Lodzia Makówkówna – Rozdział XXI (cz. 3)

„To chyba wszystko” – skonstatowała Lodzia, sprawdziwszy po raz trzeci spakowany plecak i zawartość torebki z dokumentami, pieniędzmi i telefonem. – „Jestem gotowa, teraz czas kąpać się, myć włosy i spać, bo jutro muszę wstać przed piątą!”

Podekscytowanie związane z wyjazdem w góry wprawiało ją w dobry humor. Bardzo rzadko jeździła w dalsze podróże, dlatego ta wycieczka była dla niej wielkim wydarzeniem i zajęła jej myśli na tyle, że lżej było jej znosić rozterki zakochanego serca. Nie umiałaby jednak ani na chwilę zapomnieć o Pablu, który przepełniał jej duszę po brzegi, nawet gdy nie myślała o nim świadomie i zajmowała się zupełnie czymś innym.

„Wrócił już dzisiaj do pracy i miał zasuwać aż do wieczora” – myślała, myjąc włosy nad wanną. – „Ciekawe, jak się czuje, pewnie jeszcze tak sobie. Wymęczy się znowu, nie dośpi… jeść pewnie też nie będzie mógł normalnie po takich ekscesach. Przydałoby mu się trochę organizacji! I dyscypliny. W pracy to on jest, owszem, wielki profesjonalista, kolejki się do niego ustawiają… Ale co z tego, skoro niszczy sobie zdrowie?”

Westchnęła, przypominając sobie przedwczorajszy wieczór.

„Fakt, że tym razem to ja mu niechcący dowaliłam” – przyznała ze smutkiem. – „A Majk dołożył swoje i tak się skończyło… Ale mimo wszystko nie powinien tak pić bez opamiętania, to było bardzo nieodpowiedzialne. W jego zawodzie nie wolno pozwalać sobie na takie wybryki, gdyby to się rozniosło gdzieś dalej, mógłby mieć poważne kłopoty… Całe szczęście, że ma zaufanych kumpli, którzy szybko zareagowali i opanowali sytuację!”

Po umyciu i rozczesaniu włosów Lodzia nastawiła sobie budzik na czwartą trzydzieści i z przyjemnością wsunęła się pod kołdrę.

„Chyba nie zasnę tak wcześnie” – pomyślała, spoglądając na zegarek. – „Nawet nie ma dwudziestej pierwszej… Może by poczytać jeszcze trochę przed spaniem? Poczytać coś do poduszki!” – uśmiechnęła się do siebie. – „No i jak tu zaraz nie pomyśleć o tym szarlatanie? Wystarczy, że…”

Myśl przerwał jej dzwonek leżącego na nocnej szafce telefonu. Zerknęła na wyświetlacz i serce podskoczyło w niej z radości – dzwonił Pablo. Sięgnęła po aparat i odebrała z uśmiechem.

– Bandziorku?

– Dobry wieczór, kochanie – w jego ciepłym głosie brzmiało lekkie napięcie. – Nie przeszkadzam ci o tej porze, tuż przed wycieczką?

– Nie, Pablo – zapewniła go wesoło. – Jeszcze nie śpię, a jestem już całkowicie spakowana i gotowa na jutro, więc nie mogłeś wybrać lepszej chwili na telefon!

– Moja ty szczebiotko – powiedział cicho. – Przepraszam, że dzwonię tak późno, ale muszę koniecznie z tobą porozmawiać przed wyjazdem. Nie chciałbym zawracać ci głowy w górach, jedziesz odpocząć i pewnie nie będziesz tam miała czasu ani warunków, żeby rozmawiać przez telefon z jakimś zdegenerowanym rzezimieszkiem.

– Warunki do rozmów telefonicznych będą rzeczywiście nie najlepsze – przyznała Lodzia. – Kwaterują nas w pokojach czteroosobowych, poza tym słyszałam, że w tym pensjonacie fatalnie jest z zasięgiem. Ale powiedz mi lepiej… jak ty się czujesz, bandziorku?

– Ogólnie już dobrze – odparł poważnym głosem. – Tylko psychicznie nadal leżę na łopatkach… Dzwonię, żeby cię przeprosić, Lea. Od dwóch dni nie potrafię spojrzeć w lustro.

– I bardzo dobrze, lepiej nie gap się w nie za dużo, bo jeszcze wpadniesz w jakiś narcyzm! – zażartowała.

– Narcyzm! – prychnął Pablo. – Raczej nihilizm… Chętnie sam sobie dałbym po tej zapitej mordzie. Poproszę chyba znajomego bandziora, żeby coś z tym zrobił.

– Bandzior jest w to tak samo zamieszany jak ty – zauważyła Lodzia. – Podobnie jak cała reszta tej waszej rozwydrzonej kompanii. Wszyscy mają coś na sumieniu, nawet dżinn.

– Wszyscy meldują się karnie i czekają na surowy wyrok – odparł nieco pogodniejszym tonem. – Żaden z podsądnych nie ma nic na swoją obronę. Będziesz ich po kolei dusić, siekać i polewać jodyną?

– Dla każdego wymyślę osobną torturę – zapewniła go. – Nikomu się nie upiecze. A jeśli chodzi o ciebie, mój drogi, przyjmij do wiadomości, że właśnie straciłeś prawo do podpisywania moich papierów na alkohol. Teraz to ja będę podpisywać twoje.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXI (1) (2)

Dalsze części:

Rozdział XXI (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz