Opublikowałam „Glusia”

Wiecie, że opublikowałam Glusia nie tylko na blogu, ale również w formie książkowej? Znalazłam bowiem formułę, w której można to zrobić bez wielkiego wysiłku i w dodatku całkowicie za darmo, więc nie byłabym sobą, gdybym z czystej ciekawości nie zdecydowała się jej przetestować. Tym bardziej, że Gluś od początku był opowiadaniem skazanym na testowanie i przecieranie szlaków.

Publikacja w systemie Rideró

Ponieważ blog to twór internetowy (czytaj: wirtualny) i różne rzeczy się zdarzają, na przykład coś może się zawiesić albo paść serwer (tfu, tfu!), a wtedy mój tekst zniknie z sieci i nie udowodnię w żaden sposób, że go napisałam, pomyślałam, że – skoro jest taka możliwość – nie będzie od rzeczy uwiecznić go mimo wszystko w formie publikacji książkowej. Można to zrobić, jak już wspomniałam, bardzo łatwo i darmowo w systemie Rideró.

Dla tych, którzy nie znają tej formuły publikowania, odsyłam do strony internetowej Rideró. Książkę kreuje się samodzielnie w inteligentnym systemie rozpoznającym nagłówki, myślniki wprowadzające dialogi itp., z możliwością edycji, nanoszenia poprawek i doboru czcionki. Wiadomo, że tych funkcjonalności mogłoby być jeszcze więcej, ale i tak jest w porządku. Podobno można też wklejać ilustracje, ale ja akurat tego nie potrzebowałam, tworzyłam tylko okładkę. Co prawda szablonów do wyboru również mogłoby być więcej, ale dobrze, że jest przynajmniej opcja załadowania własnej grafiki. Miałam taką, stworzoną przez moją domową graficzkę na specjalne zamówienie na podstawie zdjęcia z tego wpisu (zdjęłyśmy tylko chłopakowi czapkę i skróciłyśmy włosy) – pełna wersja rysunku jest pod spodem.

Nie wiem, co w „poważnych kręgach” sądzi się o tej formie publikacji, gdyż jest to ścieżka łatwego self-publishingu, ale nie wnikam w to. Ja osobiście jestem zadowolona. Książka wygląda fajnie, posiada ISBN, a nawet można ją sobie kupić – co prawda w przypadku Glusia nie widzę w tym sensu, skoro tekst jest w całości dostępny za darmo na blogu, ale takie po prostu są zasady w tym systemie. Rzecz wygląda tak, jak na zdjęciu u góry wpisu, a jest dostępna na stronie wydawnictwa pod tym linkiem:

Katarzyna Demańska Gluś

Jak już kilkakrotnie pisałam na blogu, nie mam parcia na publikację w tradycyjnym wydawnictwie, gdyż wiąże się z tym mnóstwo problemów i formalności, na które nie mam czasu i które odarłyby mnie ze zbyt wielkiej porcji energii. Nie mówiąc już o tym, że wydawnictwa zazwyczaj odrzucają teksty debiutantów (i słusznie, skoro w wydanie książki inwestują swoje własne pieniądze), więc tym gorzej dla takich amatorów jak ja. Publikacja w Rideró oszczędza mi tych dylematów, bo – jak mówiłam – książkę wygenerowałam sobie sama. Do tego nie zawalam nią księgarni, jako że druk jest dostępny w formule na życzenie. Oznacza to, że egzemplarz drukuje się dopiero, kiedy ktoś go kupi, czyli jeśli danej pozycji nie kupi nikt, nie drukuje się jej wcale. Nikogo też nie interesuje to, że tekst jest w całości dostępny w sieci, bo wydawnictwo nie zarabia na sprzedaży, więc jeśli autor chce, może sobie ze swoim utworem robić, co mu się żywnie podoba. Jak dla mnie bomba – i zastrzegam, że nie jest to żadna kryptoreklama serwisu, bo nikt mi za to nie płaci.

Niewątpliwie w podobny sposób postąpię z Lodzią Makówkówną. Ponieważ jest to tekst bardzo długi i jego publikacja na blogu zajmie mi sporo czasu, mam go wystarczająco na przemyślenie tego, na ile tomów go podzielić – a podzielić go muszę, bo w jednym „kawałku” miałby ponad tysiąc stron…

Jedno jest pewne – zgodnie z decyzją podjętą w grudniu 2018, moje powieści będę w całości publikować w odcinkach na blogu, nawet jeśli później zdecyduję się na ich wydanie w formie zwartego woluminu lub e-booka. Coraz bardziej przekonuję się do blogowania i coraz bardziej mi się ono podoba, dlatego oznajmiam, że zostaję w sieci na dłużej i nie mam najmniejszego zamiaru dać się stąd wykurzyć ;))

Grafika z okładki Glusia (autorka: moja córka Maria)

Powiązane wpisy:

„Gluś” – moja pierwsza powieść na blogu

„Gluś” – podsumowanie

Pierwszy tom Lodzi Makówkówny w wersji książkowej


Dodaj komentarz