Lodzia Makówkówna – Rozdział XXII (cz. 8)

– Co się dzieje?! – wykrzyknęła Julka, siadając gwałtownie na łóżku. – O żesz! Madziu, szybko, zamykaj to okno!

Potworny huk grzmotu i świst wiatru zagłuszyły jej słowa. Firanka wydęła się, otwarte okno znów zastukało głośno w przeciągu, a na podłogę poleciały rzeczy ze stołu, pociągając za sobą pozostawioną tam szklankę, która stłukła się dźwięcznie na podłodze.

– Nie da się, za mocno wieje! – zawołała Magda, odskakując od swojego łóżka, na które nagle chlusnęła się przez okno deszczówka. – Zaraz mi zęby wybije! Cholera, i jeszcze woda mi się tu leje!

– Dobra, chodź lepiej do mnie! – wezwała ją szybko Monika i obie skuliły się w rogu jej łóżka pod jedną kołdrą. – Ja nie mogę, ale czadowa burza! Jeszcze w życiu takiej nie widziałam!

Julka i Lodzia również cofnęły się w najdalsze od okna zakamarki swoich łóżek, owijając się kołdrami, aby ochronić się przed hulającym teraz w pokoju przeszywająco zimnym wiatrem. Znów huknął grzmot, gdzieś bardzo blisko, przez okno wlała się kolejnym rzęsistym strumieniem niesiona wiatrem woda z szalejącej ulewy, mocząc całe łóżko Magdy i dywanik na podłodze. I jeszcze jeden huk grzmotu… jeszcze głośniejszy, przerażający. Z sąsiedniego pokoju dobiegły wystraszone piski, ale zagłuszył je kolejny grzmot i świszczący podmuch wiatru, który tym razem przewrócił i poniósł po podłodze krzesło, to zaś z hukiem zatrzymało się na drzwiach. Przez łomoczące na wietrze okno znów chlusnęły strugi wody.

– Uważajcie, bo tu fanty latają! – zawołała ostrzegawczo Julka. – Żeby komuś coś na głowę nie zleciało!

Lodzia siedziała w milczeniu, skulona pod swoją kołdrą, nie na żarty wystraszona szalejącym żywiołem. Ona również po raz pierwszy w życiu widziała tak gwałtowną burzę i wiatr wiejący z aż taką siłą. Huk grzmotu dudnił raz po raz w uszach i przerażał swym ponurym tonem, a woda nadal wlewała się strumieniami przez okno, mocząc wszystko, co napotkała na swojej drodze. Z sąsiedniego pokoju dobiegł teraz zgłuszony brzęk tłuczonego szkła i kolejne piski zakwaterowanych tam koleżanek.

– Ej, coś tam się stłukło u dziewczyn! – zawołała Magda, przekrzykując kolejny głuchy grzmot i świst wiatru. – Mam nadzieję, że żadna się nie pokaleczy!

– My też uważajmy – ostrzegła Monika, którą słychać było nieco lepiej, jako że grzmot chwilowo ucichł. – Szklanka się stłukła, nie wychodźcie z łóżek na bosaka!

Po około kwadransie, który dłużył im się w nieskończoność, burza nieco się uspokoiła, grzmoty przycichły, a wiatr osłabł na tyle, że udało się zamknąć okno i zapalić światło. Była trzecia nad ranem. Pokój przypominał pobojowisko, łóżko Magdy było całkowicie przemoczone, zaś na podłodze, również pełnej wody, walały się jakieś liście, połamane gałązki, mokre kartki z notatkami Magdy, które sfrunęły ze stołu, i szkło z rozbitej szklanki. Pod drzwiami leżało przewrócone krzesło, a wszystko, co znajdowało się w czasie nawałnicy na podłodze, ucierpiało od wody, w tym niemal wszystkie buty i plecaki.

– Ale jazda! – szepnęła Julka.

– Trzeba to posprzątać – westchnęła Lodzia, wyplątując się z kołdry i schylając się, by wyłowić z wody na podłodze swoje kapcie. – Jacie, wszystko mokre… Uważajcie na to szkło, pełno go wszędzie. Trzeba to zebrać w pierwszej kolejności, tylko ostrożnie!

– Zimno jest jak diabli – zaszczękała zębami Monika. – Czekajcie, ja się muszę najpierw dobrze ubrać, bo zamarznę! Zobaczmy, czy w ogóle zostało coś suchego…

Na szczęście rzeczom schowanym w stojącej pod ścianą szafie nic się nie stało. Dziewczyny założyły cieplejsze ubrania i pod dyktando Lodzi zabrały się metodycznie za sprzątanie pobojowiska. Po kilku minutach rozległo się pukanie do drzwi i zajrzała do nich wychowawczyni.

– Jak tam u was, dziewczyny? – zapytała z niepokojem. – Nikomu nic się nie stało?

– Nie, sorko – odparła uspokajająco Magda. – Tylko moje łóżko całe mokre. Miałyśmy uchylone okno i nie dało się zamknąć, jak się zaczął ten wiatr, więc pływamy w wodzie.

– Jak większość – pokiwała głową nauczycielka. – Wszystkim było duszno i pootwierali okna, u Martynki i Amelki stłukła się szyba balkonowa… Poradzicie sobie same z tym sprzątaniem, dziewczęta?

– Oczywiście – odparła grzecznie zajęta zbieraniem szkła Lodzia. – Damy sobie radę, przydałoby nam się tylko coś do wycierania wody.

– Zaraz zajrzą tu do was panie z obsługi – zapewniła ją wychowawczyni. – Mają przejść po wszystkich pokojach i dostarczyć, co trzeba, ale na razie mają pełne ręce roboty na dole. Pozbierajcie póki co te śmieci i odsłońcie podłogę, żeby zostało już tylko wycieranie wody. Wszyscy niestety mamy ten sam problem…

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7)

Dalsze części:

Rozdział XXII (9)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz