Lodzia Makówkówna – Rozdział XXVI (cz. 6)

– Tak czy inaczej ona naprawdę ma trochę kłopotów z sercem i nie wiem, jak to zrobić, żeby nie narazić jej na zbyt duży szok – mówiła dalej Lodzia. – Ty przecież wyglądasz jak młody ojciec… Na serio może dostać zawału, jak cię zobaczy!

– To może ja bym jej się objawił jako pierwszy? – zaproponował Tomek. – A młodego pokażemy potem, żeby nie zabił jej z miejsca widokiem swojej zakazanej gęby?

– A co to ja jestem, bazyliszek? – zaśmiał się Artur.

– Jak widzisz, mała boi się, żebyś nam babci nie wysłał na tamten świat – zauważył uprzejmie Tomek. – Wychodzi na to, że po raz pierwszy w życiu ja jestem mniej groźny od ciebie, więc może lepiej będzie, jak zobaczy najpierw mnie.

– Może – przyznała Lodzia. – Ale mimo wszystko najpierw spróbuję wybadać teren, musimy działać ostrożnie. Babcia zawsze słabiej się czuje, kiedy jest mowa o Edziu, a dzisiaj jeszcze ja ją zdenerwowałam niepotrzebnie…

– Ty? – zdziwił się Tomek. – A czym taki aniołek może kogokolwiek zdenerwować?

– Odmówiłam dostosowania się do tradycji – wyjaśniła mu z bladym uśmiechem. – Powiedziałam, że nie mam zamiaru wychodzić za mąż przed dwudziestką.

Tomek i Artur roześmiali się serdecznie.

– To rzeczywiście niewybaczalne – pokiwał głową Tomek. – I powód do ataku serca. Więc dlaczego robisz babci taką przykrość, niedobra wnuczko?

– A, daj spokój! – machnęła ręką Lodzia. – Na razie idę na studia.

– Przecież słyszałem od młodego, że masz faceta – zauważył, zerkając na nią badawczo. – Ba, narzeczonego… Więc chyba nie byłoby problemu z tą tradycją?

– Nieważne – odparła wymijająco. – Ja mówię o babci. Spróbuję wybadać, czy nie dałoby się jej was przedstawić po odpowiednim przygotowaniu. To musiałoby być u mnie w domu, bo ona nigdzie nie wychodzi, co najwyżej do sklepu albo do kościoła, właściwie nigdy poza dzielnicę. Tylko jak to zorganizować w praktyce, to ja naprawdę nie wiem…

– Pomyśl coś, Lodziu – zgodził się Artur. – Ale tak na spokojnie, nie pali się. Teraz masz maturę i na tym skup się przede wszystkim. Ja przecież też nie zdołałem zorganizować ci widzenia z ojcem… To budzi za duże emocje po obu stronach i trzeba uważać, żeby niechcący nie pogorszyć sytuacji. Będziemy musieli jeszcze to obgadać.

– Okej – kiwnął głową Tomek. – To brzmi rozsądnie. W takim razie gdzie i kiedy widzimy się następnym razem, Lodziu? Wezmę ze sobą żonę, będzie tobą zachwycona. Mamy bardzo mało kobiet w rodzinie i już mi narzekała, że na rodzinnych imprezach dominują faceci, a ona nie ma z kim pogadać po babsku.

– Będzie mi bardzo miło – uśmiechnęła się Lodzia.

– Umówimy się po twojej maturze, co? Możemy wstępnie zaklepać jakąś datę i miejsce, na przykład tutaj, tak jak dzisiaj… ewentualnie w Anabelli na Zamkowej. Znam trochę właściciela lokalu, więc jak już idziemy z Agą na miasto, to zwykle zaglądamy właśnie tam.

– Lodzia nie chciała w Anabelli – zaznaczył Artur.

– W porządku, nie upieram się – kiwnął głową Tomek. – Tak tylko zaproponowałem.

– Znasz Majka? – zagadnęła z zaniepokojeniem Lodzia.

– O, widzę, że ty też go znasz? – zdziwił się. – Tak, znamy się ze studiów, byliśmy obaj na ekonomii. Co prawda on był parę roczników wyżej i zahaczyliśmy się tylko o rok, ale graliśmy razem w studenckiej drużynie siatkarskiej. Kojarzy mnie do tej pory, więc jak idę do niego, to nigdy nie ma problemu ze stolikiem. Ale skoro wolisz tutaj, to nie ma sprawy. Wyznacz tylko wstępną datę, żebyśmy mogli rozplanować sobie inne rzeczy.

– A może spotkamy się jeszcze przed moją maturą? – zaproponowała. – W ostatnie dni nie będę przecież już za wiele się uczyć, a chętnie się rozerwę. I szybciej poznałabym twoją żonę…

– Nie ma sprawy, Lodziu. Ostatni kwietnia, osiemnasta?

– Znakomicie – skinęła głową, spoglądając na zegarek. – No, ale muszę już lecieć, chłopaki, obiecałam mamie, że będę przed dwudziestą pierwszą, a tu już wpół do.

– Odwieziemy cię, mam samochód – zaoferował się Tomek. – Pokażesz nam przy okazji, gdzie jest ta jaskinia lwa, o której staruszek nawet nie chce słyszeć. Jestem bardzo ciekawy!

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5)

Dalsze części:

Rozdział XXVI (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz