Lodzia Makówkówna – Rozdział XX (cz. 2)

Patrzył na nią nadal zdumiony, ale w jego oczach, w tych jasnych oczach młodego wuja Edwarda, zaczynało powoli tlić się jakieś światełko…

– Poczekaj – powiedział po chwili zupełnie innym tonem, jakby gorączkowo. – To kompletne szaleństwo… ale ja ci wierzę. Jesteś kimś z linii mojego ojca, tak?

– Jego siostrzenicą – oznajmiła z dumą Lodzia.

– Siostrzenicą! – powtórzył zdumionym szeptem.

– Tak, córką jego młodszej siostry Zofii. Poczekaj, pokażę ci ich wspólne zdjęcie…

Sięgnęła do kieszeni swojej narzutki, wyjęła portfel, a z niego zdjęcie i podała je Arturowi. Chwycił je łapczywym gestem.

– Ale jaja! – szepnął, wpatrując się w naddarty, pożółkły świstek.

– Wyglądał zupełnie tak samo jak ty teraz – podjęła z uśmiechem. – Sam widzisz… identycznie. A to jest moja mama, jego rodzona siostra. Mam tylko to jedno zdjęcie, znam go tylko stąd, więc chyba rozumiesz, dlaczego tak się na ciebie zagapiłam… Przepraszam, wiem, że to głupio wyglądało, ale przecież nie codziennie odnajduje się kuzyna… prawie brata!

– Prawie brata… – powtórzył w oszołomieniu, podnosząc na nią oczy znad fotografii.

– No tak – odparła naturalnym tonem. – Mamy przecież wspólną babcię.

Artur oddał jej fotografię i milczał przez chwilę, patrząc na nią nieco błędnym wzrokiem, jakby to, co do niego mówiła, było dla niego całkowitą abstrakcją.

– Babcia żyje? – szepnął w końcu.

– Żyje. I nawet bardzo chciałaby was poznać. Ale nie wiem, czy znasz całą tę historię? – zapytała, chowając zdjęcie z powrotem do portfela, a portfel do kieszeni.

– Nic a nic – odparł z miną wskazującą na to, że wciąż nie może dojść do siebie. – Tata nigdy o tym nie mówił… Nie znam nikogo z jego rodziny, tak jakby nie istniała. Myślałem, że już nikt z jego strony nie żyje… Nawet nie wiedziałem, że miał siostrę!

– Ja też nie wiedziałabym, że moja mama miała brata, gdybym sama tego nie odkryła przypadkowo – pocieszyła go Lodzia. – Mnie też nikt nic nie powiedział.

– Dziwne – pokręcił głową Artur, spoglądając na nią badawczo. – Tak wszystko wyresetowali po obu stronach? W tle musiała kryć się pewnie jakaś brzydka akcja, prawda?

– Niestety – westchnęła.

Pokrótce opowiedziała mu (znaną sobie również tylko wyrywkowo) historię apostazji wyrodnego Edzia, a także z grubsza dzieje całego zacnego rodu Makówków. Starała się mówić zwięźle i treściwie, mimo to zajęło jej to dłuższy czas. Historia Edzia… rodzinny matriarchat… obecne wyrzuty sumienia Babci… jej własne poszukiwania…

– Dziadek już nie żyje – mówiła. – Miał problemy z sercem, umarł już ładnych parę lat temu. Jedynym facetem w domu jest teraz mój tata, ale on, podobnie jak dziadek, niewiele ma tam do powiedzenia… A ja całe dzieciństwo przeżyłam jako bezwzględna jedynaczka. I odkąd dowiedziałam się przypadkiem o waszym istnieniu, przez cały czas nosiłam z tyłu głowy świadomość, że mam gdzieś w świecie dwóch bliskich kuzynów… żyłam z takim podświadomym poczuciem straty… Pomyśl tylko, przecież mogliśmy wychowywać się razem! Bawić się, spotykać się w wakacje, na święta… Tego nie da się już nigdy odzyskać… Ech! Pomyśleć, że tak to schrzanili!

Szli znowu bezmyślnie przed siebie, mijali kolejne ulice, nie zwracając najmniejszej uwagi na przemierzaną przestrzeń. Serce Lodzi biło radośnie, czuła głęboką satysfakcję. Nie pomyliła się! Artur był synem wuja Edwarda, tym młodszym. A był jeszcze jeden!

Artur słuchał jej w milczeniu, kręcąc głową z niedowierzaniem.

– Świetna rodzinka, nie ma co – przyznał ironicznie, kiedy wreszcie skończyła swoją ponurą opowieść. – Biedny staruszek… Ale dla niego to może i dobrze, że się stamtąd wyrwał? To jakieś chore kobiety… Widzisz, ja nic nie wiedziałem, nigdy nam o tym nie mówił… Mamie pewnie tak, ale nam nie. Oboje w ogóle mało nam opowiadali o swoich rodzinach, ze strony mamy też nie znamy nikogo… Wychowała się w domu dziecka.

Lodzia spojrzała na niego zaskoczona.

– W domu dziecka? – szepnęła.

Jakiś dziwny smutek ogarnął jej serce, przez myśl przebiegło jej, jak niewdzięczna była wobec losu, narzekając niekiedy na swoje jedynactwo. Może i nie miała rodzeństwa, ale miała przecież pełną, kochającą ją rodzinę, może niedoskonałą, czasami irytującą… lecz czyż istnieją na świecie idealne rodziny?

– Tak – skinął głową Artur. – Nie dopytywaliśmy nigdy o szczegóły, bo rodzice nie lubili o tym mówić. Byłem pewien, że ojciec też nie ma rodziny, sądziłem nawet, że poznał mamę właśnie z tego powodu, w takim kontekście… Dlatego to, co mówisz, to dla mnie totalny szok.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XX (1)

Dalsze części:

Rozdział XX (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz