Lodzia Makówkówna – Rozdział XXII (cz. 4)

– Wiem, że nie mam u ciebie szans – ciągnął ponuro Grzelo. – Miałem długo nadzieję, ale teraz wiem już na pewno, że nie. Wybrałaś tego… latawca. Tego adwokata. Pewnie czymś tam ci zaimponował, nawet nie chcę wiedzieć czym… Czekałem dotąd cierpliwie, aż on cię rzuci, byłem pewien, że tak będzie, i to niedługo, bo jego przecież nie interesują stałe związki. Siostra kumpla mówiła, że na przygodę to on zawsze chętny, byle bez zobowiązań… Ale teraz widzę, że jednak nadal się przy tobie kręci, a ty robisz do niego maślane oczy.

Lodzia zesztywniała i wyprostowała się, ale nie spojrzała na niego.

– No, nie gniewaj się na mnie, Lodziu – powiedział pojednawczo Grzelo. – Widziałaś przecież, że ze względu na ciebie nawet rękę mu podałem…

– Doceniam to – szepnęła, znów wtykając swój patyk w ognisko.

– To było tylko i wyłącznie ze względu na ciebie – podkreślił. – Jego samego to ja bym utopił w łyżce wody, a nie rękę mu podawał… W każdym razie widzę, że sprawa wygląda poważniej, niż myślałem na początku. Nie dziwię się bydlakowi, przyznaję, że ma nosa i zna się na rzeczy, skoro upatrzył sobie właśnie ciebie. Strzał w dziesiątkę, kurde… gnojek jeden! – mruknął pod nosem.

Znów podniósł z ziemi jakiś kamyk, zamachnął się i cisnął go w ognisko z taką siłą, że buchnęła z niego chmura rozżarzonego popiołu. Lodzia nie poruszyła się.

– Ja tam bym mu nie wierzył na twoim miejscu – podjął z zaciętą miną Grzelo. – Po tym, co o nim słyszałem, pięciu groszy bym nie dał za to, co on tam teraz robi pod twoją nieobecność… i obyś nie musiała przez niego płakać! Ale dobra, mniejsza o to, może się mylę – machnął ręką. – W każdym razie wiem, że z nim przegrałem, i przyjmuję to na twarz. Chcę ci tylko powiedzieć, że ta cała sytuacja jest dla mnie bardzo przykra i że gdybyś przestała się już na mnie gniewać, to… dużo lepiej bym się czuł.

Lodzia westchnęła. Pomimo poirytowania, gdzieś na dnie jej duszy zakiełkowało współczucie dla Grzela i coś w rodzaju wyrzutu sumienia, że niechcący stała się przyczyną jego cierpień. Nie miała przecież powodu, by nie wierzyć w to, że mówił szczerze. Poza tym jej też wcale nie było dobrze z tym zastygłym w powietrzu konfliktem, łagodna z natury jak Tatuś, pragnęła z każdym żyć w zgodzie… Pomyślała, że i ona wolałaby nie rozstawać się z Grzelem po maturze w nieprzyjaźni i dla dobra sprawy postanowiła łyknąć bez urazy jego kolejne przykre słowa na temat Pabla. Wiedziała, że wynikały z zazdrości i rozgoryczenia, a przeszłość Pabla, którą Grzelo znał zresztą tylko z drugiej ręki, daleka była wszak od nieskazitelnej…

– Ja też lepiej bym się czuła, Grzesiek – odpowiedziała cicho. – Dla mnie to wszystko też jest przykre i chciałabym o tym zapomnieć. Zwłaszcza o tym, co zrobiłam wtedy… na ulicy.

– Masz na myśli to, że przywaliłaś mi po ryju? – sprecyzował z wrodzonym sobie taktem Grzelo. – To nieważne, nie przejmuj się tym, Lodziu. Ja się nie pogniewałem, zresztą może i zasłużyłem… Swoją drogą nie spodziewałem się, że masz takie turbo-doładowanie w tej swojej małej rączce – sięgnął po jej dłoń. – Taka malutka, a jak potrafi lać!

Jego dotyk sprawił Lodzi dyskomfort, był wręcz nieprzyjemny. Łagodnym, ale stanowczym gestem wycofała dłoń i pokręciła głową.

– To nie było mądre z mojej strony – odparła poważnie. – Żałuję, że tak mnie wtedy poniosło, nigdy więcej tego nie zrobię. I jeśli obiecasz mi, że nie będziesz mnie już prześladował…

– Nie będę, Lodziu – obiecał skwapliwie Grzelo. – Ostatni raz ci tylko powiem, że gdybyś kiedyś z jakiegoś powodu zmieniła zdanie… gdyby ten… no, nieważne, nie będę bluzgał przy kobiecie… gdyby on cię rzucił, złamał ci serce… to pamiętaj, że z mojej strony nic się nie zmieniło i nie zmieni. Ale dobra, już nic nie będę gadał. Bylebyś się na mnie nie gniewała…

Lodzia odrzuciła swój patyk, przemogła się i wyciągnęła do niego rękę.

– Okej, Grzesiek – powiedziała, starając się uśmiechnąć. – Nie będę się już gniewać, obiecuję. Ale pamiętaj, że ciebie też trzymam za słowo.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXII (1) (2) (3)

Dalsze części:

Rozdział XXII (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz