Lodzia Makówkówna – Rozdział XXIV (cz. 9)

Ocknęła się, gdyż znowu podszedł do niej Majk.

– Lodziu, zaraz przyślę ci jakieś wazony na te kwiatki i moje dziewczyny pomogą je ustawić. Tak naprawdę to nie są prawdziwe wazony, Pablo wynajął u mnie na ten cel dzbanki na wodę do picia! – zaśmiał się. – Już ja go podliczę za to odpowiednio… Będzie bulił podwójną stawkę za nietypowe wykorzystanie infrastruktury!

Lodzia uśmiechnęła się mimowolnie, przypominając sobie mityczną szklankę od piwa, w którą zaledwie kilka tygodni temu kazała Pablowi wstawić tulipana.

– Dziękuję, to miło z waszej strony – powiedziała do Majka. – Ale wiesz co? Chyba będę musiała potem zostawić te kwiaty u ciebie… Nie zabiorę przecież tego wszystkiego do domu.

– Jasna sprawa – skinął głową. – Ty tu rządzisz, Lodziu. To ma być przede wszystkim dekoracja na dzisiejszy wieczór, tak nakazał inwestor. A potem, jeśli nie chcesz tych kwiatków, to mogą dalej sobie stać gdzieś tu, przy barze, nam to nie przeszkadza. Poczekaj… muszę teraz policzyć, ile trzeba będzie tych dzbanków – dodał, mierząc uważnym wzrokiem leżące na krześle kwiaty. – Hmm, chyba z pięć minimum, zaraz powiem dziewczynom, żeby przyniosły…

Tymczasem Pablo przeprosił towarzystwo, z którym rozmawiał, i również podszedł do nich.

– Za pół godzinki ruszamy z muzyką – mówił dalej Majk. – Antek już działa, więc jeśli masz jakieś życzenia muzyczne, Lodziu, to mów śmiało, puścimy, co tylko zechcesz… O, jesteś, frajerze! – dodał na widok Pabla. – Słuchaj, zostawiam ci gwiazdeczkę, idźcie zebrać towarzycho i siadajcie już wszyscy do stołu, ja lecę przysłać jej tylko te dzbanki.

Po czym klepnąwszy lekko kumpla po ramieniu, szybkim krokiem udał się w kierunku wejścia na zaplecze. Lodzia podniosła oczy na Pabla.

– Zwariowałeś kompletnie z tymi kwiatami, bandziorku – pokręciła głową. – A z tą królową balu to już w ogóle przegiąłeś! Nie mam na ciebie słów, myślałam, że to był tylko taki żart… a ty jak zwykle nakombinowałeś i nic mi nie powiedziałeś!

– Przecież dobrze wiesz, kociaku, że uwielbiam kombinować za twoimi plecami – odparł wesołym tonem Pablo. – Nie zdążyłaś jeszcze zauważyć, że to jedna z moich specjalności?

Lodzia nie dała po sobie poznać, jak bardzo zmroziły ją te dwuznacznie brzmiące słowa. Uśmiechnęła się leciutko.

– Owszem – odparła z dyskretną kpiną w głosie. – W tym rzeczywiście jesteś wybitnym specjalistą, a do tego masz całkiem nieźle dopracowaną strategię kamuflażu. Co prawda zawsze może się zdarzyć drobna wpadka… ale to się przecież nie liczy, bo wyjątki tylko potwierdzają regułę.

Kpina ta, inna niż zwykle, bo sprawiająca jej głęboki ból, zabarwiła jej głos tylko o ćwierć tonu, jednak Pablo musiał jakimś instynktem wyczuć jej ciężar gatunkowy, gdyż natychmiast zerknął na nią bacznie, a w jego inteligentnych oczach pojawił się wyraz najwyższego skupienia.

„Kombinuje, jak tu mnie podejść, żeby wybadać, czy przypadkiem czegoś nie wiem o jego występkach” – pomyślała z ponurym rozbawieniem. – „No, próbuj, cwaniaku, pobawimy się w kotka i myszkę!”

On jednak nie ciągnął tematu, przyglądał jej się tylko jeszcze uważniej.

– W każdym razie dziękuję ci za to królewskie przyjęcie, Pablo – powiedziała po chwili, kładąc mu dłoń na ramieniu. – Już dawno mówiłam ci, że nie powinieneś robić takich rzeczy. Zrujnujesz się, bandziorku… Majk mówi, że za same dzbanki zedrze z ciebie podwójną stawkę!

Pablo uśmiechnął się, sięgnął po jej dłoń, zdjął ją sobie z ramienia i podniósł do ust.

– Jakoś to uniosę, kochanie – zapewnił ją łagodnie. – Najwyżej wezmę jakiś kredyt na te dzbanki, ewentualnie odpracuję dług w kamieniołomach…

– Dobra, stary, dawajcie te kwiatki! – przerwał mu Majk, podchodząc do nich wraz z dwiema kelnerkami.

Jedną z nich była znajoma Basia, wszyscy troje nieśli ze sobą po dwa dzbanki z wodą. Lodzia podeszła do krzesła z kwiatami, aby pomóc w ich podawaniu, a kelnerki układały bukiety w dzbankach i pod dyktando Majka ustawiały je na stole wokół miejsca przewidzianego dla królowej balu.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8)

Dalsze części:

Rozdział XXIV (10)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz