Lodzia Makówkówna – Rozdział XXI (cz. 1)

Efektowne przeprosiny Majka oraz pozytywne informacje o stanie zdrowia Pabla podniosły nieco na duchu wycieńczoną emocjami ostatniej doby Lodzię. Dotarłszy do swojego pokoju, wstawiła do wody przemycone w plecaku goździki i ukryła je za zasłoną w kącie parapetu okna, w tym samym miejscu, gdzie niegdyś chowała bukiet niezapominajek, który dostała od Pabla krótko po studniówce.

„Majk miał dzisiaj arcygłupią minę” – myślała z rozbawieniem, układając na łóżku ubrania, które miała zamiar spakować na wycieczkę w góry. – „Takiej jeszcze nigdy u niego nie widziałam… Mam nadzieję, że przynajmniej przypilnuje, żeby Pablo zjadł coś porządnego. Wywrócił sobie wczoraj żołądek do góry nogami, a jutro już gonią go do pracy, będzie odrabiał zaległości z dzisiaj i do tego szkolił jakiegoś aplikanta. Nie tylko ja mam ciężko, jemu też wszystko się piętrzy w jednym czasie…”

– Looodziuuu! – rozległ się z dołu donośny ryk Ciotki Lucy.

Dziewczyna westchnęła i odłożywszy na łóżko stertę kolorowych koszulek z krótkim rękawem, które przygotowała do spakowania, zeszła posłusznie na dół.

– Lodziu, przecież ty znowu nic nie zjadłaś po szkole! – stwierdziła z wyrzutem Ciotka. – Chodź szybko na obiad, dostaniesz trochę klusek z gulaszem, babcia właśnie ci odgrzała…

Lodzia bez protestu poszła za nią do kuchni i usiadła posłusznie przy stole. Jej smutna, blada twarz już rano wzbudziła niepokój Wielkiej Triady, dlatego Mamusia i Babcia przyglądały jej się teraz ze szczególną uwagą. Babcia postawiła przed nią talerz z pięknie pachnącym obiadem, zaś Ciotka Lucy skwapliwie nalała jej do szklanki kompotu śliwkowego.

– Jedz, Lodziu – powiedziała troskliwie Mamusia. – Jedziesz w góry, musisz mieć dużo siły, podróż pociągiem jest męcząca… Szkoda, że nie jedziecie autokarem, byłoby wam wygodniej.

Lodzia natychmiast przypomniała sobie Pabla mówiącego dokładnie o tym samym.

– Wiesz, Lucy? Mareczek chory, ma straszny katar – oznajmiła Babcia, zwracając się do Ciotki. – Niewiele zjadł i poszedł się położyć, jak tylko przyszedł z pracy. Mówiłam mu, że powinien wziąć zwolnienie na parę dni, żeby mu się, nie daj Boże, nie pogorszyło… I Lodzię trzeba od niego izolować, żeby czegoś przypadkiem nie złapała przed wycieczką.

– Lodziu, a ty dobrze się czujesz? – zapytała Mamusia, przyglądając się z niepokojem bladej twarzy córki.

– Tak, mamo, wszystko w porządku – zapewniła ją Lodzia, zabierając się za jedzenie. – Tylko wczoraj nie mogłam zasnąć i nie wyspałam się… Ale dzisiaj położę się wcześniej i nadrobię.

Ciotka Lucy zerknęła na nią podstępnie.

– Widziałam, że wróciłaś wczoraj taksówką – rzuciła od niechcenia. – Wyjrzałam przypadkiem przez okno i akurat zobaczyłam… Karol pewnie pił alkohol i musiał zostawić samochód na mieście, a wzięliście taksówkę? Tak, Lodzieńko?

– Nie, ciociu – odparła spokojnie. – Odwiozły mnie dwie koleżanki.

– A Karol? – zdziwiła się Mamusia.

– Nie wiem – wzruszyła ramionami Lodzia, uznawszy, że nie ma już powodu, by nadal kryć Karola. – Czy ja jestem jego całodobowym stróżem?

Wielka Triada zamarła w bezruchu, wpatrując się w nią z zaskoczeniem i niepokojem. Lodzia jadła spokojnie, jednak jej zmieniona od rana twarz wskazywała na przeżyte bardzo mocne wrażenia… Coś musiało się stać na wczorajszym spotkaniu, skoro wróciła bez Karola, a obojętność, z jaką o nim mówiła, była zapewne tylko odruchem obronnym, instynktowną strategią radzenia sobie ze zbyt wielkim cierpieniem… Wszystkie trzy kobiety popatrzyły na nią ze współczuciem i westchnęły.

– Pakujesz się już, Lodzieńko? – zmieniła szybko niewygodny temat Ciotka Lucy.

– Tak, ciociu – odparła grzecznie, jedząc ze smakiem swój gulasz. – Dzisiaj zapakuję prawie wszystko, a jutro po szkole dokończę. Mają nas zresztą wcześniej zwolnić z lekcji, żebyśmy mogli się spokojnie przygotować do wycieczki.

– I tylko wasza klasa jedzie? – upewniła się Mamusia.

– Tak, mamo. Cała klasa oprócz dwóch osób, które nie chciały. I trzy nauczycielki.

– Oj, to dobrze, dziecino, pojedziesz sobie w góry, odpoczniesz trochę! – podchwyciła wylewnie Babcia. – Taki ciężki czas teraz przeżywasz! Nie dość że matura, szpital przed świętami, a teraz jeszcze te kłopoty… Takie kochane dziecko i tyle problemów na głowie! Ale powiem wam, że świat schodzi na psy, coraz mniej już można znaleźć porządnych ludzi – dodała filozoficznie. – Zwłaszcza mężczyzn! Ja chyba już nie uwierzę, że coś dobrego wyrośnie z tego młodego pokolenia… Nawet miejsca nie ustąpią w autobusie!

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Dalsze części:

Rozdział XXI (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz