Lodzia Makówkówna – Rozdział XX (cz. 10)

– Ja cię rozumiem, Lodźka – powiedziała ostrożnie Julka, kiedy w poniedziałkowe popołudnie wyszły ze szkoły i powolnym krokiem zmierzały na przystanek. – To rzeczywiście uderza też w ciebie. I nie jest przyjemne, na pewno… Z Pabla kiedyś musiało być niezłe ziółko, miałaś rację, wczoraj nie dało się tego ukryć. Ale co się dziwić? Taki atrakcyjny facet… Dotąd z nikim się nie związał, Asia mówiła, że wręcz metodycznie tego unikał… więc jak miał okazje, to po prostu się bawił.

Spojrzała z troską na bladą twarz przyjaciółki, która po nieprzespanej nocy i całym ciężkim dniu w szkole wyglądała jak przeźroczyste widmo.

– Ale słuchaj – ciągnęła łagodnie. – Teraz to przecież co innego. Sama widziałaś, jak zareagował, mało się pod ziemię nie zapadł, kiedy ta Becia macała go przy tobie… On też dostaje ostro po nosie za swoje wyczyny. Dominika mówiła wczoraj w samochodzie, że on się bardzo zmienił, odkąd cię poznał… Ja ci mówię, że on cię kocha. A ty przecież kochasz jego…

Lodzia westchnęła, kręcąc głową.

– Wiem, wiem – odgadła jej myśl Julka. – Nie musisz nic mówić… To dla ciebie cholernie trudna decyzja, bo nie wiadomo, co będzie dalej, czy za jakiś czas nie wrócą mu te… hmm, skłonności. Jak mężczyzna przez pół życia bawi się w ten sposób, to potem pewnie trudno mu się odzwyczaić. Ale akurat w jego przypadku to nie wygląda beznadziejnie, Lodźka, nie przekreślaj go. To jest poważny, kulturalny facet, bardzo zdolny i inteligentny, pracowity… tylko taki trochę zagubiony. Jemu naprawdę bardzo na tobie zależy. Wczoraj, jak tak się urżnął tą whisky, to aż się na ciebie wkurzyłam, że go doprowadziłaś do takiej desperacji. Ale teraz już mam inne zdanie. Ty nic tu nie zawiniłaś, może oprócz tego, że poszłaś bez telefonu… ale tylko tyle. To on powinien cię przepraszać. I za tę laskę przy stole, bo to rzeczywiście było dla ciebie upokarzające… i za to chlanie.

– Przestań już, Jula – powiedziała cicho Lodzia.

– No dobra, okej – westchnęła Julka. – Ale powiedz mi chociaż, co tam się wczoraj działo w tej taksówce? Justyna wróciła taka wściekła, że mało co Majka nie udusiła gołymi rękami.

– Nieważne – machnęła ręką Lodzia. – Oni przecież z Majkiem i tak non stop się kłócą, to nie pierwszy raz.

– Tak, ale wczoraj chodziło o ciebie i o Pabla – zaznaczyła Julka. – Justyna wzięła Majka za fraki i piłowała go na boku z pół godziny, wyszedł z tego jak pobity. Nie słyszałam za wiele, tylko trochę, jak głośniej krzyczeli… O Pabla głównie szło. Że Majk bezmyślnie go niszczy, że życie chce mu złamać i takie tam… A tak w ogóle, to świetna impreza nam wyszła, nie? Normalnie palce lizać.

– No, wiem – westchnęła Lodzia. – Oczywiście jak zwykle wszystko przeze mnie…

– Nie przez ciebie, przestań! – pokręciła głową Julka. – Ja mam wrażenie, że to się zbierało od dawna i w końcu po prostu musiało rąbnąć. Może to i dobrze, trochę się oczyści atmosfera… Ale nie zazdroszczę ci, bo to ty będziesz musiała zadecydować, co dalej.

Szły przez chwilę w milczeniu, powoli zbliżały się do zatłoczonego przystanku.

– Ja teraz muszę się poważnie zająć maturą – oznajmiła Lodzia, przesuwając dłonią po bladym czole. – Nic mi ostatnio nie wchodzi do głowy, a został przecież niecały miesiąc… Poza tym w domu nadal wisi sprawa Karola i zaręczyn, z tego będzie kolejna afera, i to już niedługo. Artur też ma dzwonić w następnym tygodniu, poznać mnie z bratem… Zobacz, jak to mi się wszystko spiętrzyło w jednym czasie! Cud będzie, jak z tego wyjdę jakąś w miarę obronną ręką.

– Ciężko masz teraz, to prawda – przyznała z westchnieniem Julka. – Nawet szpital po drodze zaliczyłaś… A do tego jeszcze ta wycieczka, i to już pojutrze.

– Z wycieczki akurat się cieszę – zapewniła ją Lodzia. – Mama dobrze mówi, że powinnam trochę odetchnąć innym powietrzem i pobyć w neutralnym miejscu. Ten wyjazd to chyba najlepsze, co mogło mi się trafić w tym kotle.

– Tak, tylko że akurat jedziesz na nią, kiedy wisi tyle niezałatwionych spraw – zauważyła Julka. – Niby masz tam odpoczywać przed maturą, a sama zobaczysz, że będziesz się bez sensu gryzła. Zresztą ja ci mówię…

Urwała, gdyż kilka metrów przed nimi pojawiła się nagle wśród tłumu znajoma sylwetka Majka z charakterystyczną, rozczochraną czupryną. Na jego widok twarz Lodzi momentalnie osnuła się ciemną chmurą, a w oczach zalśniły jej dumne ogniki. Udawszy, że go nie zauważyła, przyśpieszyła kroku i skręciła gwałtownie w stronę przystanku, pociągając za sobą Julkę.

– Chodź szybciej, Jula! – syknęła rozkazująco. – Ja z nim nie będę gadać!

(c.d.n.)

Źródło: pixabay. com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Dalsze części:

Rozdział XX (11) (12)


Dodaj komentarz