Lodzia Makówkówna – Rozdział XXVIII (cz. 9)

– Lodźka, przecież ja wiedziałam, że to się tak skończy – pokiwała głową Julka. – Czułam to od razu, kiedy powiedziałaś mi o bandziorze w szafie na szczotki. A ty zapierałaś się rękami i nogami… No, ale wcale ci się nie dziwię, to nie są łatwe rzeczy. Nacierpiałaś się przy tym jak nie wiem co. On zresztą też. Tyle pozorów świadczyło przeciwko niemu…

– E tam, nie takich znowu pozorów – uśmiechnęła się Lodzia, kładąc sobie na kolanach zeszyt od matematyki. – Żałować, to on sobie nie żałował, przez wiele lat. Podejrzewam, że licząc od początku, łapię się na jego liście może dopiero na jakąś trzecią dziesiątkę… albo i lepiej. Łajdaczyna sam już nie umie tego zliczyć, stracił rachubę w którymś momencie.

– Ale przecież ty się z tego śmiejesz – zauważyła Julka, zerkając na jej pogodną, rozjaśnioną twarz.

– A co, mam płakać? – wzruszyła ramionami Lodzia. – Kocham tego łobuza i muszę mu wierzyć, że jestem ostatnia na liście. Nic nie poradzę na to, że trafiłam na takiego gagatka, z tym fatum się nie walczy. Już wystarczająco się naszarpałam… A przede mną jeszcze jazda z rodziną, przecież babcia zawału dostanie, a mama wpadnie w furię. Ja w ogóle sobie tego nie wyobrażam, Jula – westchnęła. – Nie wiem zupełnie, jak zabrać się za ten temat.

Siedziały obie w pokoju u Julki, usiłując jeszcze ostatnim rzutem na taśmę pouczyć się do matury z matematyki, jednak rozmowa szybko zeszła na bardziej atrakcyjne tematy.

– On na serio tak się upiera na ten wrzesień? – zapytała z rozbawieniem Julka.

– Tak twierdzi – odparła Lodzia. – Ja po tych jego blefach już sama nie wiem, kiedy się wygłupia, a kiedy mówi poważnie, ale teraz raczej nie żartuje. Ustalił datę na wrzesień i koniec, nie ma dyskusji. Nieznośny tyran i uparciuch – pokręciła głową. – Uzurpator i farmazon!

– Co chcesz, fajny jest! – zaśmiała się Julka. – Zobacz, jak go wzięło, sam się pcha pod pantofel! Twoja mama powinna być zadowolona.

– Aha, jasne – pokiwała głową z przekąsem. – Niech mama tylko się dowie… Ty sobie wyobrażasz, jaka będzie awantura? Przecież on jest zupełnym przeciwieństwem tego ich wymarzonego kandydata! Muszę mieć dużo czasu, żeby wprowadzić je w temat i stopniowo przestawić im myślenie. A on tego właśnie nie pojmuje, dla niego wszystko jest proste, rozumuje jak typowy facet. Oświadczył mi się, ja się zgodziłam, więc w czym problem? Lecimy załatwiać formalności. Nie dociera do niego, że ja tak nie mogę. Może on nie musi pytać swojej rodziny o zdanie, ale ja tak.

– Przecież i tak nie masz innego wyjścia, w końcu będziesz musiała im się przyznać – zauważyła Julka.

– Wiem – westchnęła Lodzia. – Jednak muszę porozkładać to w czasie. Pablo wprawdzie obiecuje, że będzie mnie wspierał… nie wątpię w to, ale przecież pierwszy impet i tak spadnie na mnie. Do września to mi nawet czasu nie wystarczy, żeby wysłuchać ich lamentów nad moją nieszczęsną dolą. I w dodatku będę z tym sama, bo tata może mnie wspierać tylko duchowo. Jest kochany, ale to niestety klasyczna ofiara rodzinnego matriarchatu.

– No, z Pabla ofiary matriarchatu to chyba nie zrobią, co? – roześmiała się Julka.

– Nie żartuj nawet! – prychnęła Lodzia. – Ja właśnie boję się tej konfrontacji. Nie chciałabym żadnej ostrej awantury z ultimatum i koniecznością wyboru między nim a nimi. Kocham go bardzo, ale strasznie by mnie bolało, gdybym musiała skłócić się z rodziną jak wuj Edzio. Ich też przecież kocham, a oni kochają mnie, jestem w końcu jedynaczką…

– No coś ty, Lodźka! – spoważniała Julka. – Co ty wygadujesz? Pablo przecież nigdy do tego nie dopuści. Nie zapominaj, że on jest adwokatem, dyplomatyczne załatwianie trudnych spraw to jego chleb powszedni. Myślisz, że tutaj sobie nie poradzi?

– Nie wiem – uśmiechnęła się Lodzia. – Na nasz rodzinny matriarchat nie ma mocnych. A on nie będzie tym razem adwokatem, tylko oskarżonym… ja też. Ale powoli to przewalczymy, byle nie wygłupiał się teraz z tym wrześniem.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8)

Dalsze części:

Rozdział XXVIII (10) (11)

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)


Dodaj komentarz