[Recenzja] Lucy Maud Montgomery, „Dziewczę z sadu” (ang. „Kilmeny of the Orchard”)

Autor recenzji: Katarzyna Demańska

Dziś w dziale z recenzjami proponuję powrót do twórczości Lucy Maud Montgomery. Jest to autorka, którą znają chyba wszystkie dziewczęta na świecie, bowiem jej książki, które ja sama namiętnie czytałam we wczesnym okresie nastoletnim, są adresowane par excellence do tej właśnie grupy czytelniczej. Chłopcy nie znoszą tego typu powieści, a ponieważ na przykład Ania z Zielonego Wzgórza figurowała przez dekady na liście szkolnych lektur uzupełniających, młodzi panowie zmuszeni byli zapoznać się z tym tekstem i – z tego, co wiem – brnęli przezeń w najcięższych męczarniach…

Natomiast dziewczyny… dziewczyny to kochały, kochają i będą zawsze kochać! Lata mijają, zmieniają się pokolenia, a młode istoty płci żeńskiej nadal połykają jednym tchem powieści kanadyjskiej Autorki. Uważam to za rodzaj fenomenu społeczno-kulturowego, sama bowiem muszę przyznać, że książki Lucy Maud Montgomery mocno wpłynęły na moje życie, postrzeganie świata i kształtowanie dziewczęcej wrażliwości w wieku lat nastu.

Choć najsłynniejszej z książek Montgomery czyli właśnie Ani z Zielonego Wzgórza wraz z całą serią kontynuacji nie będzie mogło prędzej czy później zabraknąć w tym zestawieniu, odłożę to sobie jednak na później, skupiając się na razie na powieści o wiele mniej znanej, a wcale nie mniej wartej przeczytania. Dziewczę z sadu. Jest to króciutka, romantyczna historia rozwoju uczuć pomiędzy tytułową bohaterką, Kilmeny (tytuł oryginału zawiera imię głównej postaci), a przybyłym z miasta w zaściankową okolicę młodym nauczycielem Erykiem, który przypadkowo, podczas jednego ze spacerów, odkrywa stary sad z grającą w nim na skrzypcach, urzekająco piękną dziewczyną. Wkrótce okazuje się, że muzyka to jej sposób na wyrażenie głośno myśli i emocji, gdyż Kilmeny jest niema… Nie przeszkadza to jednak młodzieńcowi zakochać się w niej bez pamięci.

Nie zdradzając szczegółów fabuły tej krótkiej opowieści, podkreślę, że – jak większość historii wychodzących spod pióra Montgomery – jest ona warta przeczytania ze względu na klimat, w jaki Czytelnik zatapia się już od pierwszych stron. Klimat spokojnej wioski, w której pozornie nie dzieje się nic ciekawego… klimat starego sadu, przepięknej muzyki skrzypiec, milczenia, które mówi więcej niż słowa… klimat strasznej, rodzinnej tajemnicy, z której wypływa dramat Kilmeny… wreszcie klimat rodzącego się uczucia, które zmieni życie obojga bohaterów.

W tej historii znamienne jest dzieło przypadku, tak często decydujące o losie człowieka… W życiu wychowywanej od urodzenia w odosobnieniu, odciętej od wszelkiego kontaktu ze światem Kilmeny niespodziewanie pojawia się ktoś z zewnątrz. Pojawia się, a właściwie spada jak grom z jasnego nieba i od razu zasiewa burzę w jej niewinnym sercu. Dziewczyna prawdopodobnie nigdy nie poznałaby tych uczuć i emocji, gdyby Eryk, znudzony monotonią wiejskiego życia i brakiem rozrywek, do których był przyzwyczajony w mieście, nie trafił przez przypadek do owianego tajemnicą, starego sadu… Zaraz, zaraz… przez przypadek? W życiu przecież nie ma przypadków!

Zważywszy na niewielką objętość, Dziewczę z sadu to lektura na jeden wieczór. Prosty lecz niezwykle uroczy romans dla młodych osóbek snujących w marzeniach wizje idealnej miłości… miłości gotowej do poświęceń, pokonującej wszelkie przeszkody i w ostatecznym rozrachunku – miłości zwycięskiej. Zresztą czyż nie o takiej marzy w głębi duszy każdy człowiek, bez względu na wiek i płeć?

W moim subiektywnym odczuciu w tej historii kryje się podobne ziarenko idealizmu i romantyzmu jak w Błękitnym Zamku, choć tamta powieść jest niewątpliwie dojrzalsza, posiada bardziej złożoną fabułę i stanowi bardziej wyrafinowane studium uczuć – może między innymi ze względu na to, że adresuje się do starszych czytelniczek. Dziewczę z sadu to zdecydowanie powieść dla nastolatek, dlatego takie aspekty jak styl pisarski czy inne walory czysto „techniczne” muszą z założenia ustąpić treści – w tej powieści bowiem nie forma jest ważna. Liczy się przede wszystkim ów wspomniany już przeze mnie klimat, który rozgrzewa dusze młodych czytelniczek i rozbudza w nich najpiękniejsze marzenia… Być może życie kiedyś zgasi te marzenia lub przynajmniej je zmodyfikuje, lecz ich pozytywny ślad ma szanse na zawsze zostać gdzieś na dnie serca. Właśnie dlatego, moim zdaniem, lektury takie jak Dziewczę z sadu są pożądane i wartościowe, również – a może zwłaszcza – w dzisiejszych czasach, gdzie idealizm nie zawsze jest w cenie.

Źródło: pixabay.com

Powiązany wpis:

Lucy Maud Montgomery, Błękitny Zamek

Inne recenzje:  Czytelnia


Dodaj komentarz