„Mizerna, cicha, stajenka licha…” i superbohater wszechczasów

Za kilka dni Boże Narodzenie – wielkie święto chrześcijańskiego świata, który w ten dzień zgina kolana i pochyla głowy przez nowonarodzonym Dzieciątkiem Jezus. Tajemnica tego ze wszech miar radosnego święta nigdy nie przestanie zadziwiać swoją głębią – oto Syn Boży, Istota święta, doskonała i wolna od wszelkiej słabości, z miłości do swojego stworzenia przybiera ciało człowieka, aby uratować go od śmierci wiecznej. Dobrowolna degradacja, poniżenie samego siebie przez Boga dla ratowania z łap szatana takiego nędznika, jakim jest człowiek, świadczy o Jego nieskończonej miłości do niego – o niezmierzonej, po ludzku niemożliwej miłości do kłamcy, potwarcy, śmierdzącego lenia, psychopatycznego egoisty, łajdaka, oszołoma, bałwochwalcy, rozpustnika, megalomana… czyli w skrócie do każdego z nas.

Od dzieciństwa lubimy podziwiać wyimaginowanych superbohaterów ratujących świat, postacie z komiksów, gier, powieści fantastycznych, które przekraczają granice ludzkich możliwości, by wykonać wielką, humanitarną misję. Dlaczego tak często zapominamy albo wręcz odrzucamy prawdę o tym, że największym superbohaterem wszechczasów jest Jezus Chrystus? Bóg-człowiek, który przyszedł wykonać swoją misję nie jako uzbrojony po zęby komandos, ale jako słabe niemowlę narodzone z młodziutkiej dziewicy w ubogiej stajence. Narodzony po to, żeby wykonać największą misję w dziejach ludzkości i poświęcić swoje ludzkie życie za innych, przelać za nich krew, ginąc z ich własnej ręki. Ginąc oczywiście tylko w wymiarze ludzkiego ciała, bo nie da się zabić Boga, podobnie jak nie da się zabić ludzkiej duszy, która – czy tego chcemy czy nie – jest nieśmiertelna.

Misja Chrystusa na ziemi, tak samo jak miłość Boga do człowieka, jest ciągiem paradoksów. Nieskończenie potężny Bóg, który szatana mógłby zmiażdżyć jednym aktem woli, jako narzędzie walki o duszę człowieka dobrowolnie wybiera słabość i samoponiżenie, solidaryzując się przez to ze swym niedoskonałym, ale ukochanym stworzeniem. Zbawca rodzaju ludzkiego przychodzi na świat jako słabe niemowlę, bezradne i zależne od innych ludzi. Choć jest Królem Wszechświata, rodzi się w warunkach uwłaczających godności człowieka – i to nie jest przypadek. Podobnie jak nie jest przypadkiem to, że w pierwszej kolejności objawia się ludziom ubogim i pokornym, a nie królom i innym możnym tego świata. Trzej Królowie sami muszą podjąć trud dotarcia do stajenki, bowiem Bóg świadomie działa „na odwrót”, „na wspak”, w myśl zasady, według której „ostatni będą pierwszymi”.

Dzisiejszy świat żyje bardzo płytko, ograniczając swoje postrzeganie rzeczywistości do wymiaru materialnego, a ignorując zupełnie wymiar duchowy. Tymczasem jest to wymiar związany z naszą duszą, głęboko wpisany w naturę człowieka, którego Bóg stworzył na swój obraz i podobieństwo. Dlatego, jeśli na co dzień zabraknie nam odniesienia do rzeczywistości pozamaterialnej, jeśli samy się od niej odetniemy w myśl naiwnie rozumianej nowoczesności i postępu, nasze życie stanie się puste i płytkie, zawsze czegoś będzie nam w nim brakowało, choćbyśmy umeblowali je milionem wydarzeń, barw i nawet najsilniejszych emocji.

