Lodzia Makówkówna – Rozdział XXIV (cz. 8)

– Okej, to ja będę pierwszy! – zadecydował autorytarnie Majk. – A wy tam ustawiajcie się za mną w kolejce do królowej balu… i w ogóle dajcie nam tu jakieś krzesło, żeby miała gdzie odkładać te kwiatki!

Przepchnął się do przodu, wręczył zdumionej dziewczynie pachnący bukiet kolorowych frezji, a następnie schylił się, by ucałować jej dłoń.

– Spełnienia marzeń, księżniczko! – powiedział wesoło, po czym zniżając głos, dodał z powagą: – Szałowo dzisiaj wyglądasz, Lodziu, znowu rozwalasz system! Powiem ci, że za każdym razem, kiedy cię widzę, czymś mnie zaskakujesz, a zapewniam cię, że to się rzadko komu zdarza… Wiedziałem, że mój kumpel zna się na kobietach – mrugnął do niej – ale teraz jako koneser muszę przyznać, że ma naprawdę wyjątkowe oko!

Lodzia uśmiechnęła się lekko.

– Dzięki, Majk – odparła swobodnie. – Komplement konesera to jak dwa komplementy. A co dopiero kiedy dwóch wybitnych i doświadczonych koneserów wyda zgodną opinię… Zaczynam się czuć doprawdy jak towar pierwszej kategorii. Przynajmniej do czasu ponownej opinii i ewentualnej przeceny.

– Ach, ty gwiazdeczko! – zaśmiał się Majk, patrząc na nią z rozbawieniem. – Cięta jesteś jak żyleta! Ciebie przecena nie dotyczy, ale i tak punkt dla ciebie!

Uścisnąwszy jej jeszcze lekko rękę, podszedł do stojącego dwa kroki dalej Pabla, który rozmawiał teraz z Kajtkiem i Maćkiem.

– Chodź no tu, frajerze! – zawołał do niego. – Stawaj koło gwiazdeczki, tobie też będziemy składać życzenia. Tylko nie chlap za głośno na całą knajpę, ile lat kończysz, bo zdemaskujesz i mnie przed tą studenterią! Czekaj, ja ci od razu te życzenia złożę, a co!

Po czym ściszył głos i przez dłuższą chwilę mówił coś do niego konspiracyjnie, zerkając dyskretnie na Lodzię. Pablo słuchał z uśmiechem.

Natomiast do Lodzi podchodziły już z życzeniami i kwiatami kolejne osoby. Justyna i Wojtek z naręczem różowych gerber… Anita z towarzyszem, którego przy okazji wręczania bukietu storczyków przedstawiła Lodzi jako swojego męża Andrzeja… Koledzy z kancelarii z żonami, Kajtek i Dominika, Maciek i Asia… wszyscy wyposażeni w wielkie bukiety różnobarwnych kwiatów. Na końcu podszedł do niej Karol z Agatą, a wraz z nimi Julka z Szymonem, którzy otoczyli ją we czwórkę i również wręczyli jej swoje wiązanki.

– Czy wyście dzisiaj wszyscy poszaleli? – pokręciła głową Lodzia, patrząc na wielką stertę kwiatów piętrzącą się na krześle, na które je odkładała. – Co wam tak poodbijało z tymi kwiatkami? I dlaczego dajecie je tylko mnie? Przecież to impreza Pabla!

– Taka była wytyczna – wyjaśnił jej Karol. – Pablo zabronił komukolwiek kupować mu prezentów urodzinowych, a za to kazał przynieść w dużej ilości kwiaty dla królowej balu.

– I sprecyzował, że pod żadnym pozorem mamy nie przynosić róż – dodała znacząco Julka, całując Lodzię w oba policzki. – Jak widzisz, wszyscy wywiązali się z zadania wzorowo.

– Pablo to wymyślił? – szepnęła Lodzia.

– A co, nie rozpoznajesz w tym jego ręki? – zaśmiała się Julka. – Jak ktoś nie ma w kwiatkach umiaru, to przecież zawsze to jest on, a kwiatki są dla ciebie, nie? Ale powiem ci, Lodźka, że odlotowo wyglądasz – dodała ciszej. – Wymiatasz na całego. Czy to nie jest przypadkiem ta twoja słynna suknia balowa z podwieczorku zapoznawczego?

– Właśnie ta – uśmiechnęła się Lodzia. – Dotąd jeszcze nigdy nie odważyłam się wyjść w czymś takim z domu, ale dzisiaj wyjątkowo miałam ochotę zrobić sobie jaja.

– No i zrobiłaś! – przyznała Julka. – Akurat wstrzeliłaś się idealnie w konwencję królowej balu, wyglądasz zabójczo! A Pablo dosłownie pęka z dumy, aż mi się śmiać chciało, jak zobaczyłam jego minę, kiedy cię tu przyprowadził. Ale czekajcie! – ocknęła się. – Przecież jemu też trzeba złożyć życzenia!

Wszyscy czworo podeszli zatem do otoczonego wianuszkiem kumpli Pabla. Lodzia, która niespodziewanie została teraz na chwilę sama, schyliła się do swoich leżących na krześle kwiatów i w zamyśleniu popatrzyła na ich różnorodne, kolorowe kształty.

„To wszystko dla mnie” – pomyślała ze smutkiem. – „I znów wszyscy kojarzą nas ze sobą, pomimo tego, co powiedziałam wtedy Justynie. Znowu zablefował i nagadał im nie wiadomo czego. Chociaż z drugiej strony… przecież sama pozwoliłam mu być uzurpatorem…”

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7)

Dalsze części:

Rozdział XXIV (9) (10)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz