tylko wiedzieć, czy data osiemnastego będzie ci pasowała, czy nie masz przewidzianych już na ten dzień jakichś innych zobowiązań…

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Dalsze części:

Rozdział XVII (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz