Lodzia Makówkówna – Rozdział XXIV (cz. 4)

Zapłaciła za kurs i zgarnąwszy szybko w dłoń gęste fałdy sukienki, wyskoczyła z taksówki, zatrzaskując za sobą drzwi. Samochód odjechał, ona zaś zatrzymała się jeszcze na chwilę na chodniku, by schować trzymany w ręce portfel i zamknąć torebkę. Schylona nad zapięciem swej czarnej kopertówki nie zauważyła, że na jej widok od muru pod bramą kamienicy przy Zamkowej sześć oderwała się natychmiast jakaś postać i powoli, krok po kroku zmierzała w jej stronę. Uporawszy się z torebką, wyprostowała się, podniosła głowę… i zobaczyła przed sobą Pabla. Spodziewając się spotkać go dopiero na dole w Anabelli, skamieniała na jego widok jak marmurowy posąg, a serce zabiło jej aż do utraty tchu.

Od bramy do miejsca, gdzie wysiadła z taksówki, miał do pokonania tylko kilkanaście kroków, dlatego gdy go dostrzegła, był już o dwa metry od niej. Szedł bardzo powoli, a gdy podniosła na niego oczy, zatrzymał się. Stanęli nieruchomo naprzeciw siebie. Przestrzeń wszechświata zredukowała się nagle do owych dzielących ich dwóch metrów chodnika, a czas zatrzymał się i przestał istnieć. Cóż mogło mieć znaczenie, gdy przed nią stał on? Ten ukochany, najdroższy, jedyny… nadal jedyny bez względu na wszystko!

Był ubrany w granatowe, dżinsowe spodnie i śnieżnobiałą, płócienną koszulę wypuszczoną luźno na wierzch. Koszula miała krój stylizowany na wojskowy mundur z pagonami, które podkreślały idealną linię jego ramion, i z racji swej bieli lekko fosforyzowała w zapadającym mroku, kontrastując z jego śniadą cerą i lśniącymi, ciemnymi oczami. Lodzia patrzyła na niego jak zaczarowana.

„Mój ideał męskości” – przebiegła jej przez głowę smutna myśl. – „Dokładnie tak powinien wyglądać mój Rycerz. Mężczyzna moich marzeń…”

Stali naprzeciw siebie w magicznej atmosferze zapadającego zmierzchu… jak wtedy, w listopadzie, gdy on wszedł nieproszony do przedpokoju i stanął przed nią nieruchomo, nie reagując na jej rozpaczliwe próby pozbycia się go z domu, a ona gorączkowo zastanawiała się, co ma z nim dalej zrobić. Była dziś ubrana i uczesana tak samo, choć od tamtej pory tak wiele się zmieniło, choć była już przecież kimś zupełnie innym. On również nie był już tamtym bandziorem z zakrwawioną twarzą… nie był też jego skrajnie różnym alter ego czyli adwokatem w eleganckim garniturze. Był dziś po prostu Pablem. Jej Pablem… wcieleniem jej cichych pragnień, ucieleśnieniem fizycznego prototypu męskości spotęgowanej mocą zmysłowego czaru, który tylko on posiadał i który działał na nią od pierwszego dnia.

Pablo, który czekał niecierpliwie w cieniu kamienicy, na widok wysiadającej z taksówki Lodzi natychmiast ruszył w jej stronę. Jednak gdy tylko ogarnął wzrokiem jej sylwetkę ubraną w znajomą, turkusową suknię, zadrżał jak rażony piorunem i zwolnił kroku. Podchodząc powolutku, jakby bał się spłoszyć ulotne zjawisko, wpatrywał się w milczeniu w stojącą przed nim dziewczynę, która w półmroku wyglądała jak nieziemsko piękna, zwodnicza zjawa… Gdy tylko spojrzała na niego i zauważyła go, zatrzymał się i znieruchomiał. Blask, który dostrzegła w jego oczach, łączył w sobie dwie skrajności – owo jasne, czyste światło, które widziała u niego już kilka razy, oraz dobrze jej znany, namiętny ogień, zza którego błyskały ślepia szykującego się do skoku lamparta.

„Cholerny samiec” – pomyślała, drżąc cała pod tym płomiennym wzrokiem. – „Jakie on ma te oczy… Nie ma szans, ja się od nich nigdy, przenigdy nie uwolnię!”

Od chwili, gdy zauważyła go, a on zatrzymał się na środku chodnika, minęło zaledwie kilka sekund. Wydawało jej się jednak, że mijają miliardy lat… Stał w takiej odległości, że mogła widzieć go dokładnie i całego, ani za blisko, ani za daleko. Pochłaniała wzrokiem jego sylwetkę i jego twarz, ucząc się ich na pamięć, tak, by móc potem w dowolnej chwili przywołać do siebie ten obraz w każdym jego najdrobniejszym szczególe. Chciała na zawsze zapamiętać go właśnie takiego, jakim teraz przed nią stanął – w fosforyzującej w półmroku białej koszuli z pagonami i z pełnym ognia spojrzeniem ciemnych oczu. Jakże silny był ten magnes, który ciągnął ją do niego! Jakim cudem miała przewalczyć jego wpływ, jak miała uwolnić się spod jego mocy?

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIV (1) (2) (3)

Dalsze części:

Rozdział XXIV (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz