Lodzia Makówkówna – Rozdział XX (cz. 4)

Pożegnawszy się z Arturem, który obiecał poinformować o szokującym odkryciu swojego brata i zadzwonić do niej za jakiś czas, już po jej powrocie z gór, Lodzia z duszą na ramieniu zbiegła po kamiennych schodkach do Anabelli. Znalazłszy się na sali, gdzie dyskoteka trwała w najlepsze, skierowała się natychmiast w stronę stolików zajmowanych przez jej towarzystwo. Od razu z daleka zauważyła, że brakowało kilku osób, w tym Pabla, zaś pozostali wykazywali oznaki wysokiego zaniepokojenia. Zanim doszła do połowy sali, wpadła na zmierzającego w przeciwnym kierunku Majka.

– O, widzę, że wróciłaś, Lodziu – zauważył poważnym i jakby niechętnym tonem. – Nie udała się zabawa? Czy po prostu tak szybko poszło?

– Wróciłam – odparła pośpiesznie, ignorując jego kąśliwe uwagi. – Powiedz mi, dlaczego tak ich tam mało? Gdzie reszta? Poszli tańczyć?

– Nikt nie ma tu teraz ochoty na tańce – mruknął Majk, patrząc na nią dziwnie surowo.

Lodzia pobladła, tknięta jakimś złym przeczuciem.

– Co się stało? – wydusiła z siebie, odruchowo łapiąc go za ramię. – Gdzie Pablo?

– Pablo pojechał do domu – oznajmił jej chłodno. – A raczej go odwieźli… Wybacz, Lodziu, nie mam teraz czasu na rozmowy, muszę pilnie zajrzeć do Antka – dodał wymijająco, uwolnił ramię z jej kurczowego uścisku i szybkim, nerwowym krokiem poszedł w swoją stronę.

Lodzia patrzyła za nim z przerażeniem.

– Boże, co tu się stało? – wyszeptała i ze ściśniętym mocno sercem ruszyła powoli w kierunku stolików.

Siedzieli tam teraz Justyna, Maciek z Asią, Anita, Piotrek z Martą i Julka z Szymonem. Brakowało Pabla, Wojtka, Kajtka i Dominiki oraz Jacka i Ewy.

„Coś się stało z Pablem!” – pomyślała z przestrachem Lodzia. – „I to pewnie przeze mnie…”

Straszliwe wyrzuty sumienia i paniczny strach o to najdroższe pod słońcem istnienie zdławiły ją tak mocno, że kilkanaście metrów, jakie zostały jej do pokonania, wydawały jej się drogą dookoła świata… Julka zauważyła ją pierwsza, zerwała się na równe nogi i podbiegła do niej, zanim dziewczyna zdążyła dojść do stolika.

– Lodźka! – zawołała z oburzeniem. – Gdzie ty byłaś, cholerna wariatko?!

Pozostali również zauważyli ją i patrzyli z daleka w ich stronę. Lodzia wychwytywała po kolei ich zaniepokojone spojrzenia.

– Jula, co się stało?! – zapytała zdławionym głosem, łapiąc Julkę za rękę.

– Chodź, wyjdziemy stąd, to ci powiem – odparła wymijająco Julka. – Nie ma sensu robić tu scen, wszyscy się gapią… i do tego muzyka głośna jak diabli, gadać się nie da.

Pociągnęła ogarniętą inercją Lodzię w stronę wyjścia i za chwilę znalazły się na zewnątrz. Weszły po schodach na górę, po czym Julka poprowadziła ją jeszcze wyżej, na klatkę schodową, którą wspięły się na pierwsze piętro. Opadły wreszcie w ciemnościach na stojącą pod ścianą ławkę przeznaczoną dla pacjentów przyjmującego tam za dnia lekarza.

– Jula, zlitujesz się w końcu nade mną czy nie?! – wyszeptała błagalnie Lodzia. – Co tam się stało, do cholery?!

– Pablo się upił – wyjaśniła jej ponuro Julka. – Tak totalnie, w trupa. Przez ciebie… Była awantura, mało co Wojtka nie pobił, a teraz pojechali z Dominiką i z Kajtkiem odwieźć go do domu. Jest tak urąbany, że zastanawiali się, czy nie zawieźć go od razu na izbę wytrzeźwień…

– Chryste Panie! – wyszeptała Lodzia.

Paraliżujący ból ścisnął jej serce. W głowie zaszemrały jej echem jego wypowiedziane proszącym tonem słowa. Wracaj do mnie zaraz, gwiazdeczko

– Powiem ci od początku – ciągnęła Julka. – A ty mi potem powiesz, gdzie, do ciężkiej cholery, tyle się włóczyłaś… nawet telefonu nie wzięłaś! Odbiło ci kompletnie?

– Boże drogi! – szeptała wystraszona Lodzia. – Boże… co ja narobiłam!

– Narobiłaś, Lodźka, żebyś wiedziała – pokiwała głową Julka, patrząc na nią w ciemności pełnym wyrzutu wzrokiem. – Tym razem naprawdę. Ale Majk też… przegiął dzisiaj totalnie, Justyna jest na niego wściekła. I w ogóle wszyscy nawaliliśmy… No dobra, powiem ci, jak było po kolei. Zaczęło się od tego, że Majk nagadał Pablowi, jakoby widział cię, jak flirtujesz z jakimś facetem, a potem z nim wychodzisz. Nie wiem, o co mu biegało, jakiś wyjątkowo złośliwy był dzisiaj, zwłaszcza dla Pabla… Nikt inny nie widział, żebyś z kimś wychodziła, może po prostu coś sobie wymyślił, żeby mu znowu podokuczać…

– Nie wymyślił – pokręciła głową zrozpaczona Lodzia.

– Aha, czyli jednak! – wykrzyknęła z poirytowaniem Julka. – Weź ty się ogarnij, Lodźka, co ci znowu odwaliło?! Nie mogłaś chociaż telefonu wziąć?!

– Nie pomyślałam o tym… Na śmierć zapomniałam, że nie mam go przy sobie.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3)

Dalsze części:

Rozdział XX (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz