Lodzia Makówkówna – Rozdział XXVI (cz. 2)

Wielka Triada od rana obradowała na przemian w salonie i w kuchni, przepełniona współczuciem dla córy rodu Makówków, która rano słabiutkim lecz stanowczym głosem odmówiła zejścia na śniadanie, zgadzając się tylko na dostarczenie jej do pokoju dzbanka kakao. Wydelegowana w tym celu na górę Ciotka Lucy wróciła szczerze przerażona wyglądem dziewczyny. Kiedy przed obiadem Lodzia zeszła ostrożnie na dół, by odnieść wypite zaledwie do połowy dzbanka kakao, z kuchni dobiegł do jej uszu głos Babci.

– A może by zapytać w aptece, Zosiu, jakieś środki uspokajające jej kupić?

– Można by… tylko czy będzie chciała cokolwiek wziąć? – odparła bez przekonania Mamusia. – Siłą nic jej przecież nie wepchniemy, to nie o to chodzi. Jeszcze znowu nam się rozchoruje…

– Biedne dzieciątko! – westchnęła Ciotka Lucy. – I za co to musi tak cierpieć?

„Za głupotę” – odpowiedziała jej w myślach Lodzia, zatrzymując się pod drzwiami i patrząc ponuro w trzymany w ręku dzbanek. – „Za to, że nie umiałam wcześniej się wycofać. Przecież z góry wiedziałam, że to się źle skończy! Po co się w to pakowałam, po co to ciągnęłam bez sensu? Chyba tylko po to, żeby dzisiaj mocniej cierpieć…”

Westchnęła i nadawszy swej twarzy względnie neutralną minę, odważnie weszła do kuchni. Wielka Triada, zajęta przy stole obieraniem ziemniaków i ogórków, podniosła na nią potrójne spojrzenie wypełnione po brzegi niepokojem. Ciotka Lucy poderwała się szybko z krzesła i podbiegła do niej, by przejąć z jej rąk dzbanek z kakao.

– Chodź, Lodzieńko, chodź, dziecino – powiedziała serdecznie, pociągając ją do stołu i sadzając na wolnym krześle. – Siadaj, może byś coś zjadła? Przecież ty nic od rana… mój Boże, nawet kakao całego nie wypiłaś! I taka jesteś bledziutka!

– Lodziu, napijesz się herbatki? – zapytała z troską Babcia. – Może z sokiem malinowym?

Lodzia pokręciła głową, patrząc w zamyśleniu na migający w rękach Babci nożyk do warzyw, którym ta obierała ziemniaka na obiad.

– Lodziu, a może trochę rosołku byś zjadła? – zaproponowała Mamusia. – Dopiero obieramy ziemniaki na drugie, czekamy z obiadem na Mareczka, ale zupa już jest.

– Dobrze, zjem trochę – zgodziła się z rezygnacją.

Wielka Triada odetchnęła z ulgą. Kiedy Babcia wstała od stołu, by nalać jej zupy, Lodzia sięgnęła po porzucony przez nią nóż i zabrała się za obieranie kolejnego ziemniaka.

– Pomogę trochę – szepnęła.

– Zostaw, Lodzieńko – odparła życzliwie Ciotka. – Nie męcz się, dziecinko, my już tu wszystko zrobimy.

– Pomogę – uparła się Lodzia. – Nie mam nic do roboty, a do nauki też jakoś nie mam głowy. Obiorę wam chociaż parę ziemniaków…

Wielka Triada wymieniła znaczące spojrzenia. Na krótką chwilę zapadła cisza. Wreszcie Mamusia odchrząknęła oficjalnie i zwróciła się do pochylonej nad ziemniakiem córki.

– Lodziu – powiedziała uroczyście. – To bardzo dobrze, że przyszłaś teraz, kiedy jeszcze nie ma Mareczka. Chcemy z tobą poważnie porozmawiać, a to nie jest rozmowa dla męskich uszu.

Lodzia rzuciła na nią melancholijne spojrzenie i znów schyliła się nad ziemniakiem.

– A, nie, nie! – podchwyciła żywo Babcia, nalewając jej rosołu na talerz. – Żadnych mężczyzn! Musimy z tobą porozmawiać jak kobiety z kobietą.

– Tylko może niech najpierw zje ten rosół, co, Zosiu? – zaniepokoiła się Ciotka Lucy. – Jeszcze dziecina za bardzo się wzruszy i potem znowu nic nie zje…

– Zjem, ciociu – zapewniła ją łagodnie Lodzia. – Możecie mówić, a ja będę jadła, tylko najpierw dokończę to obieranie.

Wiedziała, o czym chcą z nią rozmawiać, i uznała, że sprawę Karola też trzeba wreszcie zakończyć i wyczyścić. Będzie mieć przynajmniej święty spokój…

– Na pewno domyślasz się, o czym chcemy z tobą mówić, Lodziu – zaczęła ostrożnie Mamusia. – To trudny temat, ale trzeba jasno postawić sprawę. Chodzi o twoje… zaręczyny.

Ostatnie słowo wymówiła z wyraźną obawą w głosie. Jednak ku zdziwieniu Wielkiej Triady Lodzia nie zareagowała na nie żadnym spektakularnym wybuchem rozpaczy, lecz nadal uważnie i równo obierała ziemniaka. Mamusia przyglądała jej się nieufnie, zapewne przekonana, że wybuch i tak jest nieunikniony, a powstrzymywane teraz siłą emocje za chwilę mogą eksplodować w jakiś jeszcze gorszy, niekontrolowany sposób.

– Zosiu, lepiej, żeby ona tego noża w ręku nie miała – szepnęła Ciotka, najwyraźniej podzielając te obawy. – Nie wiadomo, co dziecku może strzelić do głowy w takiej rozpaczy…

„Aha, na pewno pochlastam się przez Karola” – pomyślała z niesmakiem Lodzia, zrezygnowanym gestem odkładając na bok nóż i obranego ziemniaka. – „Pojęcia nie macie…”

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XXVI (1)

Dalsze części:

Rozdział XXVI (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz