Lodzia Makówkówna – Rozdział XX (cz. 1)

Chłodne, wieczorne powietrze przyjemnie orzeźwiło rozpaloną przeżywanymi emocjami twarz Lodzi. Oboje z Arturem wyszli z bramy kamienicy i ruszyli ulicą przed siebie. Pierwszych kilkanaście kroków przeszli w milczeniu, gdyż dziewczyna gorączkowo zastanawiała się, od czego powinna zacząć tę arcyważną rozmowę.

– Słuchaj… – zagadnął niepewnym głosem Artur. – Jak mogę się do ciebie zwracać?

– Mam na imię Leokadia.

– Wiem, ale…

– Mów mi Lodzia – uśmiechnęła się. – To najbardziej znane zdrobnienie mojego imienia. Może nie jest najszczęśliwsze, ale już się przyzwyczaiłam.

– Ja mam na imię Artur – odparł, wyciągając do niej w marszu rękę.

– Wiem, słyszałam – skinęła głową, podając mu przelotnie swoją.

Skręcili odruchowo w jakąś boczną uliczkę i przez chwilę znów szli w milczeniu.

– No dobrze… – zaczęli niemal jednocześnie, urwali, spojrzeli po sobie i roześmiali się.

– No, mów pierwszy! – rzuciła wesoło Lodzia.

– Lepiej ty – odparł takim samym tonem Artur. – Zaczęłaś pół sekundy przede mną, a poza tym damy mają pierwszeństwo!

– Okej – podjęła lekko zmieszana. – Więc po pierwsze… chcę cię przeprosić za to, że tak głupio gapiłam się na ciebie w szpitalu… Miałam do tego powód, nie wyobrażasz sobie jaki… Zaraz ci wszystko wyjaśnię. A po drugie cieszę się, że znowu się spotkaliśmy, bo żałowałam bardzo, że nie zdążyliśmy pogadać i wyjaśnić tych wszystkich… nieporozumień.

– Tak – westchnął, spoglądając na nią ukradkiem. – Ja też chciałem cię przeprosić za to, że tak idiotycznie wystartowałem do ciebie z tym kwiatkiem. Nie wiedziałem, że masz faceta… narzeczonego. Kretyńsko to wyszło, osioł ze mnie… Przepraszam.

– Nie przepraszaj – machnęła ręką. – To przecież w dużym stopniu moja wina. Gapiłam się na ciebie jak idiotka, żeby sprowokować rozmowę, nie pomyślałam zupełnie, jak to mogło wyglądać. No, ale mniejsza o to… Posłuchaj, Artur, nie przedłużajmy tych wstępów, ja muszę cię o coś zapytać i coś wyjaśnić. To jest właściwie cała przyczyna i cel tego mojego głupiego zachowania.

– Ale o co chodzi? – zapytał, spoglądając na nią ze zdziwieniem i nieskrywanym zaintrygowaniem.

Skręcili właśnie za róg kolejnej ulicy i maszerowali dalej, zupełnie nie zastanawiając się nad tym, dokąd idą. Lodzia postanowiła postawić wszystko na jedną kartę.

– Powiedz mi jedną rzecz – zaczęła ostrożnie, usiłując stłumić gwałtowne bicie serca. – Od tego właściwie wszystko zależy… Jak ma na imię twój ojciec?

– Słucham? – zdumiał się Artur.

Zatrzymał się jak wryty na środku chodnika i popatrzył na nią w osłupieniu.

– Jak ma na imię twój ojciec? – powtórzyła nalegająco, również się zatrzymując.

Przyglądał jej się szczerze zaskoczony. Widać było, że spodziewał się różnych innych pytań, ale na pewno nie takiego.

– Ale… po co ci dane osobowe mojego ojca? – zapytał bezradnie.

– Potrzebne – odparła z tajemniczym półuśmieszkiem. – Mam sama zgadnąć?

– No, okej, zgadnij – kiwnął głową, nie spuszczając z niej zdumionego wzroku.

Nabrała mocno powietrza w płuca, czując, że głos z wrażenia więźnie jej w gardle.

– Edward? – rzuciła cicho.

Artur wytrzeszczył na nią oczy z takim wyrazem twarzy, że od razu wiedziała – bingo! Uśmiechnęła się z satysfakcją i radością. Jej towarzysz nadal patrzył na nią zdumiony.

– Znasz mojego ojca? – zapytał w końcu.

– Właściwie to nie – odparła swobodnie. – Tylko w pewnym sensie.

– W pewnym sensie?

– No tak – kiwnęła głową. – Znam go z imienia, ale nigdy go nie spotkałam. A bardzo bym chciała… Masz brata, prawda? – dodała, rozbawiona jego zdezorientowaną miną.

– Mam – przyznał powoli. – Starszego, już dawno po studiach… Widzę, Lodziu, że dobrze mnie znasz, chociaż ja nie znam ciebie… Powiesz mi, o co w tym wszystkim chodzi?

– Powiem ci – uśmiechnęła się promiennie. – Tylko może oprzyj się o coś albo usiądźmy na jakiejś ławce, żebyś nie fiknął z wrażenia… Zdaje się, że jesteśmy rodziną.

– Co takiego? – wyszeptał, patrząc na nią ze zgrozą.

– Dziwi mnie trochę, że zupełnie mnie nie kojarzysz – ciągnęła Lodzia, przyglądając mu się uważnie. – Ale jestem prawie na sto procent pewna. Wyglądasz identycznie jak twój ojciec za młodu.

– Prawda – szepnął Artur.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Dalsze części:

Rozdział XX (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz