Lodzia Makówkówna – Rozdział XX (cz. 7)

Justyna podbiegła natychmiast do Lodzi i objęła ją ramieniem.

– Lodziu, kochanie, wszystko dobrze? – zapytała ciepło. – Powiedziałaś jej, Julciu? – dodała, spoglądając na Julkę, która pokiwała tylko smutno głową. – No, nie martw się niczym, skarbie, usiądź sobie, dobrze, że już wróciłaś… Chcesz się czegoś napić?

Lodzia pokręciła przecząco głową, pozwalając bezwolnie usadzić się na krześle. Ból, żal i strach o Pabla znów wzięły górę w jej sercu… Justyna usiadła z jednej strony, Julka z drugiej, a obok przysunęła sobie krzesło Anita, przyglądając się dziewczynie ze współczuciem.

– Słuchaj, kochanie – mówiła łagodnie Justyna, gładząc ją po ramieniu. – Wiesz już, co ten wariat nawyprawiał, ale sytuacja opanowana, zajmujemy się nim troskliwie i wszystko będzie dobrze. Przechoruje to i jutro wróci do żywych, Majk go dopilnuje, będzie u niego od rana. A co do Majka, to… nie myśl o tym, co on tam nagadał, jego też to przerosło. Nikt z nas nie spodziewał się, że Pablo wywinie taki numer.

– Kiedyś Kajtek z Maćkiem też tak się załatwili, pamiętasz, Justysiu? – powiedziała Anita, starając się rozładować napięcie. – Wtedy, co się założyli, który więcej wypije, i żaden nie chciał ustąpić, aż obaj padli na deski. Pablo rozwoził ich wtedy do domu, Kajtek zarzygał mu cały samochód… Teraz ma przynajmniej okazję, żeby mu się odwdzięczyć.

– No właśnie – podjęła żartobliwie Justyna. – Widzisz, jak to jest z tymi facetami, Lodziu. Niby dorośli, a w gruncie rzeczy to są tylko duzi chłopcy. Raz myślą, raz nie, a my musimy ich pilnować, żeby nie zrobili sobie krzywdy. No, głowa do góry… i nie pogniewaj się za bardzo na tego ochlaptusa, bo znowu nam coś głupiego odstawi. To jest dobre chłopaczysko, tylko trzeba się za niego wreszcie porządnie zabrać.

– Za Majka też by się przydało – zauważyła Anita.

– Majk to jest na razie przypadek beznadziejny – odparła z irytacją Justyna. – Ale i on jeszcze się doigra, spokojnie, to tylko kwestia czasu. Nie rozumiem tylko, dlaczego ostatnio tak uparcie dogryza Pablowi, przecież w ogień by za nim poszedł, gdyby trzeba było. Albo mu zazdrości, albo… – urwała.

– Albo martwi się o niego? – dokończyła szeptem Anita, patrząc znacząco na Justynę ponad głową Lodzi.

Justyna pokiwała głową, położyła palec na ustach i wskazała dyskretnie oczami na dziewczynę. Lodzia drgnęła, wyczuwając instynktownie zawisłe w powietrzu niedopowiedzenie.

– A ty, Anitko, jutro znów nie wyjdziesz wcześniej z pracy? – zagadnęła neutralnym tonem Justyna. – Pabla nie będzie… Andrzej sam posiedzi w domu, a potem już wyjeżdża na kolejną delegację, tak?

– Niestety – westchnęła Anita. – Pech jak zwykle, ale co zrobić? Pablo też ma prawo czasami wymięknąć, zawsze wszystko za nas bierze, jak mamy awarię… On też przecież nie jest cyborgiem. Piotrek naprawdę musi pomyśleć o kimś nowym do zespołu, bo my już nie wyrabiamy na zakrętach. Dzisiaj chyba wreszcie to sobie uświadomił, jedyny plus z tej całej akcji…

„Ach, doprawdy, Majk martwi się o Pabla ze względu na mnie!” – myślała tymczasem oburzona do żywego Lodzia. – „I nazwał mnie puszczalską! Co za bezczelność, jak on śmiał, buc jeden! Boi się, że jego najlepszy kumpel się natnie… nie ufa mi, bo widział mnie dwa razy z Karolem, a dzisiaj z Arturem! Jasne! Za to oni obaj z Pablem to po prostu święci aniołowie na niebie, powinni w aureolach chodzić!”

Za chwilę jednak znów ogarnął ją żal i strach na myśl o cierpiącym gdzieś z dala od niej najdroższym jej na świecie człowieku. Czy na pewno był bezpieczny? Przecież nigdy nie wiadomo, jak organizm zareaguje na taką ilość mocnego alkoholu…

– Lodziu, napij się może czegoś, co? – zaproponowała Justyna, sięgając po czystą szklankę. – Trochę soku, wody? Zobacz, tu jest fajny sok pomarańczowy, naleję ci trochę… Alkoholu ci nie proponuję, już wystarczy tego cholerstwa na dzisiaj.

– Nie, dziękuję – szepnęła Lodzia. – Chyba nic mi nie przejdzie przez gardło…

– No, nie zamartwiaj się już tak, kochanie – powiedziała łagodnie Justyna. – Wszystko jest pod kontrolą, on się z tego wyciągnie szybko i bez szwanku, zobaczysz. Jest twardy i ma dobrą opiekę, za dwa dni śladu nie będzie po tym dzisiejszym wygłupie.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6)

Dalsze części:

Rozdział XX (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz