Lodzia Makówkówna – Rozdział XXIII (cz. 2)

Pociąg stanął na peronie, odblokowano drzwi, pasażerowie stłoczyli się przy wejściach do wagonów, wsiadali i szukali swoich miejsc. Pablo postawił walizkę na ziemi i patrzył w oczy swojej towarzyszki, mówiąc coś do niej z tak dobrze znanym Lodzi wyrazem twarzy oznaczającym najwyższą czułość. Mówił coś, potem przez dłuższą chwilę słuchał z uwagą jej słów, wreszcie podniósł rękę, pogładził ją delikatnie po włosach, pochylił się do niej i obejmując ją lekko ramieniem, przylgnął na chwilę ustami do jej skroni. Bledsza od białej ściany, przy której stała, Lodzia czuła, że coś w niej umiera, ginie i usycha bezpowrotnie.

Zapowiedziano przez megafon odjazd pociągu do Warszawy, poproszono pasażerów o niezwłoczne zajmowanie miejsc. I wtedy szybkim, gorączkowym gestem Pablo chwycił swą towarzyszkę w objęcia i wtulił twarz w jej włosy, a ona przylgnęła do niego, zarzucając mu ręce na szyję, oplatając mu ją czule ramionami…

Lodzi znów zakręciło się w głowie, zrobiło jej się słabo. Nie mogła już patrzeć dalej. Jak obłąkana rzuciła się w tył i nie bacząc na to, że zostawia bez opieki oparte o ścianę plecaki, pobiegła przed siebie, w głąb ciemnego korytarza wiodącego na perony pociągów podmiejskich, gdziekolwiek, byle jak najdalej od tego miejsca, byle już tego nie widzieć… Zatrzymała się za załomem korytarza, oparła o brudną ścianę i patrzyła przed siebie tępym, niewidzącym wzrokiem. Nie czuła nic, była jak ogłuszona.

„Więc jednak” – pomyślała półprzytomnie. – „Więc to tak… Boże!”

Myśl ta, nieskładna i bez większej treści, zatłukła się w jej głowie głuchym echem, obiła się o jej świadomość jak zraniony ptak spadający z przestworzy na ziemię, gdzie miał się rozbić i zginąć… To, co właśnie zobaczyła, nie mieściło jej się w głowie, było niemożliwe! To musiała być jakaś okrutna, straszliwa pomyłka! A jednak… widziała to! Widziała na własne oczy! To był przecież on. Jej Pablo… żegnający tak czule na peronie inną kobietę…

Huk ruszającego ze stacji pociągu narósł przez moment, po czym oddalił się stopniowo i zamarł w oddali. Głos w megafonie poinformował o odjeździe pośpiesznego pociągu do Warszawy. Straszliwy bunt szarpnął sercem Lodzi. Nie, to przecież się nie wydarzyło! To jej się tylko przyśniło, to był tylko koszmar, zaraz się obudzi! Ale nie budziła się… Minęły dwie długie, ciężkie minuty, podczas których stopniowo dotarło do niej, że to była prawda. Więc taka była prawda? Lodowy głaz spadł jej na serce i ogarnął je przenikliwym zimnem.

Powoli podniosła głowę i przesunęła drżącą dłonią po pobladłym czole.

„Jula…” – pomyślała jak przez mgłę. – „Jula będzie mnie szukać…”

Z bezkresną pustką w głowie, jak znieczulona, wyszła zza załomu korytarza i chwiejnym krokiem ruszyła w stronę hali. Doszedłszy z powrotem w to samo miejsce, beznamiętnie skonstatowała tylko, że pozostawione tam plecaki stały nadal oparte o ścianę, a Julka jeszcze nie wróciła. Pabla ani śladu, prawdopodobnie poszedł już sobie… tak, jak rozchodzili się też inni ludzie odprowadzający pasażerów pociągu do Warszawy. Tłum na hali przerzedził się, jednak za parę minut miał odjeżdżać inny pociąg dalekobieżny, więc kolejne grupki pasażerów zbierały się na peronie i w okolicy prowadzących nań przeszklonych drzwi.

Lodzia oparła się bezsilnie o ścianę i zapatrzyła się przed siebie nieruchomym wzrokiem. Jej otumaniony dotąd mózg chyba powoli zaczynał pracować, bo spoza piekącego bólu wychynęły pierwsze przytomniejsze skojarzenia. Miała wracać z gór we wtorek… miała tu być dopiero jutro przed południem… on o tym doskonale wiedział…

– No, jestem! – zameldowała się Julka, dobiegając do niej z głębi hali. – Sorry, że tak długo, była okropna kolejka, myślałam, że tam zwariuję… Lodźka, co się stało? – dodała przestraszona, dostrzegłszy wyraz twarzy przyjaciółki. – Wyglądasz, jakbyś upiora zobaczyła!

– Nie, nic – szepnęła Lodzia, czując, że nie da rady o tym rozmawiać z nikim, a na pewno nie w tej chwili. – Tylko jakoś mnie głowa strasznie rozbolała…

– Przemęczyłaś się – westchnęła Julka. – I jeszcze naschylałaś się i namordowałaś nad tym moim plecakiem…o, widzę, że go naprawiłaś, dzięki! Ależ ty wyglądasz, jesteś strasznie blada! Słuchaj, bierzemy tę taryfę i już, mnie też się odechciało nawet myśleć o autobusie. To jak? Mam dzwonić, zamawiać?

– Tak, dzięki – wyszeptała głucho Lodzia. – Dzwoń, Jula, i jedźmy najpierw do mnie, ja się muszę jak najszybciej położyć…

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XXIII (1)

Dalsze części:

Rozdział XXIII (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz