Lodzia Makówkówna – Rozdział XXVII (cz. 2)

Zadrżała, gdyż znów ujrzała przed sobą pobladłą twarz Pabla i usłyszała jego krzyk rozpaczy. Ja nie zniosę myśli, że po ciebie może sięgnąć ktoś inny! Że ktoś odbierze mi moją maleńką, ukochaną gwiazdeczkę! Zwariuję z zazdrości, oszaleję!…

– Nie, kochanie – wyszeptała, podnosząc z determinacją głowę. – Nikt nigdy ci mnie nie odbierze. Koniec z tymi przepychankami! Dość już tego wahania, tych ucieczek przed tobą, tego wiecznego szukania dziury w całym… Dość już tej nierównej walki z czymś, z czym nie da się walczyć! Kocham cię i teraz już zaufam ci w ślepo, choćbyś nawet miał mnie zniszczyć, zabić… Ale ja wiem, że tego nie zrobisz. Nie zawiedziesz mnie, mój Rycerzu. A ja wynagrodzę ci wszystko… wszystko. Jeśli tylko przebaczysz mi, że tak strasznie cię skrzywdziłam!

Usłyszała raz jeszcze swoje własne słowa… słowa, o których teraz już wiedziała, jak bardzo były niesprawiedliwe. Nie nazywaj mnie jedyną, nie obrażaj mnie tak! Przecież oboje doskonale wiemy, że nie jestem jedyna Ja mam swoją godność, panie Pawle… I te ostatnie słowa, te, po których przestał już walczyć. Nie chcę mieć takiego męża… Ach, jak mogła być taka niedelikatna! Jak mogła uderzyć go tak mocno! To dopiero było upokorzenie! Cios obuchem w twarz mężczyzny, który odkrył przed nią najintymniejsze tajniki swej duszy i poprosił, by dzieliła z nim resztę życia… Jak mogła tak bezlitośnie go zdeptać? Jego, którego kochała przecież całym swoim istnieniem!

Nagle straszliwa trwoga ścisnęła jej serce. W uszach zabrzmiały jej złowrogim echem wypowiedziane lekkim tonem słowa Majka: Nie widziałem go od środyDzwoniłem dwa razy, nie odbiera. Blada jak widmo dziewczyna zerwała się na równe nogi.

– Nie, Pablo – szepnęła błagalnie. – Proszę cię, kochanie, tylko nie pij whisky… nie rób nic takiego! Przepraszam cię, mój bandziorku, przebacz mi… Jak ja mogłam… jak mogłam ci tak bestialsko dowalić!

Zatrzymała się w bezruchu, jej wzrok padł na leżący na nocnej szafce telefon.

„Muszę to naprawić” – pomyślała, niemal dusząc się ze strachu. – „Wyjaśnić wszystko, teraz, natychmiast… Tylko czy wystarczy mi odwagi? Boże, ależ ze mnie tchórz!”

Usiadła z powrotem na łóżku, drżącą dłonią sięgnęła po telefon, wybrała imię Pabla z listy kontaktów i wpatrywała się w nie przez długie minuty, nie mogąc odważyć się na nawiązanie połączenia. Jeden ruch, jedno naciśnięcie palcem odpowiedniego miejsca na ekranie… niby nic, a tak wiele, całe jej życie! A jeśli on nie odbierze?

„Boisz się!” – pomyślała pogardliwie. – „Ty głupia, bezmyślna idiotko! Będziesz teraz zastanawiać się godzinami, czy zadzwonić. Będziesz znowu ważyć za i przeciw, dzielić włos na czworo… A on tam cierpi przez ciebie! Cierpi każdą kolejną minutę!”

W nagłym odruchu determinacji dotknęła przycisku połączenia, zamknęła oczy i drżącą ręką przyłożyła aparat do ucha. Oto dźwięk wyboru numeru… a potem pierwszy długi sygnał świadczący o tym, że jego telefon już dzwoni.

– Lea? – usłyszała w słuchawce jego szept.

Ulga, jaką poczuła w tym momencie, była jak silne uderzenie, od którego zakręciło jej się w głowie. Odebrał, odezwał się natychmiast… Znów byli w kontakcie. Lecz to był tylko pierwszy krok… Teraz musi zrobić drugi, musi go zobaczyć!

– Czy to mój dżinn? – zapytała cichutkim, żałosnym głosikiem.

– Tak, gwiazdeczko – odparł łagodnie Pablo. – Tak, moje kochanie. Dżinn jest zawsze na posterunku i czeka na twoje rozkazy.

Ciepły ton jego ukochanego, niskiego głosu spłynął jak kojący balsam na jej roztrzęsione nerwy. Po raz pierwszy od wielu dni ogarnął ją wewnętrzny, podskórnie odczuwany spokój. Wiedziała już, że wszystko będzie dobrze.

– Mam życzenie – powiedziała nieśmiało, jak dziecko, które testuje, na ile może sobie pozwolić, choć i tak wie, że dostanie to, czego zażąda. – Czy dżinn może je dla mnie spełnić?

– Mów, kochanie. Dżinn zrobi dla ciebie wszystko, co tylko będzie mógł i umiał. Czego sobie życzysz?

– Bardzo chcę go zobaczyć – wyszeptała.

– Kogo, skarbie? – również zniżył głos do szeptu.

– Mojego dżinna… bandziorka… ciebie – szemrała cichutko. – To jest właśnie moje życzenie. Bardzo chcę cię zobaczyć, Pawełku. I chcę cię widzieć jeszcze dzisiaj… teraz.

– Gdzie jesteś, Lea? – zapytał szybko Pablo, a w jego głos wstąpiło jakby nowe życie.

– W domu – szepnęła.

– Za kwadrans będę na Jeżynowej – powiedział stanowczo.

– Dobrze, Pablo.

Rozłączył się natychmiast. Lodzia odłożyła telefon na szafkę, serce biło jej jak dzwon. Nie miała siły, by stanąć na nogach. Dopiero po kilku minutach całkowitej inercji poruszyła się i powoli podniosła z łóżka. Poczuła, jak jej na wpół obumarła krew zaczyna znów krążyć i szumieć w żyłach wartkim strumieniem, podobnym do rzeki łez, które wciąż nie przestawały płynąć z jej oczu.

W nagłym przypływie energii chwyciła sztruksowy żakiecik, w którym dopiero co była z Tatusiem w hipermarkecie, zarzuciła go na ramiona i gorączkowo upchnęła telefon i klucze do kieszeni. Następnie stanęła nieruchomo na środku pokoju i jeszcze na chwilę ukryła spłakaną twarz w dłoniach, starając się uspokoić na tyle, by uniknąć niewygodnych pytań Wielkiej Triady. Bezskutecznie. Łzy nie chciały przestać płynąć, dłonie nie chciały przestać drżeć… Musiała już iść.

Powoli zeszła ze schodów. Zebrana w salonie rodzina rozmawiała na tyle głośno, że umknął im cichy, suchy trzask zamykających się za nią drzwi wejściowych.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXVII (1)

Dalsze części:

Rozdział XXVII (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Epilog (1) (2) (3) (4) (5)


Dodaj komentarz