Lodzia Makówkówna – Rozdział XXII (cz. 2)

W sobotni, ciepły wieczór urządzono zaplanowane ognisko z pieczeniem kiełbasek na jednej z polan otaczającego pensjonat lasku. Siedząc między Julką a Magdą na drewnianej ławce, wpatrując się w roztaczające magiczną atmosferę płomienie, Lodzia szczególnie mocno odczuwała nieomal metafizyczną nić porozumienia łączącą ją z Pablem ponad dzielącą ich przestrzenią.

„Może on też właśnie teraz o mnie myśli?” – przebiegło jej przez głowę. – „Może tu działa jakaś telepatia, jak przy tym moim proroczym śnie? Kolejny znak, porozumienie serc i dusz? A ja tak długo się wahałam… tak długo mu nie ufałam… posądzałam go o takie okropne zamiary… Ależ byłam dla niego niesprawiedliwa!”

– Wiecie co, powiem wam, że ja już wypoczęłam – odezwała się Magda, grzebiąc długim patykiem w ognisku. – Fajna wycieczka, ale już mi się jednak tęskni za moim Miśkiem.

– Wytrzymasz jakoś te trzy dni – zapewniła ją siedząca z jej drugiej strony Martyna.

– Ale pomyślcie, że po wycieczce aż do matury zostajemy w domu! – przypomniała koleżankom Amelia. – Jednak warto było pomęczyć się z tymi fakultetami, nie? Ja już miałam serdecznie dość odrabiania zajęć z kwietnia, ale teraz nie żałuję. Już samo to, że przez dwa tygodnie nie trzeba będzie zrywać się do szkoły…

– Jak wrócimy, to ja przez dwa tygodnie leżę na łóżku do góry brzuchem – zapowiedziała stanowczo Monika. – Nic nie będę robić, tylko odpoczywać. Zacznę od środy, bo we wtorek trzeba będzie przecież jeszcze rozpakować plecak… a już mi się nie chce na samą myśl!

– Ty leniu! – zaśmiała się Alicja. – Jeszcze nie spakowałaś go tutaj, a już ci się nie chce rozpakowywać go w domu! Ale właśnie, czekajcie, jak my wracamy we wtorek? O której w końcu ma być ten nocny pociąg?

– O drugiej nad ranem – poinformowała ją Magda. – Druga dwadzieścia czy coś takiego, sprawdzę jeszcze albo Nowakowej zapytamy. Ona mówiła, że w poniedziałek wieczorem wynosimy się z bagażami z pensjonatu, idziemy jeszcze na tę miejscową zabawę i po północy już jedziemy na dworzec. I do domu.

Wieczór powoli już się kończył, kiełbaski dawno były zjedzone, ale rozmowy trwały jeszcze w najlepsze. Po drugiej stronie ogniska rozległ się wesoły śmiech chłopaków, którzy przekrzykiwali się żartobliwie między sobą. Za chwilę dołączyły do nich głosy kilku koleżanek, rozpoczęła się jakaś ożywiona dyskusja.

– Fajni są ci ludzie z naszej klasy – westchnęła Julka. – To takie dziwne, że szkoła już się kończy, byliśmy razem cztery lata, a teraz każdy pójdzie w inną stronę…

– A ty, Jula, decydujesz się w końcu na tę psychologię? – zagadnęła ją Martyna.

– Tak, chyba zdecyduję się już ostatecznie – skinęła głową Julka. – Jakoś mi nie podchodzi ekonomia, chociaż mama strasznie mnie namawia, mówi, że to o wiele praktyczniejsze.

– Lepiej rób po swojemu, żebyś potem nie żałowała – poradziła jej Magda. – To w końcu ty będziesz studiować, a nie mama. Ja już dawno zapowiedziałam w domu, że idę na dziennikarstwo, i nikomu nic do tego. A ty, Lodziu? Na sztywno polonistyka?

– Na sztywno – uśmiechnęła się Lodzia.

– Polonistyka polonistyką – zaśmiała się znacząco Monika. – Ale w wakacje to chyba najpierw huczne weselisko, co?

– Wcale nie – wzruszyła ramionami. – Ja na razie nie wybieram się za mąż.

– No jak to nie? – zdziwiła się Amelia. – Przecież masz narzeczonego, facet jest niezależny i finansowo ustawiony, a sama mówiłaś, że u was w rodzinie wychodzi się za mąż młodo. Chyba nie będziecie długo czekać?

– Mela, ja mam dopiero dziewiętnaście lat, zauważyłaś to? – pokręciła głową Lodzia, rzucając jej pobłażliwe spojrzenie. – I to jeszcze nawet nieskończone.

– Ale przecież sama mówiłaś…

– To były żarty – uśmiechnęła się. – Owszem, w domu miałam przez jakiś czas ostre trucie na temat małżeństwa przed dwudziestką, ale na szczęście teraz mam to już z głowy. I ani przez moment nie miałam zamiaru dostosowywać się do tych pomysłów. Kiedyś tak, za parę lat… ale nie teraz. Ja chcę sobie na razie spokojnie postudiować.

– I słusznie – przyznała Magda. – Mela, ty sama sobie wychodź za mąż, jak to cię kręci w tym wieku. Nie ma do czego się śpieszyć, ja też uważam, że co się odwlecze, to nie uciecze.

– Nawet Misiek cię nie przekona? – zażartowała Julka.

– A co on ma do powiedzenia? – wzruszyła ramionami Magda. – Zresztą na razie i tak nie ma warunków… I nawet o tym nie rozmawiamy, jest dobrze tak, jak jest. Ja jeszcze mam zamiar trochę pożyć na studiach, Lodzia ma rację.

Zamilkły, patrząc w trzaskający ogień.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXII (1)

Dalsze części:

Rozdział XXII (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz