Lodzia Makówkówna – Rozdział XXVI (cz. 3)

Babcia ostrożnie postawiła przed nią talerz z dymiącym rosołem.

– Jedz, dziecino, jedz – powiedziała ciepło, gładząc ją po włosach. – Rosołek zawsze dobrze robi. Możesz nawet chlapać po obrusie, bylebyś coś zjadła.

Lodzia uśmiechnęła się lekko na tę niecodzienną łaskawość i wzięła do ręki łyżkę. Przed oczami natychmiast stanęła jej scena ze szpitala, kiedy we dwoje z Pablem jedli taki sam rosół z jednego talerza, rozmawiając cichutko, by nie budzić pani Stefanii. Widziała tak wyraźnie jego twarz, rozjaśnione uśmiechem oczy, a w ich kącikach drobne zmarszczki, które zawsze napełniały jej serce czułością i na które tak lubiła patrzeć. Przez głowę przebiegło jej mimowolne pytanie, czy on dzisiaj zje cokolwiek porządnego, pewnie znowu ograniczy się aż do wieczora do jakiegoś śmiecia z automatu…

„Ale to już nie jest moja sprawa” – pomyślała ze smutkiem, łykając mechanicznie kolejne łyżki rosołu. – „Może sobie robić ze sobą, co chce… niszczyć sobie zdrowie…”

– Rozumiesz chyba, Lodziu, że tych zaręczyn nie będzie – ciągnęła tymczasem Mamusia. – Dwudziestego ósmego urządzimy tylko twoje spóźnione urodziny. To będzie małe przyjęcie w rodzinnym gronie. Chyba że Julcię chcesz zaprosić, to możesz oczywiście. Ale zaręczyny musimy niestety odwołać… sama wiesz, dlaczego.

– Wiem – odparła spokojnie Lodzia, podnosząc głowę znad talerza. – I bardzo mnie to cieszy.

Wielka Triada spojrzała na nią najpierw z zaskoczeniem, ale chwilę potem ze zrozumieniem i rodzajem podziwu. Jasnym było, że dziewczyna od wielu dni walczyła ze sobą, ale walka ta, jak widać, zaczęła już przynosić pozytywne skutki, a duma i honor brały wreszcie górę nad jej nieszczęśliwą namiętnością.

– Poradzisz sobie z tym, Lodzieńko – zapewniła ją szybko Ciotka Lucy. – Jesteś mądrą dziewczynką i chyba sama widzisz, że on nie był ciebie wart.

– W żadnym wypadku – dodała Babcia, przyglądając się z satysfakcją znikającemu powoli rosołowi. – I nawet dobrze, że tak się stało, nie będzie niepotrzebnych kłopotów.

– Powiedzmy to wprost i na głos – zadecydowała oficjalnie Mamusia. – Wiemy, Lodziu, że przeżyłaś straszne rozczarowanie. Karol złamał ci serce, bardzo cię oszukał…

– Zdradził – podpowiedziała życzliwie Ciotka Lucy.

– Tak, Lucy, wiem – fuknęła Mamusia. – Nie chciałam być brutalna. Ale rzeczywiście taka jest prawda. Karol zdradził cię, wybrał kogoś innego…

– Typowy samiec! – prychnęła z pogardą Babcia. – Tacy oni są, Lodziu, teraz to widzisz na własne oczy. O jednym tylko myślą! Z kwiatka na kwiatek, popróbować różnych miodów… I ten Karol dokładnie taki sam! A taki się wydawał odpowiedni, wręcz idealny… Zresztą co ja będę ci tłumaczyć, sama wiesz najlepiej.

– Widzisz teraz, dziecko, jak wygląda życie, jak trzeba być ostrożnym – ciągnęła pouczającym tonem Mamusia. – Rzadko zdarza się mężczyzna, któremu można naprawdę zaufać.

– Poza tym oni bardzo dobrze się kamuflują! – ciągnęła z zimną pasją Babcia. – Udają takich zakochanych, a dopiero potem okazuje się, o co im tak naprawdę chodziło! Mam nadzieję, Lodziu, że nie zrobiłaś nic… niestosownego?

– Nie, babciu – odparła zmęczonym głosem Lodzia. – Byłam bardzo ostrożna.

– I dobrze, dziecinko, i bardzo dobrze! – pochwaliła ją Babcia. – Najważniejsze to mieć szacunek do siebie, teraz te dziewczyny coraz rzadziej go mają. Ty to co innego, dziecko z porządnego domu, wychowane jak należy, mądre… Ciebie byle drań nie wyprowadzi w pole, chociaż co się przy tym nacierpisz, to twoje.

– To prawda, babciu – szepnęła smutno Lodzia.

Ciotka Lucy podeszła do niej i pogłaskała ją po włosach.

– Biedne dzieciątko – powiedziała ze współczuciem. – Ale sama rozumiesz, Lodzieńko, że lepiej trochę pocierpieć, niż dać się zwieść i oszukać. Chociaż Karol i tak postawił sprawę jasno…

– Tak – pokiwała głową Mamusia. – To jedno trzeba mu przyznać. Nie gra przynajmniej na dwa fronty, bo przecież mógłby lepiej się ukrywać, zaręczyć się z naszą Lodzią, a nawet, nie daj Boże, ożenić się z nią, do września przecież niedaleko… I przez cały czas oszukiwałby ją na boku! Nie do pomyślenia!

– Mógłby, pewnie – przyznała Babcia. – Nawet mi się przypomina taki jeden gagatek… Moja znajoma nacięła się na niego. Taka była szczęśliwa, że ją wybrał, bo przystojny i wszystkie się za nim oglądały, ale co on potem robił na boku, to Święci Pańscy! Całe życie biedaczka była nieszczęśliwa. Lodzię to na szczęście ominie, Bogu dzięki!

– Ale to dlatego, że dziewczyna ma rozum – podkreśliła Ciotka. – A on też okazał się na tyle uczciwy, że nie zwodził jej do końca.

– Emilia mimo wszystko jakoś go tam wychowała – doceniła Mamusia. – Źle zrobił, ale Lodzia i tak uniknęła większej krzywdy. Mogłyśmy trafić znacznie gorzej… Jedz, jedz, Lodzieńko, zjedz do końca. Kłopoty kłopotami, ale jeść trzeba.

– Najgorsze jest to, że teraz nie wiadomo, gdzie szukać dobrego kandydata – powiedziała z westchnieniem Babcia, nie zważając na obecność Lodzi. – A doświadczenie pokoleń pokazuje, że lepiej to załatwić wcześniej niż później.

– Lodzia słucha – zauważyła uprzejmie Ciotka Lucy, patrząc na nią wymownie.

– I niech słucha – odparła niezrażona Babcia. – Specjalnie mówię to wprost, dziewczyna musi to wiedzieć, a nie tkwić latami w nieświadomości. Im wcześniej młody chłopak pójdzie pod pantofel, tym lepiej dla wszystkich, nie zdąży się rozbestwić. A jak Lodzia skończy dwadzieścia lat, potem dwadzieścia jeden i tak dalej, to będzie miała coraz mniejszy wybór, bo przecież za dużo młodszego jej nie puścimy… Nie możemy za długo zwlekać, bo potem zostaną jej same ochłapy.

– To prawda – zgodziła się Ciotka, zbierając obrane ziemniaki i niosąc je pod kran do opłukania. – Najgorsi są ci, co długo zwlekają z ożenkiem, bo to znaczy, że coś z nimi jest nie tak. Albo jakiś ułomny, co go żadna nie chciała, a nasza Lodzia przecież taka śliczna… albo jakiś łajdak, co nie umie usiedzieć na jednym miejscu. Przed takimi szczególnie trzeba się chronić, lepiej rzeczywiście załatwić sprawę w młodym wieku i mieć święty spokój.

„Ja kiedyś zwariuję w tym domu” – pomyślała smętnie Lodzia, kończąc rosół. – „One zawsze muszą tak nawiązać do moich problemów, że już chyba lepiej by było, gdyby waliły po głowie jakąś cegłą. Mniej by bolało…”

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XXVI (1) (2)

Dalsze części:

Rozdział XXVI (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz