Lodzia Makówkówna – Rozdział XVII (cz. 6)

Po kilku minutach szczęknęły wreszcie drzwi od windy i uśmiechnięty, nieco zmoknięty Pablo wszedł szybkim krokiem na salę.

– Już jestem, gwiazdeczko – powiedział wesoło, schylając się nad nią i ujmując jej dłoń.

– Szachraju… – szepnęła.

– No, uśmiechnij się do mnie, kochanie – zaśmiał się, podnosząc jej dłoń do ust.

Słodycz dotyku jego miękkich warg przepełniła ją i odrętwiła na kilka długich sekund. Parę kropli deszczu spłynęło z jego zmokniętych włosów i spadło na jej przedramię. Ogarnęło ją nagłe, płomienne pragnienie wsunięcia palców w te jego ciemne, mokre włosy i osuszenia ich z deszczu ciepłem własnych dłoni…

– Widzę, że już nie jesteś taka wystraszona – ciągnął z uśmiechem Pablo. – Zobacz, jaka paskudna pogoda, leje jak z cebra, a do tego zimno się zrobiło… Na szczęście twoja mama jedzie już bezpiecznie w taksówce, nawet nie zdążyła porządnie zmoknąć.

– Jesteś nie do ogarnięcia, bandziorku – pokręciła głową Lodzia, odwzajemniając mu uśmiech. – Myślałam, że zawału dostanę, jak cię zobaczyłam! Byłam pewna, że zaraz będzie kosmiczna afera, a ty ją tak zakręciłeś, skubańcu… i jeszcze ją odprowadziłeś na dół!

– Musiałem skorzystać z okazji – odparł z szelmowskim błyskiem w oku. – W końcu nie zawsze ma się szansę wkupić w łaski przyszłej teściowej, i to za niewygórowaną cenę pięciu złotych.

– Aha, jasne, krętaczu! – parsknęła śmiechem. – Nie zapominaj, że jesteś tylko moim dalszym znajomym!

– No i widzisz, jaka z ciebie bandytka? – pokiwał głową Pablo. – Nie dość, że jesteś niegrzeczna i nie przyznałaś się mamie, ilu masz narzeczonych, to jeszcze ciągle odmawiasz mi awansu?

– Przecież jesteś tylko na zastępstwie – zauważyła spokojnie Lodzia. – A zastępcy z zasady nie mogą awansować.

– Nieprawda, kociaku. Przy odpowiednim stażu zastępca zyskuje wymagane kompetencje do tego, żeby przejąć pełne obowiązki na podstawowym stanowisku.

– Tylko jeśli zaistnieje taka konieczność – zaznaczyła Lodzia.

– Czekam więc cierpliwie, aż zaistnieje – uśmiechnął się czarująco.

– Sam mówiłeś, że niektórzy nigdy się nie doczekują.

– Ale ja nie należę do tej kategorii – zapewnił ją Pablo. – Jeśli w coś inwestuję, oczekuję wysokiej stopy zwrotu, nawet jeśli na zysk trzeba trochę poczekać.

– Na zysk! – oburzyła się Lodzia. – Żebyś się nie przeliczył, drabie jeden!

– No, nie gniewaj się, kochanie – zaśmiał się pojednawczo, zerkając na swój pakunek stojący na szpitalnej szafce. – Nie otworzyłaś jeszcze swojego prezentu?

– Miałam tylko przechować ci paczuszkę – przypomniała mu Lodzia.

– A jak myślisz, dla kogo ją przyniosłem, mała intrygantko?

Wziął pakunek do rąk, pochylił się nad dziewczyną i położył go na jej kolanach.

– Rozpakuj, gwiazdeczko.

Zaintrygowana Lodzia zdjęła ostrożnie szary papier, pod którym odkryła plecioną kobiałkę przykrytą szczelnie białym pergaminem. Odsłoniła go i uśmiech rozjaśnił jej twarz.

– Poziomki! – szepnęła zachwycona, podnosząc oczy na pochylonego nad nią, rozpromienionego Pabla.

– Poziomki dla mojej księżniczki.

– Wariacie! – pokręciła głową. – Skąd ty to wytrzasnąłeś? Do sezonu jeszcze daleko…

– Dżinn wyczarował – rozłożył ręce. – Nie wiem, jak to zrobił, ja jestem tylko pośrednikiem i mam ci to jedynie przekazać.

Lodzia podniosła się, odłożyła na krzesło poziomki, które rozsiewały już wokół swój kuszący zapach, stanęła obok Pabla i położyła dłoń na jego przedramieniu.

– Podziękuj dżinowi ode mnie – powiedziała z powagą. – I powiedz mu, że naprawdę bardzo go lubię.

Z oczu Pabla eksplodowało światło.

– Powiem mu, kochanie – odparł, przykrywając pieszczotliwie jej dłoń swoją dłonią. – Mogę mu nawet przekazać jakiegoś małego buziaka… oczywiście jeśli zasłużył.

– Nie kombinuj, łobuzie! – uśmiechnęła się Lodzia, cofając rękę. – Dżinn jest przecież tylko duchem, nie można mu dać buziaka. Zresztą takich rzeczy nie załatwia się przez pośredników. Ale… dziękuję ci, Pablo. Jesteś niepoprawnym wariatem! Tyle razy już ci mówiłam, żebyś tak we mnie… – zawahała się i urwała, przypomniawszy sobie, co powiedział przed chwilą o wysokiej stopie zwrotu.

– …nie inwestował? – dokończył Pablo.

Pokiwała tylko głową i odwróciła oczy. Pochylił się ku niej, podniósł rękę i ostrożnie odgarnął jej z twarzy długi kosmyk włosów, który wymknął jej się z warkocza przy porannym pleceniu, a teraz zsunął jej się na policzek.

– Znów mylisz pojęcia, gwiazdeczko – powiedział łagodnie. – To nie jest inwestycja, tylko hołd. Zresztą… możemy pogadać o jakiejś bonusowej szarlotce w ramach rewanżu. Pamiętaj, że za niezapominajki wisisz mi jeszcze sernik z brzoskwiniami! – dodał wesoło.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5)

Dalsze części:

Rozdział XVII (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz