Lodzia Makówkówna – Rozdział XXV (cz. 7)

– Baczność, kochani! – zarządził Majk w czasie przerwy w muzyce, dając ręką znak dwóm kelnerkom, które czekały w gotowości przy barze. – Proszę o uwagę, wjeżdżamy z tortem!

Wielki, prostokątny tort ozdobiony imponującą ilością płonących świeczek ułożonych w dwa nierówne rzędy wjechał na stół wśród śmiechów i oklasków gości. Lodzia spojrzała zdziwiona i uśmiechnęła się ze wzruszeniem na widok lekkiego dzieła sztuki ciastkarskiej na bazie bitej śmietany przybranego niewiarygodną ilością poziomek. Podniosła oczy na Pabla, który z uśmiechem naszkicował przed nią szarmancki ukłon.

– Poziomki! – zawołała zdumiona Dominika. – I to świeże! W kwietniu! Skąd je macie?

– Pytaj Majka, to on załatwiał – odparł Pablo. – Ja tylko składałem zamówienie.

– Ale skąd taki pomysł, że akurat poziomki? – dziwiła się Anita.

– To ulubione owoce gwiazdeczki – poinformował ją wesoło Majk. – Ona zawsze wymyśli coś karkołomnego, a ty się weź, człowieku, gimnastykuj!

– I słusznie! – roześmiała się Justyna, mrugając do Lodzi. – Królowa balu musi przecież być kapryśna! Tak trzymać, Lodziu, trzeba wysoko stawiać poprzeczkę tym łobuzom!

– Ale ja wcale nie zamawiałam tortu z poziomkami – zaprotestowała zawstydzona Lodzia, patrząc z wyrzutem na Pabla. – To bandziorek znowu nawymyślał…

Wszyscy roześmiali się, patrząc z sympatią na dziewczynę, która aż zarumieniła się na sugestię, jakoby tort z trudno dostępnymi poziomkami był jej kaprysem. Pablo postąpił krok w jej stronę, objął ją ramieniem i przytulił do siebie z uśmiechem.

– Tak jest – powiedział do Justyny. – Królowa balu nie kaprysiła. To ja wydziwiałem.

– O, to prawda! – przyznał Majk. – W wydziwianiu to ty nie masz sobie równych!

– Ja też wiem coś o tym – pokiwał głową Maciek. – Ale tort naprawdę pierwsza klasa, szacun, Majk. Ciekawe, czy taki smaczny, na jaki wygląda…

– Te świeczki to wasze lata? – zainteresowała się Dominika. – Dłuższy rządek to oczywiście Pablo! Ty staruchu jeden… Czekaj, to ile wam wychodzi razem?

– Pięćdziesiąt jeden – odparł rzeczowo Pablo, wciąż tuląc do siebie mieniącą się na twarzy Lodzię. – Pół wieku za nami, tyle że nie mamy szans na okrągłą sumę, bo różnica jest nieparzysta.

– To kiedy w takim razie dobijecie do stówki? – zastanowił się Kajtek i towarzystwo zajęło się odnośnymi obliczeniami matematycznymi.

– Za dwadzieścia pięć lat – skonkludowała po namyśle Asia. – Wyjdzie im wtedy sto jeden.

– Hej, Pablo, ale dmuchajcie już te świeczki! – przerwał karcącym tonem Majk. – Przecież zaraz się wypalą i tort się rozpuści!

– Właśnie, pomyślcie życzenie i zdmuchujcie! – podchwyciła Justyna, pociągając Lodzię za rękę. – Puszczaj ją, Pablo, musicie stanąć z dwóch stron!

Stanęli naprzeciw siebie po dwóch stronach tortu i popatrzyli po sobie. Płomyki świeczek odbijały się w ciemnych oczach Pabla i dodawały im jeszcze więcej blasku…

„Mój dżinnie” – pomyślała ze smutkiem Lodzia. – „Mam tylko jedno życzenie, ale ty niestety nie możesz go spełnić… Chciałabym, żebyś był moim prawdziwym Rycerzem. Przez chwilę wierzyłam, że nim będziesz… Jaka szkoda, że to było tylko złudzenie!”

Oboje równocześnie schylili się nad tortem i zdmuchnęli świeczki, z których przy wtórze oklasków i śpiewu Sto lat poleciał szary dymek. Śpiew zwrócił uwagę połowy sali, część osób gaszących pragnienie po tańcu przy innych stolikach również zabiła brawo i pozdrowiła świętujących machaniem rękami.

– Okej, zabieramy się za konsumpcję! – zarządził Majk, podając Pablowi długi nóż. – Trzymaj to, mistrzu, jako gospodarz imprezy będziesz teraz osobiście kroił i nakładał gościom ciasto!

Pablo westchnął, niezbyt przekonany do tego zadania, jednak wziął z jego ręki nóż, przyłożył go precyzyjnie do brzegu tortu, zagłębił w ciasto i ostrożnie odkroił pierwszy kawałek. Obserwująca go uważnie Lodzia uśmiechnęła się z uznaniem.

– Dobra, teraz bierz łopatkę i nakładaj na talerz – instruował go Majk, podając mu łopatkę do ciasta i pierwszy talerzyk. – Tylko rusz się trochę, bo do północy ci zejdzie! – zakpił.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6)

Dalsze części:

Rozdział XXV (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)


Dodaj komentarz