Lodzia Makówkówna – Rozdział XXIV (cz. 2)

Zadzwonił telefon. Tym razem to był Karol.

– Wszystkiego „naj” z okazji urodzin, Lodziu – powiedział wesoło. – Wiem, że widzimy się za parę godzin i uściskamy się na żywo, ale obawiam się, że wieczorem możemy nie mieć okazji, żeby pogadać na spokojnie. Dlatego dzwonię teraz, żeby zamienić z tobą parę słów na nasze prywatne tematy. Słyszałaś już pewnie, jaka była u mnie awantura? Nasze mamy między sobą kablowały, więc domyślam się, że już wiesz co nieco.

– A skąd, nic nie wiem, nie słyszałam na ten temat ani słówka – zdziwiła się Lodzia. – Wprawdzie po ich minach wnioskuję, że jesteś już definitywnie spisany na straty, od mojego powrotu z gór nie wymówiły przy mnie ani razu twojego imienia… ale nie znam żadnych szczegółów. Czyżbyś przyznał się przed Trybunałem Stanu do swojej ciężkiej zbrodni? – zażartowała.

– Przyznałem się – potwierdził swobodnie. – I powiem ci, że wreszcie oddycham… Oczywiście była awantura, nasłuchałem się z początku niezłego gderania, bo mojej mamie było głupio przed twoją, zresztą chyba to w tym wszystkim było dla niej najważniejsze. Ale wytrzymałem i teraz już burza powoli się uspokaja. Tata uśmiał się w kułak, chociaż oficjalnie udaje dla świętego spokoju, że on też jest zbulwersowany moją niesubordynacją… Nie masz pojęcia, jak one we cztery uparły się na to nasze małżeństwo! Traktowały to naprawdę serio, jak raz wbiły sobie rzecz do głowy, trudno im to było z niej wybić. Ale i tak już najgorsze za nami, zwłaszcza za mną. Mam nadzieję, że i ty dzięki temu będziesz teraz miała łatwiej.

– Przedstawiłeś już rodzicom Agatę?

– Jeszcze nie. Ale przyjdzie czas i na to. Mama przecież długo nie wytrzyma, będzie chciała ją zobaczyć, żeby sprawdzić, czy odpowiada jej oczekiwaniom – w jego głosie zabrzmiała lekka kpina.

– I nie zawiedzie się – uśmiechnęła się Lodzia. – Agata to taka miła i śliczna dziewczyna, że nie da się jej nie lubić. Twoja mama powinna być w pełni zadowolona.

– Powiem ci, że nie przejmuję się już tym zupełnie – odparł spokojnie Karol. – Chyba przekroczyłem jakąś granicę tolerancji. Nigdy więcej nie dam się tak łamać.

– Fakt, zmieniłeś się od listopada – zauważyła Lodzia. – Jesteś dużo bardziej stanowczy i pewny siebie.

– Owszem – przyznał z satysfakcją. – Sam czuję, że nabrałem charakteru. Zresztą ty mi w tym bardzo pomogłaś… a ostatnio i Pablo.

– Pablo? – szepnęła ze ściśniętym gardłem.

– Tak, sporo z nim ostatnio gadałem. Dużo rzeczy mi uświadomił, właściwie to obaj doszliśmy wspólnie do paru ważnych wniosków. Bardzo go zresztą polubiłem… To jest twardy facet, przyznaję, że od strony charakteru może imponować. Ma co prawda taką jedną wielką słabość – zaśmiał się znacząco – ale to wybaczalne nawet u komandosów!

– Na którą wybieracie się do Anabelli? – zmieniła temat Lodzia, czując, że robi jej się zimno wokół serca.

– Będziemy koło osiemnastej trzydzieści – odparł rzeczowo Karol. – Pablo zapraszał od osiemnastej, ale chyba nie wyrobimy się na sam początek imprezy. W każdym razie nawet jakbyśmy się spóźnili, to będziemy na pewno. Ale powiedz mi, Lodziu, wracając do tamtego tematu… one już ci powiedziały, że zaręczyn dwudziestego ósmego nie będzie? Czy nadal to przed tobą ukrywają? – w jego głosie zabrzmiało rozbawienie.

– Ukrywają! – uśmiechnęła się lekko Lodzia. – Mam wrażenie, że nie mają odwagi ze mną o tym mówić, a poza tym są pewne, że ja już sama to wiem. I tak tkwimy sobie w niedomówieniu już kolejny dzień… Ale to się na pewno niebawem jakoś rozwiąże. Tak czy owak nie martw się o mnie, radzę sobie z nimi prawie tak dobrze jak ty z twoją mamą – zażartowała.

Karol parsknął śmiechem.

– W każdym razie gdyby były u ciebie jakieś oryginalne jaja z tego powodu, to nie zapomnij mi o nich opowiedzieć – zastrzegł wesoło. – To mnie już nawet zaczyna pasjonować!

– Jasne, Karol – skinęła głową. – Będziemy w stałym kontakcie.

– No to cóż, do wieczora, Lodziu!

– Cześć, do zobaczenia.

Rozłączyła się i z westchnieniem odłożyła telefon na biurko.

„Pablo ma jedną wielką słabość wybaczalną nawet u komandosów” – powtórzyła w myślach słowa Karola. – „Dobrze powiedziane. Komandosowi nie wypada być tchórzem, ale kobieciarzem to już jak najbardziej… Widzę, że Karol zupełnie przeszedł na jego stronę, nie widzi w tym nawet nic złego. No, ale co go to właściwie obchodzi? Męska solidarność. To tylko ja się przejmuję…”

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIV (1)

Dalsze części:

Rozdział XXIV (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)


Dodaj komentarz