Jedyna trwała radość, jaka może być udziałem człowieka, musi mieć głębszy, metafizyczny wymiar – i znajdziemy go właśnie w Tym, który dwa tysiące lat temu objawił się w ubogiej stajence. To On – jeśli Mu zaufamy – pomaga nam przejść cało przez największe życiowe turbulencje, broni nas przed upadkiem, rozpaczą, zdradą i wszelkimi innymi działaniami szatana, to On chroni i umacnia ludzką miłość, nie pozwala rozpaść się małżeństwom, wspiera zranionych, dodaje sił wątpiącym, podnosi nas z błota i nieustannie odnawia w nas nadzieję. Krótko mówiąc, to On daje nam życie w samym środku cywilizacji śmierci. On – małe Dzieciątko z betlejemskiej stajenki.

Warto w tym kontekście pochylić się nad tekstem starej kolędy, którą wybrałam w tym roku jako motto i do której odnoszę się w tytule niniejszego wpisu.

Mizerna, cicha, stajenka licha,
Pełna niebieskiej chwały.
Oto leżący, przed nami śpiący
W promieniach Jezus mały.  

Nad nim anieli w locie stanęli
I pochyleni klęczą
Z włosy złotymi, z skrzydły białymi
Pod malowaną tęczą.  

I oto mnodzy ludzie ubodzy,
Radzi oglądać Pana,
Pełni natchnienia, pełni zdziwienia
Upadli na kolana.  

Wielkie zdziwienie, wszelkie stworzenie,
Cały świat orzeźwiony:
Mądrość mądrości, światłość światłości,
Bóg-człowiek tu wcielony.  

Długo wzdychali, długo czekali,
Aż niebo rozgorzało,
Piekło zawarte, niebo otwarte,
Słowo się Ciałem stało.  

Radość na ziemi, Pan nad wszystkimi
Roztacza blask poranny.
Przepaść zawarta, upadek czarta,
Zstępuje Pan nad pany.  

Hej, ludzie prości, Bóg z nami gości,
Skończony czas niedoli.
On daje siebie, chwała na Niebie,
Pokój wam dobrej woli.

Święto Bożego Narodzenia jest świętem Wcielenia Boga, a przez to aktem nadania człowiekowi godności, na jaką ten nie zasłużył – aktem dokonanym tylko i wyłącznie w imię bezwarunkowej miłości, jaką darzy nas Bóg. Choć tradycyjna otoczka obchodzenia tego dnia i poprzedzającej go Wigilii jest bardzo ważna, warto pamiętać, że to nie jest komercyjne święto choinek, bombek, światełek, reniferków, krasnali, pięknie nakrytego i suto zastawionego stołu, stroików, prezentów pod choinką i dźwięczącej w tle muzyczki typu Last Christmas I gave you my heart. Jak sama nazwa wskazuje, jest to święto Narodzenia Boga, Jego zstąpienia na świat w postaci maleńkiego Dzieciątka, które 33 lata później dopełniło krwawej misji oddania życia na krzyżu dla zbawienia ludzi.

Być może w dobie pandemii łatwiej nam dostrzec, jaką ślepą uliczką dla naszego ducha jest powierzchowne przeżywanie Bożego Narodzenia jako kilku wolnych dni spędzonych wśród nastrojowych świecidełek, przed telewizorem i przy bogato zastawionym stole. W tym roku obostrzenia sanitarne zawężą grono osób zasiadających do wieczerzy wigilijnej, niektórych z nas skazując na samotność, będą też tacy, którzy do tej wieczerzy nie zasiądą już nigdy, choć w normalnych warunkach mogliby pożyć jeszcze wiele lat. Poczucie straty – tej mniejszej i tej większej – zawsze skłania do refleksji nad tym, czym jest ludzkie życie, i czy nie warto, przynajmniej od święta, zatrzymać się, zastanowić nad sobą i być może sięgnąć nieco głębiej…

Wszystkim moim Czytelnikom życzę zdrowych, spokojnych i błogosławionych świąt Bożego Narodzenia. Oby ta końcówka trudnego roku 2020 przyniosła wszystkim radość, pokój i nową nadzieję w blasku nadprzyrodzonego światła bijącego z betlejemskiej stajenki.

Źródło: pixabay.com

Powiązane wpisy:

Bóg się rodzi, moc truchleje…


Dodaj komentarz